środa, 7 kwietnia 2010

The Let Go - Morning Comes

The Let Go to świeża krew w rapie. Członkami grupy są Type, Kublakai oraz Captain Midnite. Przy czym dwaj pierwsi to raperzy, a ostatni producent. Reprezentują Seattle i są jednym z ważniejszych ogniw niezwykle silnej truskolowej sceny Zachodniego Wybrzeża. Wcześniej wydali tylko jeden album w 2008 roku, który jest wybitny, a omawiany materiał jest ich drugą płytą.

Czego można się spodziewać po tekstach? Chłopaki generalnie mają pozytywne i dość humorystyczne (nie szydercze) podejście do życia, ale nie brakuje im umiejętnego i trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. Również cechuje ich sarkazm. To pierwsze doskonale widać chociażby w numerze ,,Never Again”, który traktuje z dystansem o skutkach picia alkoholu. Mimo zabawnego wykonania dostrzegam tutaj drugie dno – problem uzależnienia. To drugie można znaleźć w ,,Rugged Road”, natomiast trzecie w ,,Know About Us”. Uogólniając muszę powiedzieć, że zespół lirycznie jest mocny, a to tylko kilka moich ulubionych wersów z krążka:

yeah, I’m alive
but I can’t count the nights I spent alone cried
like nothing ever changes always stays the same
I’m aiming at all directions like it’s you who’s to blame
but it’s all on me now to see how
how to reach out and teach myself how to be proud
if I take the weak road nothing ever differs
so similar days ain’t bad they’re just simpler

I found solace in the darkness
when no light you can see how happy the heart gets
fire grew, felt like an arsonist
scars made my skin harder trough all the hardships
I’m most alive past midnight
most inspired under dim lights
so to the end it’s insight
I’ma bring life from a heart to this fight


Predyspozycje wokalne artyści mają bardzo dobre i prezentują się świetnie. Zapada bardzo w pamięć szczególnie głęboki głos Kublakai’a. Czuć chemię pomiędzy raperami. Świetnie uzupełniają się w kawałkach. Po podkładach suną naprawdę fajnie, czuję świeżość i radość, która wynika z nagrywania rapu, a to najważniejsze. Generalnie nie rapują szybko. Warstwa muzyczna nie budzi zastrzeżeń, dużo życia jest zawarte w brzmieniu. Każdy bit mi się podoba. Jeden mniej, drugi więcej, ale żaden mnie nie nuży. Moi faworyci to ,,Know About Us” oraz „Similar Days”.

Kończąc napiszę tylko, że wielkim plusem ,,Morning Comes” jest fakt, iż jest to bardzo równy materiał. Jeżeli ktoś podpisuje się pod wiadomym tytułem płyty Nasa, po posłuchaniu tego krązka na pewno zmieni zdanie.

9/10

PS: Tym razem będzie bez żadnego kawałka, bo ten album oficjalnie wyjdzie w maju i na razie nie ma tracków na youtubie. No i jeszcze dla formalności mam ten album dzięki uprzejmości jednego gościa, który zamówił preorder, dostał płytę w mp3 na mejla i wrzucił na forum.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Rychu Peja SoLUfka - Czarny Wrzesień

Nadchodzi przełomowa chwila, bo na tapetę biorą pierwszą polską płytę wydaną w 2010 roku. Stosunkowo późno, bo mamy już kwiecień, ale na naszym podwórku na razie nie wyszło nic, co chciałbym sprawdzić. Przedstawiany krążek jest nietypowo, bo zawiera praktycznie tylko dissy wymierzone w Tedego (obrywa się tez Pelsonowi i Eldo). Mamy 5 kawałków z października i 11 nowych. Na wstępie już zdradzę, że ,,Czarny Wrzesień” przypadł mi bardzo do gustu, wręcz się jaram.

Wiadomo jaka jest tematyka tekstów skoro album jest wymierzony w przeciwnika. Dlatego powierzchownie wspomnę o trzech (w końcu to nie ma być długa recenzja) kawałkach, które zaserwował Peja. Jeden z moich faworytów to ,,DTKR (Dlaczego Tede Kurwą Jest?)”, który jest coverem ,,Wonder Why They Call U Bitch) 2Paca. Ryszard w kilku momentach fantastycznie udał jego flow. Bardzo fajnie to wyszło. Warto zwrócić uwagę także na ,,Czas Hardcoru” oraz ,,Ludzie Z Mej Rzeczywistości”, które są bezpośrednimi i trafnymi odpowiedziami na tracki Fiodora ,,Czas Honoru” oraz ,,Ludzie Z Innej Bajki”.

nie wspominaj o Wzgórzu, chyba że masz schizofrenię
hipokryto i tchórzu albo w tę, albo we wtę

wydaje z Mandaryną? Ha, znowu cię poniosło
handlujemy też Molestą całym katalogiem Prosto
więc weź głupot nie pierdol, zobacz gdzie wydaje Eldo

jesteś dla ludzi szuja, oto kolejna skucha
postępuj tak dalej, to stracisz nawet Buhha

Generalnie na płycie znajdują się wyzwiska (w końcu diss), ale i również celne argumenty, co łącznie tworzy bardzo dobrą kompozycję. Poza tym zaskoczył mnie flow Poznaniaka. Szczególnie super płynie, nie licząc ,,DTKR”, w ,,Frajerhejt 9.12” oraz ,,Ludzie Z Mej Rzeczywistości”. Bity są dobre i jeszcze żaden mi się nie znudził, ale powoli denerwować mnie zaczynają ,,Mam Bekę” oraz ,,Dureń z TVN”. W każdym razie nie rzutuje to znacznie na łączną ocenę podkładów.

W sumie jedyne, co mi nie pasuje to fakt, że znalazły się na albumie numery nagrane kilka miesięcy temu. Tamte 5 tracków zostało stworzonych pod szyldem SLU Gang, a owy materiał firmowany jest nazwą Rychu Peja SoLUfka i artysta mógł je zostawić w spokoju.

9/10

Moja ulubiona pozycja:

Zapowiedź Ligi Mistrzów 6 i 7 kwiecień

Wtorek

Barcelona – Arsenal Londyn

Chyba pojedynek na Camp Nou to będzie formalność dla Katalończyków, którzy osiągnęli dobry rezultat w Anglii. Remis 2:2 stawia ich przed rewanżem w roli murowanego kandydata do awansu. Szczególnie, że grają przed własną publicznością, gdzie są niesamowicie groźni i ciężko sobie wyobrazić, aby nie zwyciężyli. W sobotnim meczu ligowym Guardiola oszczędzał kilku zawodników, ale i tak jego epika rozgromiła Athetlic Bilbao 4:1. Dzisiaj na pewno mistrz Hiszpanii będzie musiał obejść się bez Pique, Puyola oraz Ibrahimovica. Do kadry powrócił po kontuzji Iniesta, ale nie wiadomo, czy zagra od pierwszej minuty. Osłabienie w linii defensywy jest znaczne, ale Barcelona będzie przede wszystkim atakować, więc obrońcy nie powinni mieć bardzo dużo pracy. Ogólna sytuacja gości jest trudniejsza, gdyż by awansować muszą wygrać lub osiągnąć rezultat remisowy wyższy niż 2:2. Dodając do tego absencje Songa, Gallasa, Fabregasa oraz niepewny występ Campbella, szanse Arsenalu na awans są naprawdę niewielkie. Gracze Wengera przede wszystkim nie mogą się przestraszyć rywali i dać się zepchnąć do obrony, ale nie wydaję mi się, aby byli w stanie tego dokonać. Granie otwartej piłki na Camp Nou to samobójstwo, ale Anglicy po prostu nie mają wyboru i muszą zaryzykować.

CSKA Moskwa – Inter Mediolan

Rosjanie stają przed niezwykłą okazją awansowania do półfinału Ligi Mistrzów i mimo wszystko nie są bez szans. Na San Siro nie udało się nie przegrać, ale porażka 0:1 nie jest wielką zaliczką dla Mediolańczyków. Na niekorzyść gospodarzy na pewno działa fakt, że Krasic i Aldonin, a więc kluczowi piłkarze nie będą w stanie wystąpić w meczu. Jednakże na dalekim wschodzie nie gra się łatwo i Włosi mogą mieć nie małe problemy. Jose Mourinho może być zadowolony, bo w sobotę Inter wygrał w końcu w Serie A, a do składu na Ligę Mistrzów powracają zawieszani za kartki Motta i Lucio oraz niesforny, ale niezwykle utalentowany Mario Balotelli, który był ostatnimi tygodniami skłócony z klubem. Portugalczyk ma więc do dyspozycji wszystkich zawodników i może wystawić najsilniejszy skład. Fajnie, że widowisko zacznie się o 18:30 polskiego czasu, więc będę mógł je zobaczyć.

Środa

Manchester United – Bayern Monachium

Chyba najbardziej interesujący ćwierćfinał ze wszystkich. Monachijczycy niespodziewanie ograli Anglików na Allianz Arena 2:1, co stawia ich na pewno nie w roli faworyta do awansu, ale w dobrej sytuacji, bo w Manchesterze wystarczy remis. Czerwone Diabły mimo pewnego kryzysu formy (porażka z Bayernem i w sobotę z Chelsea, co spowodowało utratę lidera) będą niezwykle groźni, rozdrażnieni i rzucą się do ataków od pierwszych minut, bo muszą wygrać. Nie wiem jakim cudem, ale ich główne żądło ataku, którym jest Rooney, wg angielskiej pracy znajdzie się w kadrze meczowej. Pewnie nie za gra od pierwszej minuty, ale wpuszczenie Anglika nawet na 15-20 minut rywalizacji może zmienić jej losy. Z drugiej strony nie uczestniczył w dzisiejszym treningu i tak naprawdę ostateczna decyzja o jego występie zapadnie później. Absencja Wayne’a to osłabienie, ale na Manchester United może podziałać mobilizująco. Bawarczycy natomiast wydaje się, że wychodzą z dołka, o czym świadczy, nie licząc pokonania Anglików w zeszłym tygodniu, ogranie Schalke na Ventlis Arena, mimo gry w 10 przez całą drugą połowę. Dodatkowo do składu wracają Schweinsteiger, a przede wszystkim Robben. Występ Holendra od pierwszego gwizdka nie jest pewny, ale chciałbym, aby zagrał, bo gola na Old Trafford trzeba będzie zdobyć, bo nie wierzę, że gospodarze nic nie strzelą. Mam nadzieję, że Niemcom uda się osiągnąć korzystny wynik, bo awans do półfinału najlepszych klubowych rozgrywek na świecie po 9 latach przerwy i z co najwyżej przeciętną obroną, będzie czymś niesamowitym.

Bordeaux - Olimpique Lyon

Z mistrzów Francji wyraźnie schodzi powietrze i nie mam na myśli tylko Ligi Mistrzów, ale także Ligue 1, w której, gdyby nie kilka wpadek, byliby liderami. Skupmy się jednak na faktach, a one są takie, że Lyon, wygrywając na własnym obiekcie 3:1, ma solidną zaliczkę na koncie. Do składy Żyrondystów powraca Alou Diarra, a ich rywale będę musieli radzić sobie bez Govou oraz Lisandro Lopeza, więc piłkarzy, którzy zdobywali bramki przed tygodniem. Jednak sądzę, że Olimpique nie da wyrwać sobie tego awansu, bo przeważy doświadczenie na arenie międzynarodowej.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Słoń - Chore Melodie (2009)

1)Intro
2)Inkwizycja (feat. Lukas)
3)ASP (Agresja, Strach, Paranoja)
4)Mocne Ogniwo
5)5 Styli (feat. Kaczor, Shellerini, Koni, Paluch)
6)6
7)Marsz Robotów (feat. Bubel)
8)Chore Melodie (feat. Shellerini)
9)Berserk
10)WCIM (feat. Jezozwierz, Oldas)
11)Rezim Krwi (feat. Kobra, Lucas)
12)Bezdech
13)Sssij Go (feat. Rychu Peja SoLUfka, Gandzior)
14):)
15)Ostatnia Chwila
16)Krwawy Aperitifi


Dawno nie pisałem niczego ściśle związanego z rapem, więc czas to zmienić. Ta recenzja będzie o tyle wydarzeniem, że jest to pierwszy dłuższy opis polskiej płyty na tym Blogu jak 27. Ostatnimi czasy po ostrej zajawce na Peerzeta postanowiłem sprawdzić dokonania niektórych podziemnych polskich raperów. Zajarałem się jedynie, ale bardzo ostro, Słoniem i dlatego na tapetę biorę tego artystę z jego debiutanckim solowym albumem. Słoń reprezentuje Poznań, a więc miasto, w którym, jak wszystko potoczy się pomyślnie, będę mieszkał od października. Tak naprawdę to niewiele jest mi wiadomo na temat artysty jeżeli chodzi o wcześniejsze dokonania na scenie czy życie prywatne. Wiadomym jest, że wydał wcześniej płytę (chyba mixtape) ,,Wyższa Szkoła Robienia Hałasu” z Shellerinim, który też pochodzi z Poznania, skończył studia dziennikarskie i nazywany jest polskim Necro z czym się nie utożsamia.

Faktycznie Słoń nie stroni od przesadnie ostrych tekstów, ale na ,,Chorych Melodiach” można znaleźć wiele wątków, które porusza. Krążek zaczyna się od bardzo mocnego uderzenia, którym jest intro. Bardzo zaciekawił mnie pogląd gospodarza, który uważa, że nie ma ludzi normalnych i nienormalnych, a tylko ci pozamykani w zakładach i ci, którzy nie zostali jeszcze przebadani. Cóż, jak dla mnie bardzo interesująca i jakby nie patrzeć po części trafna sentencja. Dalej artysta zaczyna już rapować i pierwsze wersy doskonale udowadniają, dlaczego płyta ma taki tytuł, a nie inny.

płynie trucizna z każdą wyplutą literą
jestem opętany rządzą krwi niczym Neron
psychiczny terror, twój mały świat się rozpadł
przynoszę rozpacz i powolną śmierć jak czarna ospa
dożywotnio Poznań, mija kolejna wiosna

synu sprostaj przeciwnościom w walce o tron
oto on, Słoń, robię to jak Godfather Don
jak Flesh-N-Bone, jak B.G. Knocc Out i Dresta
wrasta agresja synu, a ja nie potrafię przestać
oto nowy mesjasz


W przedstawionych linijkach widać, że Poznaniak tekstowo to zdecydowanie ktoś więcej niż przeciętniak. Niebanalne porównania, świadome rymy wewnętrzne i przywoływanie postaci z rapowej sceny USA oraz historii. To wszystko jest wplecione w całą warstwę tekstową na ,,Chorych Melodiach”, co uplastycznia słuchanie. Oczywiście pod warunkiem, że odbiorcy są znane figury, które wymienia Słoń. Pod koniec pierwszego numeru można usłyszeć dźwięk uruchamianej piły, który jest zapowiedzą muzycznej masakry, jaka czeka na słuchacza.

Poza tym raper dosadnie daje do zrozumienia, że ma wyrąbane na krytków, listy przebojów, gwiazdki telewizji, opinie innych i nie jest zadowolony z określania go polskim Necro. Zarazem podkreśla, że rap to jego życie, a wizja artystycznym, w której się spełnia, jest chora, ale zamierza ją realizować, bo doskonale się w tym czuje, co zresztą idealnie słychać na albumie. Nie stroni od komplementowania swoich umiejętności lirycznych, które ma doskonałe. Teksty stają się bardziej uderzające, kiedy artysta używa przymiotników ,,jebany” czy ,,popierdolony”, aby określić element porównujący.

oto złoty strzał synu, dawka chorego rapu
mój styl jak Husqvarna rozpierdala łeb na pół
śmiertelne fatum prosto z poznańskim katakumb
jak plemię Zulu następuje atak po ataku
jak jebany Nosferatu jestem złym charakterem

Na pewno wyróżniającym tematycznie numerem jest ,,ASP (Agresja, Strach Paranoja”), w którym gospodarz krążka opisuje sytuacje w kraju. Jak nie trudno się domyślić, obraz jaki zostaje zaprezentowany jest ponury, ale jak najbardziej prawdziwy. Ekspresji przekazu nadają dosadne wersy użyte do przedstawienia konkretnych sytuacji. Kolejnym wartym wspomnienia kawałkiem jest ,,Marsz Robotów”, w którym dostajemy opis społeczeństwa, gdzie nie ma miejsca na sentymenty, ludzie ciężko pracują, aby zarobić pieniądze. Członkowie owego społeczeństwa działają automatycznie i są kontrolowani przez system, dlatego też taki, a nie inny tytuł tracka.

Czasami można mieć wrażenie, że linijki, jakie serwuje nam reprezentant Poznania są nad wymiar przesadne. Siła liryczna Słonia jest niebywała. Przy takich wersach nie można przejść obojętne, bo mimo swojej nieopisanej agresji i brutalności są po prostu bardzo dobre. Oto kilka przykładów:

oto liryczna rzeźnia tu słowa boją mocniej
niż cięcie tępym nożem w wannie wypełnionej octem

jak szerszeń to gówno cię śmiertelnie użądli
a w opakowaniu płyty znajdziesz gratisowy wąglik

po piąte każdy jebany one-hit-wonder
może strącać nosem krople z potu moich jąder

bez trudu usuwam resztkę pozerskiego brudu
to jak aborcja z użyciem odkurzacza i drutu

krew spływa po rękach, przysięgam
że zginiesz w niewyobrażalnych mękach
to miejskie zwierzęta, słabych dożywotnio nękam
skóra pęka, słowa wyryte w krwawych pręgach

Niezwykle wymowną pozycją z ,,Chorych Melodii” jest bez wątpienia ,,Bezdech”. W tym utworze artysta wciela się w seryjnego, psychopatycznego mordercę i opisuje, w jaki sposób, który jest niesłychanie brutalny, dokonuje mordów. Tak bardzo fascynuje się bólem i zabijaniem, że sam postanawia popełnić samobójstwo, aby doznać tego, co czuła każdego jego ofiara. Niesamowity koncept na numer, a przede wszystkim niekonwencjonalny. Tego jeszcze w Polsce nie było.

No to teraz kilka słów o flow. Artysta bardzo dobrze płynie po bitach, no nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Może to zabrzmi dziwnie, ale moją ocenę odnośnie jechaniu po podkładach determinują po części teksty. Jak jestem pod ich wrażeniem, to nie przykładam zbyt dużej wagi do flow. Chyba że ono rzeczywiście strasznie kuleje, ale u Słonia jest jak najbardziej w porządku, a jak sam zainteresowany określa ,,unikalne jak płaczący krwią posąg”. W połączeniu z dość mocnym głosem tworzy idealną maszynę do przekazywania ostrych treści. Poznaniak potrafi się wczuć w nawijkę, co tylko dodaje jej wiarygodności.

Podkłady są klimatyczne i potrafią wywołać napięcie. Szczególnie dobrze to widać w ,,Bezdech”. Mamy spokojniejsze brzmieniowo tracki na przykład ,,Marsz Robotów” oraz te bardziej żywe i dające czadu jak ,,Reżim Krwi”. Sporo takich, jakby to określić… szalonych dźwięków można znaleźć w podkładach. Dobrze to widać w ,,Ssij Go” czy ,,Inkwizycja”. Ogólnie warstwa brzmieniowa jest bardzo dobra i jedynie bit w ,,Ssij Go” po kilku przesłuchaniach zaczął mnie denerwować. Tak jeszcze przed krótkim podsumowaniem przytoczę dwa wersy autorstwa Oldasa (jednego z gości), którego występ najbardziej spodobał mi się ze wszystkich gości.

Słoń to hardcore, na mnie wciąż wołają truskul
choć w tym kraju to prawie obelga dla mych uszu


Zgadzam się w zupełności z ich przesłaniem, bo na niektórych polskich forach (szczególnie popgrze) słowo truskul (które tak naprawdę jest spopularyzowanym do przesady w Polsce odpowiednikiem określenia Real Hip Hop) ma niesamowicie negatywne zabarwienie.

Odbijając od tego czas na konkluzje. ,,Chore Melodie” to zdecydowanie jedna z najlepszych polskich płyt 2009 roku. Dla mnie to bez problemu czołowa trójka. Poza tym jest jedną z najbardziej oryginalnych w całym polskim rapie. Natomiast Słoń wywarł na mnie nieprawdopodobne wrażenie. Szczególnie pod względem tekstowym. Z miejsca określam go najlepszym polskim raperem jeżeli chodzi o porównania. Czekam na kolejny materiał od tego zawodnika, a sam zabieram się już do pobrania ,,Wyższej Szkoły Robienia Hałasu” i liczę na petardę.

Jeden z ulubionych tracków:

niedziela, 4 kwietnia 2010

29 kolejka Bundesligi i trochę więcej

Sobota

Dzień ten przyniósł spotkanie na szczycie, w którym lider Bundesligi podejmował na Ventlis Arena wicelidera. Bayern zagrał bez Robbena, któremu kontuzja się przedłużyła, ale od początku spotkania dominował na boisku. Pierwsza dobra okazja nadarzyła się w okolicach 13 minut, ale o niewiele pomylił się Van Bommel. Z czasem ta przewaga trochę stopniała, a w 22 minucie z powodu kontuzji plac gry musiał opuścić Van Buyten. Belga zastąpił Demichelis. Bawarczykom w 25 minucie udało się objąć zasłużone prowadzenie za sprawą Ribery’ego. Nie minęła minuta, a Muller po fantastycznym, koleżeńskim zachowaniu Olica podwyższa na 2:0. Fatalnie zachowała się w defensywnie Schalke Rafinha. Mecz zrobił się nam na dobre, jak w 31 minucie gospodarze zdobyli kontaktową bramkę po trafieniu Kurany’ego. Gracza Magatha zaatakowali i byli bliscy wyrównania. W 41 minucie Altintop dostaje drugą żółtą kartkę i osłabia wicemistrzów Niemiec. Trener lidera Bundesligi nie pozostał obojętny na taki obrót spraw i wprowadził ofensywnego Baumjohamna w miejsce defensywnie usposobionego Matipa. Wynik meczu do przerwy się jednak nie zmienił.

W 2 części spotkania na początku gospodarze mieli optyczną przewagę, ale sforsować obrony Monachijczyków im się nie udawało. Ci za to od czasu do czasu próbowali odgryzać się atakami. Trzeba pochwalić Bayern, że mimo grania ze stratą zawodnika, nie dał się zepchnąć do obrony. Pojedynek był naprawdę wyrównany. W 68 minucie na boisku w miejsce Ribery’ego pojawił się Pranjic, a 2 minuty później Gomez za Olica. Od 70 minuty Schalke zamknęli przyjezdnych na własnej połowie i cały czas napierali, ale Bawarczycy skutecznie się bronili. Był to brutalny mecz, ze sporą ilością fauli szczególnie ze strony zawodników w niebieskich strojach. Piłkarze Van Gaala imponowali wolą walki i umiejętnie kradli lecące minuty, grając na czas. Czas… on niezmiernie się dłużył, a sędzia doliczył 4 minuty. Brutalnie grające Schalke w końcu doczekało się kary, bo w 94 minucie z boiska został usunięty w końcu Bordon. Wynik nie uległ zmianie, goście wygrał i odzyskali pozycję lidera.

Pozostałe

Również mianem hitowej rywalizacji można było nazwać pojedynek w Dortmundzie, w którym miejscowa Borussia zajmująca czwarte miejsce podejmowała piąty Werder. Od początku gospodarze zaatakowali i już po 22 minutach prowadzili 2:0. Mimo że goście od tamtego momentu stworzyli sobie więcej dogodnych sytuacji, strzelili tylko jedną bramkę i przegrali ważny mecz 1:2. Dortmundczycy są już bardzo blisko miejsca dającego start w eliminacjach Ligi Mistrzów.

Będący w kryzysie Aptekarze wybrali się do Frankfurtu, aby zmierzyć się z Eintrachtem, który ostatnio jest w dobrej formie. Było to emocjonujące spotkanie ze sporą ilością trafień. Bayer prowadził 2:1, ale od 49 minuty musiał radzić sobie w 10, bo czerwoną kartkę zobaczył Schwaab. Gospodarze wykorzystali grę w przewadze i strzelili 2 gole, wygrywając 3:2. Trafienie na 2:2 autorstwa Caio to zdecydowanie najładniejsza bramka kolejki. Arbiter się niezbyt popisał, no nie uznał prawidłowo zdobytego gola przez Frankfurtczyków i nie przyznał rzutu karnego dla Leverkusen. W każdym razie gospodarze wygrywają już trzeci mecz z rzędu, a przyjezdni przegrywają. Oznacza to tyle, że Aptekarze raczej o mistrzostwie Niemiec mogą zapomnieć.

W pojedynku klubów z dołu tabeli walczący o utrzymanie Freiburg remisuje 1:1 przed własną publicznością z nie będącym jeszcze pewnym na sto procent pozostania w lidze Bochum. Statystycznie, pomijają oczywiście statystykę najważniejszą, gospodarze byli lepszym zespołem, który stworzył sobie więcej dobrych okazji bramkowych.

Norymberga, która również broni się przed spadkiem, odnosi bardzo cenne i ważne zwycięstwo nad Mainz. Gospodarze wygrywają 2:0, ale mieli ułatwione zadanie, bo już w 4 minucie czerwoną kartką został ukarany Ivansschitz. Norymberga zdecydowanie dominowała w tym spotkaniu i wynik mógł być zdecydowanie wyższy.

Stuttgart, który cały czas ma matematycznie szanse znalezienia się w pierwszej piątce, ogrywa na Mercedes-Benz Arena Borussię Moenchengladbach 2:1. Gracze Grossa, mimo tego że przegrywali, byli w stanie osiągnąć korzystny rezultat, który utrzymuje ich w grze o europejskie puchary. Pojedynek obserwował z trybun szkoleniowiec reprezentacji Niemiec.

W ostatnim sobotnim meczu FC Koln mierzyło się z Herthą Berlin, która po prostu musiała wywieźć 3 punkty, aby nadal poważnie myśleć o utrzymaniu się w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech. No i gościom ta sztuka się udała, ponieważ ograli Kolonie 3:0. Dzięki temu zwycięstwu Berlińczycy tracą jedynie 3 punkty do miejsca dającego baraż. Walka o pozostanie w pierwszej Bundslidze na pewno będzie trwać do ostatniej kolejki.

Niedziela

Wolfsburg, mimo braku optycznej przewagi, robi miazgę z Hoffenheim, wygrywając aż 4:0. Pozostaje jeszcze 5 kolejek do zakończenia rozgrywek, a Wilki tracą 5 punktów do miejsca piątego i wydaje się, że chyba jednak trochę za późno się obudzili z zimowego snu, bo gdyby złapali formę o 3-4 kolejki wcześniej, niż miało to miejsce, to powinni być bezpieczni o występ w Lidze Europejskiej w sezonie 2010/2011.

W spotkaniu zamykającym 29 serie spotkań Hamburg jedynie remisuje bezbramkowo na własnym obiekcie z Hannoverem. Gospodarze nie są w stanie wygrać już w 4 meczu z rzędu, a niedzielny remis sprawia, że spadają na miejsce numer 6, która im nic nie daje. Terminarzu HSV nie ma naprawdę trudnego, więc muszą wziąć w garść, jak zależy im na występach na arenie europejskiej w kolejnym sezonie. Chyba że dostaną się tam przez wygranie obecnej edycji Ligi Europejskiej, co nie jest niewykonalne.

1)Bayern – 59 punktów
2)Schalke – 58 punktów

3)Bayer – 53 punkty
4)Borussia D. – 52 punkty
5)Werder – 48 punktów

_____________

14)Norymberga – 28 punktów
15)Bochum – 28 punktów, gorszy bilans goli
16)Freiburg – 25 punktów
17)Hannover – 24 punkty
18)Hertha – 22 punkty


Liga Mistrzów
Eliminacje Ligi Mistrzów
Liga Europejska
Baraz
Spadek

Strzelcy

Kuranyi – 18 goli, Schalke
KieSling – 18 goli, Bayer
Dzeko – 16 goli, Wolfsburg
Barrios – 15 goli, Borussia D.
Bunjaku – 12 goli, Norymberga
Pizarro – 12 goli, Werder

Inne

W Premiership miał miejsce istny hit, bo Manchester United podejmował w Teatrze Marzeń Chelsea Londyn. Przez pierwsze 20 minut to goście prowadzili grę i dyktowali warunki na murawie. Nie przekładało się to co prawda na bardzo wiele dogodnych sytuacji bramkowych, ale w 20 minucie Joe Cole zdobywa piękną bramkę z piętki, bo świetnej akcji Maloudy. Podopieczni Sir Alexa Fergusona, którzy musieli radzić sobie bez Rooney’a, nie byli w stanie przejąć inicjatywy. Na dodatek dość często tracili piłki i brakowało im dokładności. Z czasem The Blues bardziej się cofnęli i przyjmowali ataki Czerwonych Diabłów. Generalnie pierwsze 45 minut nie było emocjonujące, a Londyńczycy schodzili z należnym prowadzeniem.

Świetną okazję na początku drugiej połowy na podwyższenie prowadzenia miał Ferreira, ale pomylił się o pół metra. Manchester jednak poczynał sobie zdecydowanie lepiej i atakował, ale brakowało skutecznego wykończenia. Próbowali m.in. Evra, Park i Berbatov. Chelsea została kompletnie zepchnięta do defensywny. Widząc to, Ancelotti wprowadził na plac gry Drogbe oraz Kalou, a trener gospodarzy Machede i Naniego. W 79 minucie po akcji wprowadzonej dwójki w szeregi The Blues, goście obejmują prowadzenia, a Drogba zdobywa już 25 bramkę w lidze. Gol padł niestety ze spalonego. Chwile potem świeże siły z United przeprowadzają akcję i Nani zalicza asystę przy bramce Machedy. Do końca wynik nie uległ zmianie i The Blues w dość kontrowersyjnych okolicznościach wywożą z piekła 3 punkty, co daje im lidera.

Grała również Liga Europejska i padły 3 wyniki 2:1 dla gospodarzy i jeden remis 2:2. Najbardziej ciekawie zapowiadała się rywalizacja wewnętrzno hiszpańska, w której Valencia podejmowała Atletico. Mecz zakończył się wynikiem 2:2, a poziom widowiska był wysoki i nie można było się nudzić. Benfica, mimo że w kontrowersyjnych okolicznościach ogrywa Liverpool, co mnie bardzo cieszy. HSV radzi sobie ze Standardem, a Wolfsburg ulega w Londynie Fuhlam, ale wynik, jaki padł, stawia raczej Wilków w roli faworytów do awansu.