czwartek, 17 marca 2011

Podsumowanie Ligi Mistrzów 15 i 16 marzec

Wtorek

Bayern – Inter

Goście objęli szybko prowadzenie, bo w 4 minucie Eto’o pokonał Krafta i nie było mowy o spalonym, ponieważ Van Buyten zostawił nogę. Bayern nie miał zbytnio pomysłu na grę na początku, ale nadeszła 20 minuta, kiedy Robben przeprowadził akcje w swoim stylu, schodząc do środka z prawej strony, uderzył z lewej nogi, a Julio Cesar popełni ten tam fatalny błąd co w pierwszym spotkaniu i Gomez dobił. Było 1:1. 10 minut później na 2:0 podwyższył Muller i Mediolańczycy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Do przerwy idealne szanse zmarnowali jeszcze Ribery, Gomez i Robben. Wydawało się, że nic nie może odebrać Bawarczykom awansu, bo Włosi na boisku nie istnieli. W 63 minucie Sneijder ładnym strzałem z dystansu doprowadził do remisu i dał nadzieje kibicom Interu na awans. Mimo że to gospodarze mieli więcej sytuacji, to gola strzelił Inter, a konkretnie Pandev w 88 minucie, którego chęć o zdobyciu bramki na wagę awansu stała się faktem. Leonardo triumfował, ponieważ wynik spotkania nie uległ zmianie i Mediolańczycy awansowali.

To, co zaprezentował Bayern woła o pomstę do nieba. Mieli na tacy swoich rywali, powinni wygrywać do przerwy co najmniej dwoma golami, a nie dość, że nie strzelili już nic, to w drugiej połowie stracili dwie bramki. To nie pierwszy mecz Monachijczyków w tym sezonie, gdzie nie potrafią dobić ledwo co pełzającego rywala, ale pierwszy, gdzie tak bardzo to boli. Słowa uznania należą się Interowi Mediolan, który dokonał czegoś wielkiego.

Manchester – Marsylia

Czerwone Diabły bardzo dobrze rozpoczęły spotkanie, bo już w 5 minucie po akcji Giggs-Ronney-Hernandez padła bramka na 1:0, która na pewno wprowadziła spokój w szeregi gospodarzy. To jednak nie sprawiło, że goście wyłożyli się, bo próbowali atakować i swoje szanse mieli Diawara, Cheyrou i Remy. Ze strony Manchesteru okazje miał Rooney i Smalling. Wynik do przerwy nie uległ zmianie, a w 61 minucie na murawie pojawił się w końcu Valencia. 15 minut później Ekwadorczyk rozpoczął akcję, która zakończyła się trafieniem Hernandeza na 2:0 i wydawało się, że końcówka spotkania będzie spokojniejsza dla Anglików. Goście musieli zdobyć 2 bramki, aby awansować i w tej sztuce pomógł im trochę Brown, który w 83 minucie pokonał własnego bramkarza. Ostatnie fragmenty spotkania były nerwowe, bo Marsylczykom wystarczyła jeszcze jedna bramka, ale ona nie padła i Manchester United awansował do ćwierćfinału

Środa

Chelsea – Kopenhaga

Tym razem Fernando Torres rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, a niespodziewanie w pierwszej jedenastce znalazł się Zhirkov. Między innymi on i Anelka mieli w pierwszej połowie doskonałe okazje, aby dać Chelsea prowadzenie, ale w pierwszym przypadku zabrakło centymetrów, a w drugim lepszy okazał się bramkarz gości Wiland. Kopenhaga odpowiedziała strzałem w słupek z rzutu wolnego. W drugich 45 minutach Mikel trafił z główki w poprzeczkę, dobrą okazję miał także wprowadzony Torres, ale wynik meczu nie uległ zmianie. The Blues rozczarowali, bo bezbramkowy remis po słabym meczu z Kopenhagą na pewno nie był tym, czego każdy się spodziewał. Daje im to oczywiście awans, ale z taką grą moja ostania nadzieja w Lidze Mistrzów daleko nie zajdzie

Real – Lyon

Królewscy bardzo dobrze weszli w mecz i stworzyli sobie kilka świetnych sytuacji, ale szybko zdobyć gola się nie udało. Do mniej więcej 20 minuty zespół Lyonu pokazał się z dobrej strony, ale później już tylko grał Real Madryt. Szanse mieli m.in. Ronaldo (który tego wieczora miał strasznie śmieszą fryzurę) i Marcelo. Ten drugi przeprowadził fantastyczną akcję i ładnie zatańczył z obrońcami Lyonu w polu karnym i w 37 minucie gospodarze wyszli na zasłużone prowadzenie. Podopieczni Mourinho mogli podwyższyć wynik do przerwy, ale dobrą okazję zmarnował Benzema. Trzeba podkreślić jednak bardzo dobrą dyspozycję w bramce gości Llorisa. Druga połowa meczu przebiegła pod przewagą Realu Madryt, czego konsekwencją były bramki Benzemy i Di Marii strzelane kolejno w 66 i 76 minucie. Oczywiście wynik mógł być wyższy, ponieważ m.in. Ozil miał dwie dogodne sytuacje. Gospodarze zasłużenie zwyciężyli 3:0 i w końcu po 7 latach posuchy awansowali do 1/4 Ligi Mistrzów.

wtorek, 15 marca 2011

Zapowiedź Ligi Mistrzów 15 i 16 marzec

Wtorek

Bayern – Inter

Zdecydowanie najbardziej ciekawy pojedynek ze wszystkich, które odbędą się w tym tygodniu. Faworytem do awansu są naturalnie Bawarczycy, którzy wywieźli z Mediolanu bardzo korzystny wynik, gdyż zwyciężyli 1:0. Nie można jednak przekreślać szans podopiecznych Leonardo, ponieważ Inter to zespół zdolny do wielu rzeczy, natomiast Bayern potrafi zagrać beznadziejne spotkanie, co chociażby udowodnili w meczach z Hannoverem czy Borussią Dortmund. W kadrze gości znaleźli się wszyscy zawodnicy z wyjątkiem oczywiście kontuzjowanych Suazo oraz Samuela. Nawet Diego Milito pojechał do Monachium, ale nie sądzę, abyśmy Argentyńczyka zobaczyli od pierwszej minuty. Luis Van Gaal także nie może narzekać na problemy personalne, ponieważ jedynie będzie mógł skorzystać z usług kontuzjowanego od prawie początku sezonu Olica. Nie zmienia to faktu, że para stoperów w ekipie gospodarzy pozostawia wiele do życzenia. W każdym razie Inter będzie musiał zaatakować, a Bayern będzie miał szanse na kontry, a mając na skrzydłach Robbena i Riberiego (pod warunkiem, że zagra co najmniej jak z HSV), można zdziałać cuda.

Manchester – Marsylia

Chyba nikt sobie nie wyobraża, że Czerwone Diabły odpadną już w 1/8 Ligi Mistrzów. Ja tak samo, a poza tym mam zamiar postawić na ich zwycięstwo, bo zaczynam znowu grać w STSach. Bezbramkowy remis w Marsylii stawia w sumie nienajgorszej sytuacji Francuzów, ponieważ aby awansować będą musieli zremisować od 1:1 w górę na Old Trafford. To tylko teoria, gdyż osiągnięcie takiego rezultatu z Manchesterem w Teatrze Marzeń jest bardzo trudne. Opiekun gości Didier Deschamps powiedział, że wierzy w awans swoich zawodników, ale co miał mówić innego? Olimpique na pewno nie stoi na przegranej pozycji, ale faworyt jest tylko jeden. Ferguson będzie musiał obejść się brakiem Parka, Andersona, Ferdinanda, Evansa i możliwe, że Vidicia. Do składu ma powrócić Nani, a na ławce rezerwowych zasiądzie powracający po kilkumiesięcznej przerwie Antonio Valencia. Goście będą musieli zagrać bez m.in. Brandao. Co tu dużo mówić, Manchester United jest zespołem lepszym i powinien bez problemu ograć Marsylczyków.

Środa

Chelsea – Kopenhaga

Tutaj na 99 procent jest wszystko jasne. Londyńczycy wygrali w Kopenhadze w pierwszym spotkaniu 2:0, więc na Stamford Bridge musieliby przegrać dwoma bramkami, co wydaje się być nierealne. Kryzys w ekipie The Blues wydaje się, że chyba już przeminął, bo grają coraz lepiej, a cieszy przede wszystkim coraz lepsza postawa Fernando Torresa, który nadal czeka na swoje pierwsze trafienie w barwach Chelsea. Ancelotti na pewno nie będzie chciał forsować swojej drużyny, mając na uwadze, że w niedziele zmierzą się w lidze angielskiej z Manchesterem City. Przyjezdni będą za wszelką cenę chcieli się pożegnać z honorem z Ligi Mistrzów, w której i tak osiągnęli wiele. Nie sądzę jednak, aby Duńczycy byli w stanie w Londynie nawet zremisować.

Real – Lyon

Now or never, panie Jose Mourinho. Jak nie Ty, to kto pokona z Realem tę magiczną, oczywiście w sposób negatywny, barierę 1/8 Champions Leauge? Królewscy po ostatnim remisie w lidze krajowej FC Barcelony i swoim zwycięstwie nad Herculesem, tracą tylko 5 punktów do Katalończyków, co przywraca wiarę w potrójną koronę na koniec sezonu. Najpierw jednak trzeba będzie poradzić sobie z Lyonem, z którymi w ostatnich latach Realowi grało się ciężko. W pierwszym spotkaniu padł remis 1:1, a więc jest to wynik lepszy niż uzyskany sezon temu na tym samym etapie rozgrywek, kiedy najlepszy klub świata przegrał 0:1. W każdym razie na Santiago Bernabeu Mourinho na bank nie będzie bawił się w granie na bezbramkowy remis, tylko będzie chciał wygrać pewnie i wysoko. Co prawda Ronaldo nie jest jeszcze gotowy na sto procent, ale powinien wybiec od pierwszej minuty. Real wyjdzie w najmocniejszym składzie, pomijając naturalnie kontuzjowanego od długiego czasu Higuaina, ale Benzema ostatnio strzela bramki. W Lyonie wielkich problemów kadrowych także nie ma, ale potencjał piłkarski oby klubów jest nieporównywalny, dlatego też inny wynik niż zwycięstwo gospodarzy będzie wielką niespodzianką.

poniedziałek, 14 marca 2011

26 kolejka Bundesligi

Piątek

Rywalizacja w Kolonii pomiędzy zespołem gospodarzy i Hannoverem inaugurowała 26 serie spotkań ligi niemieckiej. Było to ciekawe spotkanie, ponieważ oba zespoły w tej rundzie grają dobrą piłkę. Lekkim faworytem była ekipa gości, która przed tygodniem ograła Bayern 3:1 przed własną publicznością. Tym razem to Mirko Slomka kończył mecz w roli przegranego, a raczej wypadałoby powiedzieć rozgromionego, gdyż FC Koln wygrało 4:0. Dobry występ zaliczył Peszko i po raz kolejny doskonale spisał się w bramce Rensing. Koziołki są na dobrej drodze, aby utrzymać się w Bundeslidzie, natomiast Hannover nie traci nadal szansy na wicemistrzostwo kraju.

Sobota

Największym hitem tej serii spotkań był niewątpliwie pojedynek na Alianz Arena, gdzie Bayern podejmował Hamburg. Tak naprawdę nie wiadomo było czego można się spodziewać po Bawarczykach, mając na uwadze ich katastrofalną formę. Mimo tego gospodarze zrehabilitowali się kibicom za ostatnie beznadziejne wyniki, deklasując HSV aż 6:0, a trzy gole zdobył Robben. Monachijczycy grali fantastyczną piłkę i wreszcie Frank Ribery zagrał na miarę swoich możliwości. Asystował, strzelał, był nie do zatrzymania. To najwyższe zwycięstwo w sezonie 2010/2011 odniesione przez Bayern. Porażka Hannoveru jest Bawarczykom na rękę, ponieważ odrabiają 3 punkty do graczy Slomki.

Lider z Dortmundu pojechał zmierzyć się z Hoffenheim na ich teren. Trener reprezentacji Niemiec Joachim Low także wybrał się na to spotkanie, ale nie mógł być w stu procentach zadowolony, gdyż piłkarze, których szczególnie obserwował, a więc Gotze i Schmerzel, jak na samych siebie, zagrali bardzo średnio. Ogólnie był to chyba najsłabszy mecz Borussi w tym sezonie w Bundeslidze. Polegli 0:1, mimo że remis nie byłby niesprawiedliwym wynikiem. W każdym razie ich pozycja w tabeli pozostaje nadal niezagrożona.

Kaiserslautern odnosi bardzo cenne w kontekście utrzymania zwycięstwo nad Freiburgiem. Bramki w tym meczu strzelali tylko zawodnicy Czerwonych Diabłów, mimo że padł wynik 2:1, ale pierwsze trafienie było samobójcze i gospodarze musieli gonić wynik. Co prawda zwycięska bramka padła w samej końcówce spotkania, ale beniaminkowi się należało.

Schalke 2:1 Eintracht. Wynik, który zdarza się w futbolu często, ale samo widowisko obfitowało w wiele ciekawych sytuacji. Bardzo sprytne zachowanie Raula w końcówce pierwszej połowy wymusiło głupi faul Fahrmanna, po którym karnego wykorzystał Jurando i było 1:0. Fatalny błąd Neuera w 70 minucie doprowadził do wyrównania stanu meczu, w 84 minuta przyniosła zwycięskiego gola dla Schalke, przy którym Neuer asystował. Podopieczni Magatha w końcu po trzech tygodnia posuchy wygrywają, a Frankfurtczycy mogę się cieszyć z pierwszej zdobytej bramki w rundzie rewanżowej… Sytuacja ekipy Skibbe jest wręcz katastrofalna. Mieli szanse, aby walczyć o pierwszą piątkę, a teraz pozostaje im walka o utrzymanie.

Wilki staczają się po równi pochyłej. Tym razem nie dali rady przed własną publicznością Norymberdze i przegrali 1:2. Wolfsburg wcale nie grał gorzej od gości, ale nie potrafił wykorzystać kilku sytuacji. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, ponieważ kandydat na pierwszą piątkę Bundesligi, obecnie spada na przedostatnie miejsce. Za tydzień Littbarski będzie musiał szukać punktów na Mercedez Benz Arena przeciwko Stuttgartowi, co będzie niezwykle trudne.

Kilka bramek w 26 kolejce Bundesligi padło po 90 minucie i w spotkaniu zamykającym sobotę także taka sytuacja miała miejsce. Tym razem cieszyli się piłkarze Borussi M’gladbach, którzy rzutem na taśmie wywieźli z Bremy remis 1:1. Mimo że Werder jest na 12 pozycji, ma jedynie punkt przewagi nad miejscem barażowym. Walka o utrzymanie potrwa zapewne do ostatniej kolejki.

Niedziela

W pojedynku drużyn zajmujących wysokie lokaty Mainz uległo Bayerowi 0:1. Oznacza to nie mniej ni więcej, że Leverkusen umacnia się na drugiej pozycji, minimalizując stratę do lidera i powiększając przewagę nad trzecim zespołem Bundesligi, natomiast FSV spada na piątą pozycję.

Cenne zwycięstwo odnosi Stuttgart, który pokonuje w Hamburgu ST. Pauli 2:1. Jest to już trzecia wygrana z rzędu zespołu VFB i mimo że wskakują na 13 lokatę, mają tyle samo punktów, co właśnie ich rywal, który zajmuje pozycje barażową.

Tabela. Oczywiście w przypadku równej liczby punktów decyduje różnica bramek

1)Borussia D. – 61 punktów
2)Bayer – 52 punkty
3)Hannover – 47 punktów
4)Bayern – 45 punktów
5)Mainz – 43 punkty
____________

14)Kaiserslautern – 28 punktów
15)Eintracht – 28 punktów
16)ST. Pauli – 28 punktów
17)Wolfsburg – 26 punktów
18)Borussia M. – 23 punkty

Liga Mistrzów, Eliminacje Ligi Mistrzów, Liga Europy, Baraże, Spadek

Strzelcy

Gomez – 18 goli, Bayern
Cisse – 17 goli, Freiburg
Gekas – 14 goli, Eintracht
Schurrle – 12 goli, Mainz
Barrios – 11 goli, Borussia D.
Lakic – 11 goli, Kaiserslautern
Podolski – 11 goli, Kolonia
Ya Konan – 11 goli, Hannover
Raul – 11 goli, Schalke
Novakovic – 11 goli, Kolonia

piątek, 11 marca 2011

Reks - Rhythmatic Eternal King Supreme

1)25th Hour
2)Thin Line
3)Limelight
4)Kill Em
5)This Or That
6)Why Cry feat. Styles P
7)Face Off feat. Termanology
8)Ten Wonder Years
9)This Is Me feat. DJ Corbet
10)Nr. Nobody
11)The Underdog
12)U Know feat. Freeway
13)Cigarettes feat. Lil Fame, Atticabarz
14)Mascara (The Ugly Truth)
15)Like A Star
16)Self Titled


Reks – czy ta nazwa nie kojarzy się na pierwszy rzut oka z psem? Jak najbardziej i zapewne, jak przeciętny człowiek (w sensie nie będący wiernym słuchaczem rapu, starającym się cały czas poznawać coś nowego) słyszy to słowo, myśli o psie. Zapewne o jakimś potężnym np. o owczarku niemieckiej. Ja przeciętnym człowiekiem w tym kontekście nie jestem i Reks kojarzy mi się z raperem z Bostonu. Z twórczością artysty pierwszy kontakt miałem na wiosnę 2009 roku, kiedy mój jeden internetowy ziomek (pozdro Sznupi), polecił mi album ,,Grey Hairs”. Materiał mnie wręcz zmiażdżył. Była to płyta nagrana w 2008 roku i naturalnie zachęciła mnie do sprawdzenia pozostałych dokonań Bostończyka. Tak więc przesłuchałem ,,Along Came The Chosen” z 2001 będący debiutem, ,,Rekless” z 2003, który był drugim albumem Reksa oraz pochodzący z 2009 ,,More Grey Hairs”, który zbierał odrzuty z ,,Grey Hairs”. Ponad pewnego poziomu wydawnictwa rapera nie schodziły (nawet te odrzuty), a co najważniejsze notował progres z krążku na krążek. Miałem tak więc nadzieje, że najnowsze dzieło Reksa będzie kontynuacją postępu.

Jeżeli chodzi o technikę składania rymów, artysta wypada dobrze. Jego wersy w tej kwestii nie zrobiły mi sieczki z mózgu, ponieważ znajdą się raperzy, którzy go przewyższają, ale nie rozczarowałem się w żadnym stopniu. Jak mowa o tematyce, to wyróżniłbym tutaj trzy wymiary. Pierwszy to bragga i rzeczy z tym związane, drugi to refleksje i rzeczy z tym związane, natomiast ostatnim są wątki uliczne i rzeczy z tym związane. Przy czym Trzeci Wymiar jak ta grupa z Wałbrzycha, jest niezbyt obszerny. Numer otwierający płytę, a więc ,,25th Hour” jest dobrą zapowiedzią dalszej części, bo Reks dostarczył porządne i mocne wersy. Jak mówimy o przechwałkach, to nie można nie zahaczyć o ,,Face Off” z gościnnym udziałem Terminology, gdzie gospodarz krążka określa siebie i swojego kolegę nowymi królami Wschodu. Nie jest to bezpodstawne patrząc na ich umiejętności, a najlepsze bragga, moim zdaniem, które jest tego potwierdzeniem, Bostończyk dostarczył na ,,This Or That”. Grzechem byłoby zapomnieć o konceptowym kawałku w tej konwencji, a więc ,,Kill Em”, którym artysta udowodnił, że nie brak mu kreatywności.

Zanim przejdę do wymiaru, w którym znajdują się refleksje, czas na małą odskocznie, a więc ,,Limelight”. Nuta traktuje w sposób ironiczny o byciu sławnym i zdobywaniu sławy. Teraz drugi wymiar tematyki czyli refleksje. Trzeba przyznać, że dużo linijek Reks poświęca na wspomnienia. Może wydać się męczące po kilku przesłuchaniach, ale ja osobiście nie traktuję tego jako wadę. Wspomnę w tym wypadku o trzech trackach. Pierwszy to ,,Ten Wonder Years”, gdzie ciekawostką może być fakt, że nawija o tym, iż pierwszy raz spróbował alkohol w wieku 11 lat i był czas, że nie miał domu. Drugi to ,,This Is Me”. Jest on bardziej refleksyjny i przepełniony smutnymi wersami (wyjętymi z życia) niż wyżej wspomniany kawałek. No i ostatni to ,,Mr. Nobody”, gdzie Reks zwierza się słuchaczom z niełatwego dzieciństwa. Mówi głównie o rodzinie. Porusza kwestie śmierci wujka, kwestie matki mającej problemy z narkotykami, ojca, który się nad nią znęcał i sam umarł młodo na AIDS. Dotarłem więc do ostatniego wymiaru tematycznego płyty, a więc wątków ulicznych. Nie jest ich dużo, jak już wspominałem, ale można je odnaleźć w ,,Why Cry” i ,,U Know”. Zawierają one także treści, które można podpiąć pod refleksyjne, ale postanowiłem wyodrębnić osobną kategorię dla nich.

you are now in tuned to the facts
the innovations in a state of lax
my lick clack tongie attack tracks
like Rihanna spreads gonorrhea
Chris Brown beats the blacks on her peeper
give freedom of speech to speak ether
that’ll send these MC’s meet Aaliyah
free my flow fever soul seeker
little more then T-Pain and Wayne in my speaker

Produkcyjnie ,,Rhythmatic Eternal King Supreme” prezentuje się bardzo ładnie. Reks zgromadził wielu uznanych producentów. Zarówno ze starego pokolenia jak DJ Premier i Pete Rock, oraz z tego nowszego jak Statik Selektah, Hi-Tek czy The Alchemist. Bitmejkerzy nie zawiedli i dostarczyli naprawdę porządną warstwę muzyczną, która powinna zadowolić nawet wybrednego słuchacza. Ważne, że muzyka jest różnorodna. Można usłyszeć mocny ,,Ten Wonder Years”, bardzo spokojny z pianinkiem idealny na chill przy marihuanie ,,This Is Me” czy także spokojny, ale raczej nie tak dobry na chill ,,Like A Star”, pobudzający, skoczny, ale raczej nie robiący furory na imprezie ,,U Know” czy po prostu soczyste i tłuste ,,Face Off”, ,,This Or That”, ,,25th Hour” itd. Jedyny problem stanowi podkład do ,,Limelight”. Jest to czarna owca płyty, jedyne muzyczne nieporozumienie. Nottz, który jest autorem tego czegoś, powinien się wstydzić, bo ten bit jest hańbą.

Ostatnia kwestia z rzeczy ściśle rapowych czyli flow. Powiem może bardzo odważne stwierdzenie, ale dla mnie sposób, w jaki Reks pływa po bitach, jest największą zaletą tego materiału. Powiem może jeszcze odważniejszą rzecz, ale po tym, co tutaj usłyszałem, reprezentant Bostonu wskakuje do ścisłej czołówki obecnych raperów pod względem flow. Top 3 gwarantowane. Zostawmy jednak kwestię mojego ewentualnego magicznego trio, tylko kilka słów, dlaczego flow rapera mnie niszczy. Jest fantastyczne, ma wszystko, co powinno cechować geniusza. Niesamowita plastyczność i elastyczność, niebywała kontrola oddechu (szczególnie widać to w niektórych momentach ,,25th Hour”), w której czasami przypomina mi nawet Big Puna, wręcz wrodzona łatwość zmiany tempa i rapowania wolno jak w ,,This Is Me”, z pewnością siebie w ,,Kill Em” czy z energią w ,,Face Off” (refren to kwintesencja). Mógłbym pisać więcej, ale to po prostu trzeba usłyszeć. Dodam jeszcze, że w nawijce przypomina mi Royca.

Jak komuś udało się przebrnąć do ostatniego akapitu, to mógłby sobie pomyśleć, że album jest dla mnie zdecydowanie najlepszą płytą, jaką miałem okazję jak na razie słuchać w 2011 roku. No i tutaj niespodzianka, bo nie całkiem. Mimo że praktycznie wszystko jest tutaj na wysokim poziomie, a przede wszystkim krążek jest równy i poza ,,Limelight” nie ma słabych momentów, to brakuje mi czegoś, abym mógł się nim w pełni jarać. Tu nie chodzi, że potrzebuje więcej przesłuchań, ponieważ sprawdzałem go już spokojnie pięciokrotnie i to dwukrotnie w wielkim skupieniu. ,,Rhythmatic Eternal King Supreme” to po prostu dobra płyta i niestety nic więcej.

8/10

czwartek, 10 marca 2011

Podsumowanie Ligi Mistrzów 7 i 8 marzec

Wtorek

Barcelona – Arsenal

Zgodnie z przewidywaniami gospodarze zaczęli od ataków na bramkę Szczęsnego, chcąc szybko wyjść na prowadzenie. W okolicach 20 minut polski bramkarz doznał kontuzji i zastąpił go Manuel Almunia. Barcelona nie miała wielu super dogodnych sytuacji, ale zdecydowanie przeważała pod względem posiadania piłki, a Arsenal był bezradny w konstruowaniu akcji. Mistrzowie Hiszpanii mieli trzy świetne okazje do końca połowy. Przy pierwszej słupek stanął na przeszkodzie, przy drugiej Almunii sam na sam nie zdołał pokonać Messi, natomiast przy ostatniej w doliczonym czasie Argentyńczyk nie zawiódł i pokonał golkipera Kanonierów. W 53 minucie było jednak 1:1, bo samobójczą bramkę strzelił Busquets. 3 minuty później Van Persie zobaczył drugą żółtą kartkę i musiał opuścić plac gry. Od tamtego momentu Barcelona cisnęła niemiłosiernie Anglików, czego konsekwencją były trafienia Xaviego w 69 minucie i ponownie Messiego w 71 z karnego. Podopieczni Arsene Wengera mogli zdobyć gola na wagę awansu w końcówce spotkania, ale świetną sytuację zmarnował Bendther. Nie jestem zadowolony z awansu Barcelony, ale należał im się, bo jak się oddaje zero strzałów na bramkę (co uczynił Arsenal), to jak można osiągnąć dobry rezultat?

Szachtar – Roma

Może i Montella sprawi, że Roma nie zaliczy sezonu 2010/2011 w Serie A do straconych, natomiast nie udało mi się sprawić, aby awansowali dalej w Lidze Mistrzów. Mało tego, nie pożegnali się nawet z honorem, ponieważ ekipa włoska zaprezentowała się beznadziejnie w każdym aspekcie gry. W 18 minucie po fatalnym błędzie defensywy i nienajlepszej postawie Doniego, Hubschman trafił na 1:0. 41 minuta przyniosła drugą żółtą kartkę dla Mexesa i goście musieli radzić sobie w 10, a zostały im 3 bramki do strzelenia w kwestii awansu. Nie udało im się zdobyć ani jednej, za to Szachtar dołożył w 58 i 87 minucie po dwa trafienia. Strzelali kolejno Willian (piękny gol) oraz Eduardo. Drużyna z Doniecka zasłużenie awansowała do 1/4 Ligi Mistrzów, co jest największym osiągnięciem w historii klubu.

Środa

Schalke – Valencia

Ekipa przyjezdnych, wiedząc, że musi zaatakować, aby wywieźć korzystny wynik, nie patyczkowała się i atakowała bramkę Schalke. Doprowadziło to do zasłużonej bramki w 17 minucie autorstwa Ricardo Costy. Po tym trafieniu przewaga Nietoperzy opadła i piłkarze Magatha próbowali dość do głosu, ale próby ataków nie były skuteczne. 40 minuta jednakże przyniosła bramkę dla Niemców po fantastycznym uderzeniu z rzutu wolnego Farfana. Zawodnicy obu zespołów schodzili na przerwę przy wyniku 1:1, który oznaczał dogrywkę. Schalke od początku drugiej połowy grało lepiej niż Valencia i w 52 minucie w lekkim zamieszaniu w polu karnym najsprytniejszy okazał się Gavranovic, którego strzał po odbiciu od dwóch słupków wszedł do bramki. Było wiadomym, że już dogrywki na pewno nie będzie. Tempo meczu było szybkie i nie można było się nudzić. Hiszpanie musieli zaatakować z całych sił, co dawało okazje gospodarzom do kontr. W 93 minucie piłkarze Schalke wychodzili w 3 na 1 obrońcę, ale Gavranovic zamiast podawać zdecydował się na strzał z dystansu, który trafił w poprzeczkę. Co się odwlecze, to nie uciecze, bo minutę później dzieła zniszczenia dokonał Farfan, wychodząc sam na sam z bramkarzem rywali. Niemcy zasłużenie awansowali do ćwierćfinału.

Tottenham – Milan

Trener gości postawił na ofensywę i do pierwszego składu desygnował Pato, Robinho, Ibrahimovica, a także ofensywnie usposobionych Seedorfa oraz Boatenga. Trzeba przyznać, że w pierwszej połowie Włosi mieli więcej dobrych sytuacji niż Tottenham, który tak naprawdę nie stworzył sobie żadnej czystej okazji. W ekipie Milanu bardzo dobre sytuacji zmarnowali m.in. Robinho i Pato. Należy także podkreślić solidną postawę Gomesa w bramce Kogutów. W drugiej połowie obrazy gry nie zmienił się znacznie. Nadal goście atakowali, a Tottenham bardziej skupiał się na obronie i nielicznych atakach. W 66 minucie na boisku pojawił się Bale, ale nie wyróżnił się żadną akcją. Ze strony Włochów próbowali między innymi po dwa razy Robinho i Pato, ale tamtego wieczora Gomes nie wpuścił ani jednej bramki. Padł bezbramkowy remis, który dla Tottenhamu oznaczał ćwierćfinał Ligi Mistrzów, a więc historyczne osiągnięcie tak jak w przypadku Szachtara. Kto wie, może te ekipy trafią na siebie i któraś z nich dojdzie do półfinału.