Sobota
Tym razem liga niemiecka zaczęła grać w sobotę i już o 15:30 kibice na Veltins Arena byli świadkami jednego z dwóch hitów 13 kolejki. Schalke uskrzydlone ostatnimi niezłymi wynikami, które potrzebowały punktów, mierzyło się ze słabo spisującym się Werderem, którego zapotrzebowanie na punkty było tak samo wielkie. Felix Magath może czuć się raczej bezpieczny o swoją posadę, bo jego piłkarze zdemolowali gości aż 4:0 i trzeba zaznaczyć najlepszy występ Raula w tym sezonie uwieńczony hattrickiem. Obrona Bremeńczyków, mimo obecności Metresackera, zagrała katastrofalnie. To może być ciężki sezon dla ekipy dowodzonej przez Thomasa Schaafa, jak nie nastąpi diametralna poprawa gry.
Norymberga, mimo porażki w ostatnim tygodniu w Monachium, przystępowała do pojedynku z Kaiserslautern w roli faworyta. Jednakże beniaminek sprowadził gospodarzy na ziemie, bo już po 33 minutach prowadził 3:0 i ostatecznie skończyło się na 3:1. W drugiej części meczu Norymberga miała kilka dobrych okazji, ale albo fantastycznie interweniował w bramce gości Sippel, albo to sami piłkarze gospodarzy nie popisywali się, jak było w przypadku przestrzelenia rzutu karnego. FCK1 powoli pnie się w górę, a Norymberczycy notują drugą porażkę z rzędu, ale zajmują nienajgorszą lokatę – 10.
Lider Bundesligi, a więc Borussia Dortmund wybrał się w podróż do Freiburga, gdzie przyszło im się spotkać z bardzo dobrze spisującym się zespołem SC. Do przerwy gospodarze prowadzili 1:0, ale podopieczni Jurgen Kloppa wykazali się determinacją i wolą walki, co zaowocowało zdobyciem dwóch goli w drugiej połowie i ostatecznie wywiezieniem 3 punktów. Bardzo dobry występ zaliczył od pierwszej minuty Piszczek, natomiast Lewandowski, który pojawił się na murawie w 71 minucie, zdobył bramkę na wagę zwycięstwa. To już czwarte trafienie polskiego napastnika w tym sezonie, a w żadnym meczu ligowym nie wyszedł od pierwszej minuty. Błaszczykowi raczej nie będzie wspominał wyjazdu do Freiburga zbyt dobrze, bo nie trafił z 10 metrów do pustej bramki. Dortmundczycy po raz kolejny wygrywają i umacniają się na pozycji lidera.
W Hamburgu apetyty na wysoką lokatę na koniec sezon jak najbardziej duże, ale potrzeba zwycięstw, aby mogły zostać zaspokojone. 13 seria spotkań oznaczała pojedynek z Hannoverem poza domem. Padło sporo goli, bo aż 5, sytuacja na boisku zmieniała się kilkakrotnie, ale ostatecznie HSV wracał z Hannoveru na tarczy, bo przegrał 2:3. Gracze Slomki dzięki temu zwycięstwu utrzymują miejsce w czołówce, natomiast Hamburg w ostatnich 5 kolejkach zdobył jedynie 4 punkty. Mało. Pozytywem w ekipie Veh’a był niewątpliwie Son, który zdobył 2 bramki i zagrał dobre spotkanie. Może warto by dać mu szanse znowu od pierwszej minuty za tydzień w rywalizacji ze Stuttgartem?
Hoffenheim po dwóch porażkach ostatnio niespodziewanie zdemolowało we Frankfurcie zespół Eintrachtu 4:0. Mało kto się tego spodziewał, bo ekipa gospodarzy w ostatnich tygodniach jest w bardzo dobrej formie i nie raczy przegrywać. Taki obrót spraw potwierdza jedynie to, o czym dość często wspominam – Bundesliga to najrówniejsza i najciekawsza liga na starym kontynencie.
Mainz to był typowy średniak ligowy w zeszłym sezonie, ale obecny jest inny. Przez pewien czas zajmowali pierwsze miejsce, ale sądziłem, że po ostatnich trzech porażkach z rzędu zaczną spadać coraz niżej i niżej. Ich rywalem był zespół Borussi Moenchengladbach, okupujący przedostatnią lokatę. Goście z Mainz, mimo że dwukrotnie przegrywali w tym spotkaniu, zdołali osiągnąć satysfakcjonujący rezultat i zwyciężyli 3:2, co sprawia, ze wskakują na pozycję wicelidera. Gracze gospodarze wskakują na pozycje lidera, ale tylko w przypadku, jakby odwrócić tabelę.
Drugim sobotnim hitem na boiskach w Niemczach był mecz na Bay Arena, gdzie Bayer Leverkusen podejmował Bayern Monachium. Trudno było wskazać faworyta, bo tak naprawdę najrozsądniejszą kalkulacją było postawienie na remis. No i kto to zrobił może być zadowolony, bo faktycznie zespoły podzieliły się punktami, ponieważ padł wynik 1:1. Monachijczycy co prawda prowadzili po trafieniu Gomeza, który znowu pozdrawia swoich hejterów tym golem, i zostali skrzywdzeni przez arbitra, bo nie zaliczył prawidłowo zdobytej bramki przez Świniaka w 2 minucie, ale koniec końców nie zasługiwali na trzy punkty. W drugich 45 minutach nie stworzyli praktycznie żadnej dogodnej sytuacji i grali niemrawo. Van Kłoda znowu się popisał, bo jego podanie do przeciwnika sprowokowało akcję, po której Pranjic faulował Sama i sędzia wskazał na 11 metr. Występ Ribery’ego nie był szałowy. Dla mnie wynik nie jest zły sam w sobie, ale z perspektywy uciekającej Borussi Dortmund, jest niedobry. Za tydzień w spotkaniu na Allianz Arena z Eintrachtem muszą być 3 punkty.
Niedziela
Stuttgart był zdecydowanym faworytem w rywalizacji z ostatnią w tabeli Kolonią i kibice zgromadzeni na Mercedes-Benz Arena oczekiwali zwycięstwa i odskoczenia od strefy barażowej jeszcze bardziej. Stało się odwrotnie, bo VFB po porażce 0:1, po trafieniu z karnego Podolskiego, spada na miejsce 16, a więc pozycję barażową.
Beniaminek Sankt Pauli w Hamburgu w spotkaniu zamykającym 13 kolejkę spotkań Bundesligi, mierzył się z Wolfsburgiem. Gospodarze w ostatnich 4 meczach przegrywali, więc to Wilki były faworytem, ale St. Pauli przerwało fatalną passę i co prawda nie wygrali, ale padł remis 1:1.
Tabela. Oczywiście w przypadku równej liczby punktów decyduje różnica bramek.
1)Borussia D. – 34 punkty
2)Mainz – 27 punktów
3)Bayer – 25 punktów
4)Hannover – 22 punkty
5)Hoffenheim – 21 punktów
__________
14)St. Pauli – 14 punktów
15)Schalke – 13 punktów
16)Stuttgart – 11 punktów
17)Kolonia – 11 punktów
18)Borussia M. – 10 punktów
Liga Mistrzów, Eliminacje Ligi Mistrzów, Liga Europy, Baraze, Spadek
Strzelcy:
Gekas – 11 goli, Eintracht
Cisse – 10 goli, Freiburg
Dzeko – 9 goli, Wolfsburg
Gomez – 8 goli, Bayern
Huntelaar – 7 goli, Schalke
Barrios – 7 goli, Borussia D.
Lakic – 7 goli, Kaiserslautern
Grafite – 7 goli, Wolfsburg
poniedziałek, 22 listopada 2010
niedziela, 21 listopada 2010
Pih - Dowód Rzeczowy Nr 1
Tekstowo Pihu dla mnie wzniósł się chyba na wyżyny swoich możliwości, ale znając życie to pewnie niekoniecznie, bo sądziłem, że to, co zaprezentował na ,,Kwiatach Zła” to jest jego apogeum, a tu niespodzianka. W każdym razie ja słucham tych numerów i czuje ten progres. Spotkałem się z opiniami, że raper to straszny prostak i inwalida liryczny. No i jak przypomnę sobie jego niektóre tracki sprzed ,,Kwiatów Zła”, a szczególnie beef z Dużym Pe i dissami na Warszawiaka, to po części, ale tylko po części, mogę się z tym zgodzić. Niektóre linijki PIH miał zbyt wulgarne i nawet użyłbym tu słowa wieśniackie (np. ,,czkałeś jak szmata odbijało Ci się spermą” czy też ,,kładę chuja na rock, kładę chuja na pop, kładę chuja na klasykę”), ale to przeszłość. Z drugiej strony należy pamiętać, że Białostoczanin zawsze był ostry w przekazie. Jednak można nieść bezkompromisowy message w sposób budzący podziw, opancerzając go w bardzo dobre rymy, szerokie słownictwo, niebanalne porównania i sporą gamę odniesień. Taki właśnie PIH jest na przedstawianym krążku – hardkorowy, a zarazem skillsowy lirycznie. Dlatego też są takie nuty jak ,,Szatańskie Wersy”, ,,Weneckie Lustro” (tutaj podkreśliłbym niesamowity, wręcz fotograficzny opis [chorych] zdarzeń) czy ,,Brutalna Leksyka”, w których łączą się bezpardonowość, bezpośredniość i mrok z wyrafinowaniem oraz kunsztem. Na tym mógłbym skończyć, ale tego nie zrobię, bo bardzo lubię życiowe i refleksyjne kawałki, a artysta postarał się, aby takowych także nie zabrakło. Maestrią są dla mnie ,,Zgniłych Sumień Cmentarza” – taka piękna refleksja o życiu, ,,Czas”, który nie trudno się domyślić o czym traktuje, ale wykonanie naprawdę zabiera dech w piersiach, a także ,,Zasznurowane Usta, Zaciśnięta Pięść” będący dedykacją dla Chady, kiedy ten siedział w więzieniu. To Jeszcze Nie Koniec jak Tede, bo Pihu zatroszczył się, aby znalazło się coś dla tych, którzy lubią imprezować i jest melanżowy numer ,,100g (Szyja)”. Jak już powiedziałem, lirycznie materiał prezentuje się po prostu wybornie, a teraz to udowodnię, przytaczając dość sporo wersów:
pseudo gwiazdy? zajebię każdej konstelację
dają mi żarcie niegodne nawet świni
historia choroby w karcie pacjenta - szowinizm
dwie sale dalej z ich listy kolejne nazwisko
projekcja wszystkich fobii – Arkadiusz Onyszko
techniczny nokaut, atak astmy skurwysyny
już dostają hiperwentylacji
horror pod twoją mózgową korą
zadzwoń po starych niech cię odbiorą
jak on to robi Adam Piechocki
od lewego do prawego końca Polski
wszyscy w szoku, hałas na koncertach
szarych bloków P i Ha na prezydenta
przyjaciół policzysz na palcach ręki stolarza
możesz być dziś nikim dla całego świata
pamiętaj, dla niewielu jesteś całym światem
usta ludzi układają się w krzywiznę kłamstwa
to prawda, lecz nigdy nie mów życie chuja warte
o kilka łez ubożsi liczymy na cud
przyjaciół policzysz na palcach ręki stolarza
możesz być dziś nikim dla całego świata
pamiętaj, dla niewielu jesteś całym światem
usta ludzi układają się w krzywiznę kłamstwa
to prawda, lecz nigdy nie mów życie chuja warte
o kilka łez ubożsi liczymy na cud
za sterylnym parawanem czeka nas grób
fakty, wiem jak jest dzieciak - studzą
złe rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom
Skoro tak bardzo komplementowałem warstwę tekstową, przydałoby się, aby warstwa muzyczna jej nie zepsuła. Chodzi mi o to, że nawet najlepsze wersy są po prostu nie do słuchania na podkładach, które są słabe, niedorobione, denerwujące, asłuchalne, Gucci Mejnowe itd. ,,Dowód Rzeczowy Nr 1” na szczęście doskonale broni się przed tymi zarzutami i każdy bit jest co najmniej dobry. Ja osobiście uwielbiam motywy klawiszowe i jestem tym bardziej usatysfakcjonowany, że sporo podkładów je zawiera. Wyróżniłbym przede wszystkim ,,Czas” oraz ,,Zgniłych Sumień Cmentarz”, w których jednakże także bardzo ważnym elementem są skrzypce nadające piękny refleksyjny klimat. Są to jednak spokojne, życiowe numery, więc normalna sprawa, że bity nie mogą być ostre. To oczywiście nie znaczy, że tych z mocnym uderzeniem nie ma, bo wystarczy wspomnieć chociażby ,,Femme Fatale” czy ,,Weneckie Lustro”, mimo że w obydwu pojawia się motyw klawiszy, który jednakże nie jest odosobniony. Jest on wzmocniony przez mocne uderzenia (chyba) basu. Oba tracki to nie pozwalające przejść obok sobie storytellingi, w których atmosferę na równi z liryką buduje warstwa muzyczna. Przeczytałem na forum, że wadą bitów jest to, iż są dość podobne do siebie. Nie mogę się z tym faktem nie zgodzić, bo równie dobrze, do podkładu z ,,Weneckie Lustro” dałoby się zarapować poruszający kawałek i mogłoby to dobrze wyjść. Jednakże nie traktuje braku wielkiej różnorodności za wadę, bo brzmienie jest solidne i dopracowane, a to jest najważniejsze. Teraz kwestia wokalna, a więc głos, który w przypadku Piha jest na tyle istotny, że dzieli słuchaczy na dwie grupy. Jedna uważa go za nieprawdopodobnie denerwujący, wręcz odpychający, a druga nic do niego nie ma. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy, aczkolwiek raper ma krzykliwy głos, który nie każdemu może przypasować. Pod względem flow Pihu nigdy nie wybijał się jakoś ponad przeciętność, ale nie mogę mu odmówić jednej rzeczy – potrafi wczuć się w nawijkę i wyrazić każdy rodzaj emocji w sposób, który do mnie trafia.
Zbliżając się do końcowej oceny, muszę powiedzieć, że jestem ukontentowany w stu procentach. Nigdy wielkim fanem Białostockiego artysty nie byłem, ale cieszę się, że mimo ponad dekady bycia na scenie, cały czas notuje progres. Sądzę, że ,,Dowód Rzeczowy Nr 1” to już na pewno pierwsza trójka najlepszych wydawnictw w Polsce, bo jak na razie dla mnie z rzeczy, które przesłuchałem, jedynie ,,Demonologia” może z nią konkurować. Napisałem, że pierwsza trójka, bo jedno miejsce zostawiam tak na wszelki wypadek, jakby np. VNM wydał album w tym roku czy coś w tym stylu.
10/10
Zbliżając się do końcowej oceny, muszę powiedzieć, że jestem ukontentowany w stu procentach. Nigdy wielkim fanem Białostockiego artysty nie byłem, ale cieszę się, że mimo ponad dekady bycia na scenie, cały czas notuje progres. Sądzę, że ,,Dowód Rzeczowy Nr 1” to już na pewno pierwsza trójka najlepszych wydawnictw w Polsce, bo jak na razie dla mnie z rzeczy, które przesłuchałem, jedynie ,,Demonologia” może z nią konkurować. Napisałem, że pierwsza trójka, bo jedno miejsce zostawiam tak na wszelki wypadek, jakby np. VNM wydał album w tym roku czy coś w tym stylu.
10/10
czwartek, 18 listopada 2010
Czas na kilka wniosków
Kończy się pomału drugi miesiąc, jak mieszkam i studiuję w Poznaniu, więc czas na kilka wniosków, ale nie będą to wnioski takie jakie wyciągnął Rychu po przesłuchaniu bitwy w Płocku odnośnie Tedego, bo byłoby to śmieszne. No to po kolei:
Miasto. Na początku wkurwiała mnie ostro komunikacja miejska, bo nie ma bezpośrednich dojazdów do miejsc, które mnie interesują, a więc szkoły. Tak w ogóle to mam zajęcia w trzech różnych miejscach, ale zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Ostatnimi tygodniami jednak polubiłem tramwaje i sądzę, że komunikacja wcale nie jest tak beznadziejna, jak mi się wydawało, mając na uwadze, że Poznań to wielkie miasto. Jeżdżę w zasadzie tylko, jak wracam ze szkoły, bo do szkoły chodzę na pieszo z moim ziomem, z którym mieszkam. Poza tym Poznań wydaje się być naprawdę ładnym miastem. Fajnie, że blisko jest Biedronka, piekarnia, Żabka, gdzie mogę skoczyć sobie po piwo jak Rychu.
Mieszkanie. Jest jak najbardziej w porządku. Mieszkam sobie w małym pokoju, a mój ziomek w dużym i każdemu pasuje to w stu procentach. Dogadujemy się bez problemu. Musimy bulić ogólnie spory hajs, ale standardy są naprawdę bardzo dobre. Nikt nas nie kontroluje, bo właściciel mieszka w Anglii, a babka, która załatwiała nam to mieszkanie (babka z biura nieruchomości) nie wpada w ogóle na żadne kontrole. W końcu mamy swoje lata i swój rozum, i wiemy, co robimy. Internet jest zarąbiście szybki, co pozwala mi na oglądanie meczów i nie martwienie się, że się będzie mulić czy coś takiego. Do gospodarowania samemu się przyzwyczaiłem i wychodzi mi to nienajgorzej, ale muszę zdecydowanie bardziej ogarnąć wydawanie pieniędzy na głupoty. Np. we wtorek wydałem 50 złoty, aby się najebać, ale to był wyjątek, bo Kjózko wpadł do nas. Od teraz koniec z najebkami na jakiś czas, bo to kosztuje.
Szkoła. No i kurwa tutaj problemy się zaczynają. Pomijam fakt, że mam zajęcia w trzech rożnych miejscach, o którym wspomniałem na początku, ale wkurwia mnie wiele rzeczy. Po pierwsze grupa, chociaż nie mam takiego ciśnienia jak na początku. Chyba się po prostu przyzwyczaiłem do tego zbiorowiska ludzi, bo tak naprawdę nie można tego nazwać grupą, gdyż widzimy się w pełnym składzie tylko 2 razy w tygodniu, bo reszta zajęć poza PNJA była do wyboru i każdy w zasadzie wybrał co innego. Po drugie zajęcia. Nie wiem po chuj mam znowu ten jebany niemiecki. Nie wiem po chuj mam fonetykę akustyczną, która przypomina mi fizykę, bo trzeba obliczać częstotliwości głosek angielskich na zjebanym programie o nazwie Praat. Dobrze, że to chociaż jest, co 2 tygodnie, ale ten idiota Szłorc mówił ostatnio, że planuje robić zajęcia co tydzień. Żenada. We don’t walk to the Szłorc! Wkurwia mnie pisanie, bo baba zwleka z oddawaniem esei, które są tak porąbane, że masakra. Dzisiaj oddała dopiero pierwszy, którego jednak nie zaliczyłem. No cóż, w PWSZ byłem bogiem, a tutaj jest zupełnie inaczej. Różnica poziomów gigantyczna. Seminarium magisterskie jest popierdolone na maksa, a ten debil Lew, który jest moim promotorem, jest słownikowym dewiantem, ma swojego padawana, który ma tak samo na imię jak ja, i chce na grudzień 3 tematy pracy, a ja nie wymyślę nawet 1, bo nie da się po prostu. Te rzeczy, które robimy na zajęciach w ogóle mnie nie naprowadzają na właściwy trop odnośnie tematu, na który mógłbym pisać. Po trzecie, słowo organizacja odnośnie UAM'u nie istnieje.
Życie towarzyskie. Z uwagi, że z ,,grupą” widujemy się rzadko, ciężko jest o nawiązanie jakichś relacji, a to już prawie koniec listopada. Jest kilka osób, które wydają się spoko, ale jeszcze nigdzie razem nie wyskoczyliśmy i mówiąc szczerze nie mam ochoty na to. Nie ma praktycznie żadnych relacji w grupie. Istnieje, bo istnieje i tyle. Wyobrażałem sobie to trochę inaczej, ale jak już pisałem – mi tak na serio nie zależy bardzo na nawiązywaniu i staraniu się nawiązać większego kontaktu. Może przyjdzie z czasem, o ile dotrwam do końca studiów. Z Rafałem chlamy praktycznie co tydzień, ale teraz wciskamy stop. Raz się tak zajebałem, że straciłem wzrok na 30 minut. Jeszcze tak ostro porobiony nie byłem nigdy. Raz wpadli do nas ziomki ze studiów we Włocławka i też było w dechę. No i ostatnio znowu był Kjózko. Tak to byłem na zarąbistym koncercie Słonia i Palucha z ziomkiem, którego znam z forum kilka lat i jego koleżkami. Chciałem pójść na mecz Lecha z Manchesterem City, ale nie było szans dostać biletów niestety.
Ogólnie jakoś sobie radzę, ale jak wracam do domu do Włocławka i muszę znowu wyjeżdżać to smutno mi trochę, bo w domu własnym jest najlepiej. Przeżyłem tam mnóstwo lat w końcu.
Z drugiej strony takie mieszkanie z dala od domu jest mi potrzebne, bo zamierzam w przyszłości żyć i pracować w Anglii. No właśnie, co do tej Anglii. Taką miałem rozkminę ostatnio i nadal się pod tym, co wykminiłem mogę podpisać, że chyba popełniłem błąd, idąc na magisterkę dalej. Ona mi nic nie da, jeżeli chodzi o to, co chcę robić w Anglii i jaką bym miał tam robotę. To tylko 2 lata wydawania hajsu przez rodziców, grubego hajsu, aby mnie utrzymać. Może powinienem ich odciążyć i po prostu zająć się w końcu robotą. Jednak nie ma, co o tym myśleć teraz chyba. Jak już wszedłem na tę drogę, to muszę postarać się, aby zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby przed nazwiskiem mieć 8 tych liter, jak nawijał Boxi.
Jak na razie studia we Włocławku o wiele bardziej mi się podobały z wielu przyczyn, mimo ze nie raz na nie psioczyłem. Mówiąc szczerze, to chciałbym je przeżyć jeszcze raz...
Miasto. Na początku wkurwiała mnie ostro komunikacja miejska, bo nie ma bezpośrednich dojazdów do miejsc, które mnie interesują, a więc szkoły. Tak w ogóle to mam zajęcia w trzech różnych miejscach, ale zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Ostatnimi tygodniami jednak polubiłem tramwaje i sądzę, że komunikacja wcale nie jest tak beznadziejna, jak mi się wydawało, mając na uwadze, że Poznań to wielkie miasto. Jeżdżę w zasadzie tylko, jak wracam ze szkoły, bo do szkoły chodzę na pieszo z moim ziomem, z którym mieszkam. Poza tym Poznań wydaje się być naprawdę ładnym miastem. Fajnie, że blisko jest Biedronka, piekarnia, Żabka, gdzie mogę skoczyć sobie po piwo jak Rychu.
Mieszkanie. Jest jak najbardziej w porządku. Mieszkam sobie w małym pokoju, a mój ziomek w dużym i każdemu pasuje to w stu procentach. Dogadujemy się bez problemu. Musimy bulić ogólnie spory hajs, ale standardy są naprawdę bardzo dobre. Nikt nas nie kontroluje, bo właściciel mieszka w Anglii, a babka, która załatwiała nam to mieszkanie (babka z biura nieruchomości) nie wpada w ogóle na żadne kontrole. W końcu mamy swoje lata i swój rozum, i wiemy, co robimy. Internet jest zarąbiście szybki, co pozwala mi na oglądanie meczów i nie martwienie się, że się będzie mulić czy coś takiego. Do gospodarowania samemu się przyzwyczaiłem i wychodzi mi to nienajgorzej, ale muszę zdecydowanie bardziej ogarnąć wydawanie pieniędzy na głupoty. Np. we wtorek wydałem 50 złoty, aby się najebać, ale to był wyjątek, bo Kjózko wpadł do nas. Od teraz koniec z najebkami na jakiś czas, bo to kosztuje.
Szkoła. No i kurwa tutaj problemy się zaczynają. Pomijam fakt, że mam zajęcia w trzech rożnych miejscach, o którym wspomniałem na początku, ale wkurwia mnie wiele rzeczy. Po pierwsze grupa, chociaż nie mam takiego ciśnienia jak na początku. Chyba się po prostu przyzwyczaiłem do tego zbiorowiska ludzi, bo tak naprawdę nie można tego nazwać grupą, gdyż widzimy się w pełnym składzie tylko 2 razy w tygodniu, bo reszta zajęć poza PNJA była do wyboru i każdy w zasadzie wybrał co innego. Po drugie zajęcia. Nie wiem po chuj mam znowu ten jebany niemiecki. Nie wiem po chuj mam fonetykę akustyczną, która przypomina mi fizykę, bo trzeba obliczać częstotliwości głosek angielskich na zjebanym programie o nazwie Praat. Dobrze, że to chociaż jest, co 2 tygodnie, ale ten idiota Szłorc mówił ostatnio, że planuje robić zajęcia co tydzień. Żenada. We don’t walk to the Szłorc! Wkurwia mnie pisanie, bo baba zwleka z oddawaniem esei, które są tak porąbane, że masakra. Dzisiaj oddała dopiero pierwszy, którego jednak nie zaliczyłem. No cóż, w PWSZ byłem bogiem, a tutaj jest zupełnie inaczej. Różnica poziomów gigantyczna. Seminarium magisterskie jest popierdolone na maksa, a ten debil Lew, który jest moim promotorem, jest słownikowym dewiantem, ma swojego padawana, który ma tak samo na imię jak ja, i chce na grudzień 3 tematy pracy, a ja nie wymyślę nawet 1, bo nie da się po prostu. Te rzeczy, które robimy na zajęciach w ogóle mnie nie naprowadzają na właściwy trop odnośnie tematu, na który mógłbym pisać. Po trzecie, słowo organizacja odnośnie UAM'u nie istnieje.
Życie towarzyskie. Z uwagi, że z ,,grupą” widujemy się rzadko, ciężko jest o nawiązanie jakichś relacji, a to już prawie koniec listopada. Jest kilka osób, które wydają się spoko, ale jeszcze nigdzie razem nie wyskoczyliśmy i mówiąc szczerze nie mam ochoty na to. Nie ma praktycznie żadnych relacji w grupie. Istnieje, bo istnieje i tyle. Wyobrażałem sobie to trochę inaczej, ale jak już pisałem – mi tak na serio nie zależy bardzo na nawiązywaniu i staraniu się nawiązać większego kontaktu. Może przyjdzie z czasem, o ile dotrwam do końca studiów. Z Rafałem chlamy praktycznie co tydzień, ale teraz wciskamy stop. Raz się tak zajebałem, że straciłem wzrok na 30 minut. Jeszcze tak ostro porobiony nie byłem nigdy. Raz wpadli do nas ziomki ze studiów we Włocławka i też było w dechę. No i ostatnio znowu był Kjózko. Tak to byłem na zarąbistym koncercie Słonia i Palucha z ziomkiem, którego znam z forum kilka lat i jego koleżkami. Chciałem pójść na mecz Lecha z Manchesterem City, ale nie było szans dostać biletów niestety.
Ogólnie jakoś sobie radzę, ale jak wracam do domu do Włocławka i muszę znowu wyjeżdżać to smutno mi trochę, bo w domu własnym jest najlepiej. Przeżyłem tam mnóstwo lat w końcu.
Z drugiej strony takie mieszkanie z dala od domu jest mi potrzebne, bo zamierzam w przyszłości żyć i pracować w Anglii. No właśnie, co do tej Anglii. Taką miałem rozkminę ostatnio i nadal się pod tym, co wykminiłem mogę podpisać, że chyba popełniłem błąd, idąc na magisterkę dalej. Ona mi nic nie da, jeżeli chodzi o to, co chcę robić w Anglii i jaką bym miał tam robotę. To tylko 2 lata wydawania hajsu przez rodziców, grubego hajsu, aby mnie utrzymać. Może powinienem ich odciążyć i po prostu zająć się w końcu robotą. Jednak nie ma, co o tym myśleć teraz chyba. Jak już wszedłem na tę drogę, to muszę postarać się, aby zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby przed nazwiskiem mieć 8 tych liter, jak nawijał Boxi.
Jak na razie studia we Włocławku o wiele bardziej mi się podobały z wielu przyczyn, mimo ze nie raz na nie psioczyłem. Mówiąc szczerze, to chciałbym je przeżyć jeszcze raz...
poniedziałek, 15 listopada 2010
12 kolejka Bundesligi
Piątek
Borussia Dortmund, jak do tej pory, przegrała tylko jeden mecz i było to inauguracyjne spotkanie z Bayerem Leverkusen. W piątkowy wieczór przyszło im się zmierzyć na Signal Iduna Park z Hamburgiem, który tak naprawdę nie może ustabilizować formy, ale przeciwnikiem jest groźnym. O ile pierwsza część rywalizacji była dość wyrównana, to w drugiej gospodarze przełamali opór gości i strzelili 2 bramki, które dały im zwycięstwo 2:0. Bardzo udany występ zaliczył Piszczek, który asystował przy trafieniu Kagawy. Podopieczni Jurgen Kloppa nie zwalniają tempa i mistrzostwo jesieni jest na wyciągnięcie ręki.
Sobota
Inny zespół z Hamburga, a więc St. Pauli podejmował Bayer zajmujący trzecią pozycję w lidze. Goście musieli sobie radzić cały czas bez ich najlepszego snajpera KieSlinga oraz wypadł także Derdiyok. Wciąż niezdolni do gry byli także Ballack i Hyypia. Nie przeszkadzało to jednak gościom w zdobyciu trzech punktów, mimo że wygrali tylko 1:0, ale stworzyli sobie więcej bramkowych sytuacji i wygrali zasłużenie. Beniaminek natomiast notuje już czwartą porażkę z rzędu, co czyni go najsłabiej grającą drużyną w Bundeslidze w ostatnich czterech kolejkach.
Stuttgart jechał na pojedynek z Kaiserslautern w roli faworyta. Nie tylko zespół VFB jest lepszy personalnie, ale ostatnio rozbili Werder 6:0, a FCK1 przegrali 1:3 z Aptekarzami. W każdym razie podopieczni Kellera nie byli w stanie wygrać wygranego meczu, bo mimo prowadzenia od 50 minuty 3:0 dali sobie wbić 3 bramki. Dla gospodarzy remis jest bardzo cenny.
W teoretycznie najmniej ciekawym spotkaniu ostatni zespół ligi – Borussia Moenchengladbach - przyjechał do Kolonii, aby zmierzyć się z przedostatnim FC Koln. 50 tysięcy fanów, którzy przyszli na stadion w nadziei, że Koziołki pokonają rywali, przeżyło niemały szok. Gospodarze zostali zdeklasowani aż 0:4 przez kapitalnie grającą ekipę Borussi, która strzelania rozpoczęła dopiero w 51 minucie. Dzięki temu zwycięstwu zespoły zamieniają się miejscami w tabeli, co jednak jest mizernym pocieszeniem, bo nadal okupują dwie ostatniej pozycje.
Mario Gomez powiedział ostatnio, że czuje się zawodnikiem kompletnym. Nie jesteś kompletnym napastnikiem, bo takowy w Bundeslidze jest tylko jeden i nazywa się Edin Dzeko. No i właśnie jego zespół, a więc Wolfsburg podejmował w bardzo ciekawej rywalizacji Schalke. Dzeko wpisał się na listę strzelców, Wilki grały lepiej od rywali w pierwszej połowie, którą zakończyły, prowadzając 2:1. Niestety, ale sędziowie się nie popisali i podarowali podopiecznym Magatha remis, gdyż trafienie Huntelaara na 2:2 nie powinno być zaliczone, bo Holender ewidentnie pomagał sobie ręką.
Werder Brema mierzył się przed własną publicznością z będącym w bardzo dobrej formie Eintrachtem i liczył, że po dwóch porażkach z rzędu uda zgarnąć im się pełną pulę. Gospodarze już przystępowali do tej rywalizacji, mając w składzie Pasanena oraz Mertesackera, więc Schaaf nie musiał eksperymentalnie zestawiać bloku defensywnego. Nie da się ukryć, że Bremeńczycy przeważali, ale nie miało to przełożenie na wynik i ostatecznie kibice na Weserstadion nie obejrzeli bramek.
Ostatnie tygodnie pokazują, że z piłkarze Mainz zeszło już powietrze i teraz będą raczej notować więcej porażek niż zwycięstw. W 12 kolejce najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech przyszło mi zmierzyć się z Hannoverem w dzień, który jest rocznicą śmierci byłego bramkarza ekipy przyjezdnych Roberta Enke. Nic dziwnego, że podopieczni Slomki byli mocno zmotywowali i ta motywacja przełożyła się na wynik, gdyż wygrali 1:0 po przepięknym trafieniu Pinto.
Niedziela
O 15:30 Hoffenheim podejmował Freiburg. Wieśniaki byli faworytem tego spotkania, ale nie udało im się nawet zremisować. Ogólnie spotkanie było popisem obydwu bramkarzy oraz zimnej krwi, którą zachował w ostatniej minucie, będący w wybornej formie, Cisse. Goście zwyciężyli dzięki jego trafieniu 1:0 i pną się w górę w tabeli.
Bayern Monachium w spotkaniu derbowym gościł Norymbergę. Zespół gości imponuje ostatnio formą, gdyż odnieśli zwycięstwa w ostatnich 3 meczach z rzędu, jednak Monachijczycy także, mimo wielu kontuzji, ostatnio radzą sobie dobrze. Mistrzowie kraju nie pozostawili złudzeń, kto w tym meczu był zespołem lepszy i wygrali 3:0. Gomez ponownie zamknął mordki hejterom, strzelając 2 bramki, natomiast Van Kłoda ponownie pomylił murawę z areną cyrkową. W 70 minucie po długiej przerwie spowodowanej kontuzją na boisku w końcu pojawił Ribery i zaliczył udany występ, co może być prognostykiem, że forma Francuza będzie rosła. Bawarczycy są obok Eintrachtu jedyną ekipą w Bundeslidze, która w przeciągu ostatnich 5 kolejek nie przegrała.
Tabela. Oczywiście w przypadku równej liczby punktów decyduje różnica bramek.
1)Borussia D. – 31 punktów
2)Bayer – 24 punkty
3)Mainz – 24 punkty
4)Freiburg – 21 punktów
5)Eintracht – 20 punktów
_____________
14)Stuttgart – 11 punktów
15)Kaiserslautern – 11 punktów
16)Schalke – 10 punktów
17)Borussia M. – 10 punktów
18)Kolonia – 8 punktów
Liga Mistrzów, Eliminacje Ligi Mistrzów, Liga Europy, Baraż, Spadek.
Strzelcy:
Gekas – 11 goli, Eintracht
Cisse – 10 goli, Freiburg
Dzeko – 8 goli, Wolfsburg
Gomez – 7 goli, Bayern
Huntelaar – 7 goli, Schalke
Barrios – 7 goli, Borussia D.
Grafite – 7 goli, Wolfsburg
Borussia Dortmund, jak do tej pory, przegrała tylko jeden mecz i było to inauguracyjne spotkanie z Bayerem Leverkusen. W piątkowy wieczór przyszło im się zmierzyć na Signal Iduna Park z Hamburgiem, który tak naprawdę nie może ustabilizować formy, ale przeciwnikiem jest groźnym. O ile pierwsza część rywalizacji była dość wyrównana, to w drugiej gospodarze przełamali opór gości i strzelili 2 bramki, które dały im zwycięstwo 2:0. Bardzo udany występ zaliczył Piszczek, który asystował przy trafieniu Kagawy. Podopieczni Jurgen Kloppa nie zwalniają tempa i mistrzostwo jesieni jest na wyciągnięcie ręki.
Sobota
Inny zespół z Hamburga, a więc St. Pauli podejmował Bayer zajmujący trzecią pozycję w lidze. Goście musieli sobie radzić cały czas bez ich najlepszego snajpera KieSlinga oraz wypadł także Derdiyok. Wciąż niezdolni do gry byli także Ballack i Hyypia. Nie przeszkadzało to jednak gościom w zdobyciu trzech punktów, mimo że wygrali tylko 1:0, ale stworzyli sobie więcej bramkowych sytuacji i wygrali zasłużenie. Beniaminek natomiast notuje już czwartą porażkę z rzędu, co czyni go najsłabiej grającą drużyną w Bundeslidze w ostatnich czterech kolejkach.
Stuttgart jechał na pojedynek z Kaiserslautern w roli faworyta. Nie tylko zespół VFB jest lepszy personalnie, ale ostatnio rozbili Werder 6:0, a FCK1 przegrali 1:3 z Aptekarzami. W każdym razie podopieczni Kellera nie byli w stanie wygrać wygranego meczu, bo mimo prowadzenia od 50 minuty 3:0 dali sobie wbić 3 bramki. Dla gospodarzy remis jest bardzo cenny.
W teoretycznie najmniej ciekawym spotkaniu ostatni zespół ligi – Borussia Moenchengladbach - przyjechał do Kolonii, aby zmierzyć się z przedostatnim FC Koln. 50 tysięcy fanów, którzy przyszli na stadion w nadziei, że Koziołki pokonają rywali, przeżyło niemały szok. Gospodarze zostali zdeklasowani aż 0:4 przez kapitalnie grającą ekipę Borussi, która strzelania rozpoczęła dopiero w 51 minucie. Dzięki temu zwycięstwu zespoły zamieniają się miejscami w tabeli, co jednak jest mizernym pocieszeniem, bo nadal okupują dwie ostatniej pozycje.
Mario Gomez powiedział ostatnio, że czuje się zawodnikiem kompletnym. Nie jesteś kompletnym napastnikiem, bo takowy w Bundeslidze jest tylko jeden i nazywa się Edin Dzeko. No i właśnie jego zespół, a więc Wolfsburg podejmował w bardzo ciekawej rywalizacji Schalke. Dzeko wpisał się na listę strzelców, Wilki grały lepiej od rywali w pierwszej połowie, którą zakończyły, prowadzając 2:1. Niestety, ale sędziowie się nie popisali i podarowali podopiecznym Magatha remis, gdyż trafienie Huntelaara na 2:2 nie powinno być zaliczone, bo Holender ewidentnie pomagał sobie ręką.
Werder Brema mierzył się przed własną publicznością z będącym w bardzo dobrej formie Eintrachtem i liczył, że po dwóch porażkach z rzędu uda zgarnąć im się pełną pulę. Gospodarze już przystępowali do tej rywalizacji, mając w składzie Pasanena oraz Mertesackera, więc Schaaf nie musiał eksperymentalnie zestawiać bloku defensywnego. Nie da się ukryć, że Bremeńczycy przeważali, ale nie miało to przełożenie na wynik i ostatecznie kibice na Weserstadion nie obejrzeli bramek.
Ostatnie tygodnie pokazują, że z piłkarze Mainz zeszło już powietrze i teraz będą raczej notować więcej porażek niż zwycięstw. W 12 kolejce najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech przyszło mi zmierzyć się z Hannoverem w dzień, który jest rocznicą śmierci byłego bramkarza ekipy przyjezdnych Roberta Enke. Nic dziwnego, że podopieczni Slomki byli mocno zmotywowali i ta motywacja przełożyła się na wynik, gdyż wygrali 1:0 po przepięknym trafieniu Pinto.
Niedziela
O 15:30 Hoffenheim podejmował Freiburg. Wieśniaki byli faworytem tego spotkania, ale nie udało im się nawet zremisować. Ogólnie spotkanie było popisem obydwu bramkarzy oraz zimnej krwi, którą zachował w ostatniej minucie, będący w wybornej formie, Cisse. Goście zwyciężyli dzięki jego trafieniu 1:0 i pną się w górę w tabeli.
Bayern Monachium w spotkaniu derbowym gościł Norymbergę. Zespół gości imponuje ostatnio formą, gdyż odnieśli zwycięstwa w ostatnich 3 meczach z rzędu, jednak Monachijczycy także, mimo wielu kontuzji, ostatnio radzą sobie dobrze. Mistrzowie kraju nie pozostawili złudzeń, kto w tym meczu był zespołem lepszy i wygrali 3:0. Gomez ponownie zamknął mordki hejterom, strzelając 2 bramki, natomiast Van Kłoda ponownie pomylił murawę z areną cyrkową. W 70 minucie po długiej przerwie spowodowanej kontuzją na boisku w końcu pojawił Ribery i zaliczył udany występ, co może być prognostykiem, że forma Francuza będzie rosła. Bawarczycy są obok Eintrachtu jedyną ekipą w Bundeslidze, która w przeciągu ostatnich 5 kolejek nie przegrała.
Tabela. Oczywiście w przypadku równej liczby punktów decyduje różnica bramek.
1)Borussia D. – 31 punktów
2)Bayer – 24 punkty
3)Mainz – 24 punkty
4)Freiburg – 21 punktów
5)Eintracht – 20 punktów
_____________
14)Stuttgart – 11 punktów
15)Kaiserslautern – 11 punktów
16)Schalke – 10 punktów
17)Borussia M. – 10 punktów
18)Kolonia – 8 punktów
Liga Mistrzów, Eliminacje Ligi Mistrzów, Liga Europy, Baraż, Spadek.
Strzelcy:
Gekas – 11 goli, Eintracht
Cisse – 10 goli, Freiburg
Dzeko – 8 goli, Wolfsburg
Gomez – 7 goli, Bayern
Huntelaar – 7 goli, Schalke
Barrios – 7 goli, Borussia D.
Grafite – 7 goli, Wolfsburg
sobota, 13 listopada 2010
Luk (of Inteligentny Joint) - Skrzydła Mixtape (2010)
1)Pierwsza2)Skrzydła
3)Mówią Mi
4)Ile Daliśmy Od Siebie feat. Miziak, Dyndum
5)Tylko Dla Ciebie
6)Tatuaże feat. Ola Laburda, Bartek
7)Hip Hop Kemp Szatan Skit
8)Ze Mną Się Nie Napijesz... feat. Dyna
9)W Poszukiwaniu Słońca
10)Zmiany feat. Husio
11)Otemete
12)Od Kilku Wiosen
13)Robię Rap
14)Dysk
15)Bonus
16)To Nas Dopadło feat. Wali
To, że jestem najważniejszym i najwierniejszym opiniodawcą, jeżeli chodzi o nagrania chłopaków związanych z Lewym Kanałem, jest jasne. Dobra, tak sobie żartuje, ale słucham ich nagrań już od kilku lat, wystawiam swoje opinie, które ogólnie są pozytywne, bo podoba mi się to, co robią. Jednak to dopiero pierwszy taki przypadek, kiedy zamierzam o projekcie jednego z tych ziomków napisać coś więcej. Mam ochotę, zajawkę i wenę, więc nie ma co dulczyć w ciszy. Luk, który wcześniej tytułował się ksywą Look. wypuścił na początku listopada swój pierwszy długi solowy projekt. Jest to mixtape ,,Skrzydła”. Koleżka nagrywa w zasadzie od 2 lat i wcześniej udzielał się m.in. na materiałach z serii Inteligentny Joint - ,,Około Mnóstwa”, Dyndum/Snopy – ,,Eliminacyjny Projekt” czy też Gruby $najper ,,Egoista Mixtape”. Pochodzi z Krapkowic, ma 20 lat i talent. Te informacje ludziom nie w temacie praktycznie nic nie mówią, ale zamieszczam je w charakterze informacyjnym.
Jeżeli chodzi o stronę tekstową, wiedziałem, że na pewno będzie położony spory nacisk na technikę. Oczywistą sprawą jest, że jak się bardzo przykłada do tworzenia wyrafinowanych rymów, to można zgubić sens i przekaz, a te dwa elementy w muzyce rap są, jakby nie patrzeć, najważniejsze. Luk na szczęście wyszedł obronną ręką, bo dostałem porcję świetnie złożonych rymów – podwójne, relatywnie często, jak na wyrafinowanie i trudność ich sklejenia, wielokrotne, a przy okazji nie zalatuje mi to grafomaństwem. Połączenie niebanalnej techniki z niezawiłym i w miarę oczywistym przekazem nie jest łatwe, ale możliwe, co zresztą udowodnił nie tylko gospodarz mixtapu w historii rapu. Moją uwagę przykuły również follow-upy, których na materiale jest dość sporo i rzucają się w uszy. Między innymi są nawiązania do Mesa, VNM’a i Tedego, a także Notoriousa i 213. Styl rapera z Krapkowic emanuje niezwykłą pewnością siebie, elementami ironii oraz czasami wręcz brawurowością, jednak wszystko jest bardzo dobrze wyważone i mi się tego świetnie słucha. Koleś po prostu wie, jak złożyć mocne linijki. Muszę przyznać, że nawet jeden wers skojarzył mi się ewidentnie z Chino XL’em, a to już o czymś świadczy. Przechodząc do konkretnych numerów, wyróżniłbym takie jak ,,Tatuaże”, ,,Robię Rap”, ,,W Poszukiwaniu Słońca” ,,Ile Daliśmy Od Siebie”, ,,Zmiany”, ,,Tylko Dla Ciebie” oraz ,,Dysk”. Każdy z nich porusza zupełnie inny temat, co tylko potwierdza wszechstronność tematyczną mixtapu. Ja najbardziej lubię ,,Dysk”, mimo że jest najmniej ambitny treściowo, oraz ,,W Poszukiwaniu Słońca” dlatego zacytuje kilka wersów z nich:
wieczorowe pranie mózgów
regularne chlanie trunków
by czuć się fajnie w łóżku
rano świt żywych trupów
i tak pójdziemy znów do klubu, choćby z nudów
wciąż w poszukiwaniu słońca, w poszukiwaniu cudów
jebię mnie to, o
teraz lecę po bro
już mam w ręce go, o
z bani wypędzę to zło
Skoro jest to mixtape, skoro jest związany z Lewym Kanałem (chociaż tylko jedna nuta została nagrana w nim!), to raczej oczywistym jest fakt, że prawie wszystkie bity są ,,pożyczone”. Od kogo? Mowa jest o tym w pierwszym kawałku - ja to pierdolę, biorę bity Bushido. Wspomniany dostarczyciel podkładów to niemiecki raper tunezyjskiego pochodzenia, którego wcześniej nie znałem, bo po prostu moja wiedza o niemieckiej scenie jest żadna. Muszę przyznać, że Luk wybrał bardzo dobre, ciekawe, różnorodne i dopracowane bity. Nie nudzą mnie i jak słucham materiału, to nie skipuje żadnego tracku ze względu na warstwę muzyczną, chociaż są momenty w podkładzie do kawałka ,,Bonus”, które mnie wkurzają. W każdym razie najbardziej podobają mi się refleksyjny ,,Tatuaże” i energiczny ,,Dysk”. Wspomniałem, że prawie wszystkie bity są pożyczone, bo jeden numer został wyprodukowany przez Sznupiego. Muszę powiedzieć, że to jeden z najlepszych podkładów na tym wydawnictwie. Pozdro byku jak to czytasz! Co do flow Luka, to po pierwszych paru numerach za pierwszym przesłuchaniem miałem wrażenie, że jedzie dość topornie momentami. Jednak okazało się, że to było to po prostu mylne wrażenie, bo koleżka wie, co należy robić na bitach. Rapuje w różnym tempie i wychodzi mu to co najmniej poprawnie plus podoba mi się akcentowanie. Robi to z mocą, mimo bardziej wysokiego niż niskiego głosu, wychodzi to dobrze. Czuję świeżość w jego nawijce.
Zbliżając się do końca, wspomnę także o gościach, chociaż rzadko to robię. Uważam, że każdy z nich spisał się naprawdę solidnie i nie zaniżył poziomu. Najbardziej podoba mi się występ Dyny, który zapodał agresywną i pijacką zwrotkę oraz Bartka (koleś mógłby wymyślić sobie jednak jakąś ksywkę), który dla kontrastu zarapował refleksyjnie. Podsumowując wszystko, powiem, że Luk przygotował solidny, dopracowany, ciekawy, świeży i po prostu bardzo dobry materiał. Pracował nad nim trochę czasu i to słychać. Nie jest to mixtape nagrany w kilka dni, z zwrotkami napisanymi na kolanie w kilka minut. Z drugiej jednak strony nie byłbym ździwiony, jakby jakas neutralna osoba nie oceniła pozytywnie mixtapu, bo po prostu inaczej ocenia się rap ,,znajomych". W każdym razie ja napisałem to, co uważam, bo naprawdę jaram się ostro. Tak zastanawiałem się, pod jaką etykietą umieścić ,,Skrzydła Mixtape” i doszedłem do wniosku, że nie dodam go do ,,polska płyty 2010”. Ciężko byłoby mi zestawić go z ,,profesjonalnymi” albumami naszej sceny. Nie chodzi mi tutaj, że daję tej produkcji taryfę ulgową i zachwycam się nią, a oceniłbym ją bardzo nisko w zestawianiu z chociażby Guralem czy Eldo, ale wystawianie ocen to problematyczna sprawa i na pewno nie wyglądałoby to dobrze, jakbym wystawił notę porównywalną do nich. Trochę to zamotane, ale nie da się wymyślić skali ocen, w której można będzie w miarę racjonalnie oceniać każdy rodzaj rapu. Dlatego też ocena projektu Luka będzie w odniesieniu do rzeczy wychodzących z Lewego Kanału.
10/10
PS: Okładka to jakieś nieporozumienie, ale ilu ludzi tyle opinii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)