piątek, 12 listopada 2010

Big L - Lifestylez Ov Da Poor And Dangerous (1995)

1)Put It On feat. Kid Capri
2)MVP
3)No Endz, No Skinz
4)8 Iz Enuff feat. Terra, Herb McGruff, Buddah Bless, Twan, Killa Cam, Trooper J & Mike Boggie
5)All Black
6)Danger Zone
7)Street Struck
8)Da Graveyard feat. Lord Finesse, Microphone Nut, Jay-Z, Party Arty & Grand Daddy I.U.
9)Lifestylez Ov Da Poor & Dangerous

10)I Don't Understand It
11)Fed Up With The Bullshit
12)Let 'Em Have It ,,L"

Hehe. Etykieta pod tą notką chyba nie powinna brzmieć ,,płyty – przypomnij sobie” tylko ,,płyty – jak nie znasz na pamięć to umrzyj”. Jakby brać to dosłownie, to już bym nie żył, bo oczywiście nie znam tego krążka na pamięć, ale wiadomo, o co chodzi. Nic dosłownie. Lamont Coleman wydał tylko jeden album za życia, ale każdy słuchacz, który nie ma problemu ze słuchem i nie jest ignorantem, postawiłby ,,Lifestylez Ov Da Poor and Dangerous” w gronie najlepszych płyt w historii, a też pewnie znajdą się tacy, którzy uznają ją za najlepszą. Nie ma się tutaj czemu dziwić, bo płyta to klasa sama w sobie. Ja sam uznaje materiał za najwybitniejszą produkcję roku 1995 roku i oczywiście jedną z 10 najlepszych w historii rapu. Kiedy usłyszałem ją po raz pierwszy, od razu się praktycznie w niej zakochałem.

Główną zaletą ,,Lifestylez Ov Da Poor and Dangerous” jest warstwa tekstowa. Big L stworzył coś ponadczasowego i zostawiającego konkurencje daleko w tyle. Jak mogłem zachwycać się doskonałym braggadacio w wykonaniu Big Daddy Kane’a, to raper z Harlemu podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej. Tak wysoko, że jestem pewny w stu procentach, że w konwencji bragga nikt nie ma żadnych szans się nawet do niej zbliżyć. No dobra, nie można jednak zapomnieć o Chino XL’u, ale jeżeli mowa o ulicznym braggadacio to Coleman siedzi na tronie od dawien dawna. W każdym razie panczlajny w wykonaniu L’a były niesamowicie perfekcyjnie złożone, przeszywające uszy, niesłychanie dobitne, a nawet rzekłbym, że przejaskrawiające pewne wątki - put his brains in the street, now you can see what he was just thinking. To tylko świadczy o jego nieprawdopodobnej sile lirycznej i muszę powiedzieć, że odnoszę wrażenie, słuchając kawałków, że praktycznie wszystkie zwrotki są zbudowane na zasadzie panczlajnów – każdy wers to co najmniej dobry pancz. Uliczne przechwałki rapera były także fantastycznie skonstruowane, jeżeli chodzi o technikę składania rymów. Podwójne rymy, wielokrotne czy też wewnętrzne to na tym albumie Chleb Powszedni jak Zip Skład. Sporo pisałem o chełpieniu obecnym na płycie, co może sugerować, że nie ma tutaj numerów na jakieś konkretne tematy. Nic bardziej mylnego. Jest ,,No Ednz, No Skinz”, który, mówiąc najprościej, opowiada o tym, że dziewczyny lecą na kasę. Jest ,,I Don’t Understand This”, gdzie Big L wylewa swoją frustrację związaną z istnieniem tak wielu słabych raperów. Jest ,,Street Struck”, w którym artysta przedstawia negatywne strony ulic. Najbardziej niesamowitym zabiegiem na krążku jest dla mnie idealne wkomponowanie w poruszane tematy elementów braggadacio. Kombo po którym ciężko wstać.

in a street brawl I strike men quicker than lightning
you seen what happened in my last fight friend? iight then
L's a clever threat, a lyricist who never sweat,
comparing yourself to me is like a Benz to a chevorlette
and clown rappers I'm bound to slay
I'm saying hi to all the cuties from around the way
yeah, cause I got all of them sprung Jack
my girls are like boomerangs
no matter how far I throw them, they come back

Za warstawę muzyczną odpowiedzialnych było kilku producentów, a mianowicie Lord Finesse, Showbiz, Buckwild oraz jeden track wyprodukował nieznany mi gość Craig Boogie. Niektórzy wychodzą z założenia, że jak na album robi bity kilku różnych ludzi, to na pewno nie będzie on tak spójny, jak w przypadku, gdyby robiłby to jeden. Nie mam pojęcia, jakby debiut L’a wyglądał, jakby wyprodukował go jeden beatmaker, ale na pewno nie mogę powiedzieć, że w formie jakiej został pierwotnie wyprodukowany jest niespójny. Co więcej, ja czuję idealną chemię pomiędzy producentami i konsekwencje w tworzeniu podkładów. Nie odnoszę wrażenia, że jeden się zlewa z drugim, bo np. ,,Street Struck” jest inny niż ,,Put It On”, ale obydwa świetnie pasują do ogólnego klimatu płyty, w żadnym wypadku go nie zaburzając, a właśnie budując. Brzmienie jest dość ponure, lekko mroczne, stonowane, świetnie oddające atmosferę ulic Nowego Jorku. Dominuje technika samplingu i np. takie numery jak ,,Fuck Compton” Tim Doga, ,,In The Ghetto” Eric B & Rakima czy ,,Vibrations” jazzowego basisty Buster Williamsa zostały wykorzystane. No i teraz kwestia flow i znowu posypią się same komplementy, bo Big L był jednym z najlepszych raperów, którzy kiedykolwiek dotknęli mikrofonu także pod względem wchodzenia w bit. Dykcji nie mogę wychwalać pod niebiosa, bo była (tylko?) w porządku, natomiast swoboda i polot z jakimi Coleman rapował miażdży. Bardzo dobrze kontrolował oddech, trzymał tempo i po prostu rządził podkładami. Może trochę denerwować jego wysoki, dziecięcy głos, ale ja osobiście nie miałem, nie mam i wątpię, abym kiedyś miał jakieś z tym problemy.

Mniej więcej 45 minut, bo tyle trwa ,,Lifestylez Ov Da Poor And Dangerous” to podróż w zupełnie inną rzeczywistość. Prawdziwa bomba zegarowa i jedno z najwybitniejszych dzieł w rapie stworzonych przez drugiego najlepszego rapera w historii w mojej osobistej klasyfikacji. Niestety krążek nie powala, nie fascynuje, nie cieszy mnie tak bardzo jak to było kilka lat temu, ale to raczej normalne, bo słuchałem go wielokrotnie w przeszłości i trochę się mi przejadł. Oczywiście, co widać, doceniam jego klasę i poziom, bo nie można mu ich odmówić. Szkoda, że kariera Big L’a w zasadzie skończyła się na tak fantastycznym debiucie, bo został zabity 15 lutego 1999 roku na swojej własnej dzielnicy. Zagadka jego śmierci pozostaje nierozwiązana, ale są dwie główne hipotezy. Jedna mówi, że raper został zastrzelony w ramach zemsty za to, co zrobił jego brat Big Lee, który wtedy był w więzieniu. Natomiast druga mówi, że Lamont został pomylony ze swoim bratem, co jest niesamowitą ironią w odniesieniu do tego, co rapował w ,,Street Struck” - stay off the corners; that might be your best plan, before you catch a bullet that was meant for the next man…

10/10

czwartek, 11 listopada 2010

11 kolejka Bundesligi

Piątek

Kibice Schalke 04 jeszcze w tym sezonie nie zaznali smaku zwycięstwa swoich pupili na Veltins Arena, co jest szokiem. W każdym razie nic nie trwa wiecznie i w piątkowy wieczór wreszcie ekipa Magatha na swoim stadionie w Bundeslidze wygrała. Co prawda przeciwnik nie był wymagający, bo był nim zespół St. Pauli, ale styl i rozmiar zwycięstwa może się podobać. 3:0 to wynik budzący respekt. Zobaczymy, czy Schalke w końcu złapie wiatr w żagle i druga część, a w zasadzie już pomału zbliżająca się końcówka rudny jesiennej, będzie lepsza.

Sobota

Bayern ostatnio spisuje się naprawdę dobrze, a fakt, że Ribery już niedługo będzie gotowy do gry, a Robben rozpoczął treningi biegowe, świadczy o tym, że jak ci piłkarze dołączą do składu będzie jeszcze lepiej. Teraz Monachijczycy wybrali się w podróż do Monchengladbach, by zmierzyć się z miejscową Borussią. Tak naprawdę goście powinni do przerwy prowadzić 3 bramkami, bo m.in. Schweisteiger trafił raz w słupek i poprzeczkę. Niewykorzystane sytuacje się mszczą i ostatecznie, mimo prowadzenia po pierwszej połowie 3:1, Bayern zremisował 3:3. Głupia strata punktów, ale trzeba powiedzieć, że gra była dobra i zabrakło tylko szczęścia.

Ciekawie zapowiadał się pojedynek w Hamburgu, gdzie gospodarze mający apetyt i skład na pierwszą piątkę ligi podejmowali dobrze grające Hoffenheim. No i faktycznie nie można było się nudzić, oglądając tę rywalizację, w której pierwsza połowa należała do gości i w zasadzie tylko na własne życzenie nie prowadzili po niej. HSV wygrało 2:1, a zadecydowała akcja Ze Roberto, który w musu występował na lewej obronie, Petric w 83 minucie. Dzięki temu podopieczni Veha zrównali się w tabeli punktami z Wieśniakami.

Zawodnicy Eintrachtu są w dobrej formie ostatnio, a szczególnie Gekas, który w drugiej części poprzedniego sezonu sprowadzony do Herthy, jako deska ratunku mająca uchronić klub z Berlina przed spadkiem, nie spisywał się tak, jak oczekiwali kibice. 11 kolejka dla Frankfurtczyków to mecz przeciwko Wolfsburgowi, który wygrali 3:1, a Gekas dwukrotnie pokonał Bengalio. Potencjał kadrowy Wilków jest spory i na pewno 13 miejsce to dla nich porażka, a teraz czeka ich ciężki pojedynek z Schalke. Dla kontrastu pozycja, którą ekupuje Eintracht jest sukcesem.

Mainz to jakby nie patrzeć na razie największa rewelacja bieżącego sezonu w lidze niemieckiej, bo byli przez kilka kolejek liderem. Ostatnio jednak nie idzie najlepiej drużynie FSV i tak samo nienajlepiej wypadli w spotkaniu w Freiburgu, w którym przegrali 0:1. Jako ciekawostkę dodam, że obydwie ekipy pozostają jedynymi w Bundeslidze, które jeszcze nie zremisowały meczu.

FC Koln moim zdaniem jest głównym kandydatem do spadku i naprawdę będę dość zaskoczony, jak uda im się utrzymać. Strzelają mało bramek, tracą sporo i przede wszystkim przegrywają spotkania, pomijam wygraną w zeszłym tygodniu. Tym razem musieli uznać wyższość Norymbergi, która łatwo poradziła sobie z rywalami, wygrywając przed własną publicznością 3:1. Zespół gospodarzy to jedna z niespodzianek obecnego sezonu, bo spisują się relatywnie bardzo dobrze, a w ostatnich 5 kolejkach zdobyli aż 12 punktów.

Niedziela

O 15:30 w Hanoverze rozegrał się hit 11 kolejki ligi niemieckiej, w którym podopieczni Mirko Slomki, który na pewno nie może narzekać na ogólną postawę swojej drużyny, ale kilka tygodni temu był bardziej szczęśliwy, podejmowali lidera z Dortmundu, w składzie którego od pierwszej minuty zagrał Piszczek. Gospodarze nie mieli nic do powiedzenia, zostali zmiażdżeni 4:0, Kagawa udowodnił po raz kolejny, że jest jednym z najlepszych piłkarzy na niemieckich boiskach, a Lewandowski i Błaszczykowski zdobyli kolejno swoją 3 i 2 bramkę w sezonie. Klopp musi być zachwycony, bo Borussia umacnia się na pozycji lidera, a ich gra jest świetna.

Bayer Leverkusen pokonał na Bay Arena 3:1 FC Kaiserslautern, mimo prowadzenia gości 1:0. Bohaterem meczu był Sam, którego trafienie na 3:1 było przedniej jakości. Gospodarze są nadal w czołówce tabeli i pną się wyżej. Zobaczymy, czy uda im się znaleźć na koniec rundy jesiennej w pierwszej trójce, bo trochę ciężko rokować, co do końca sezonu, bo jeszcze do tego daleka droga. Natomiast beniaminek ląduje tuż na strefę barażową.

Rywalizacja Stuttgartu z Werderem mogła przyćmić spotkanie między Hannoverem, a Borussią Dortmund, ale nie można było raczej nazwać jej hitem ze względu na niezbyt wysokie pozycje w tabeli obu ekip, chociaż tak naprawdę nie muszą być one wyznacznikiem, czy dany mecz jest hitem. W każdym razie VFB zdeklasowało ekipę z Bremy 6:0, co na pewno było niespodziewane. Stuttgart odnosi 3 zwycięstwo w lidze i 2 w tak imponującym stylu, bo przypominam, że pokonali nawet wyżej, gdyż 7:0, Borussie M.

Tabela. Oczywiście w przypadku równej liczby punktów decyduje różnica bramek.

1)Borussia D. – 28 punktów
2)Mainz – 24 punkty
3)Bayer – 21 punktów
4)Eintracht – 19 punktów
5)Hoffenheim – 18 punktów
_________

14)Stuttgart – 10 punktów
15)Kaiserslautern – 10 punktów
16)Schalke – 9 punktów
17)Kolonia – 8 punktów
18)Borussia M. – 7 punktów

Liga Mistrzów, Eliminacje Ligi Mistrzów, Liga Europy, Baraże, Spadek.

Strzelcy:

Gekas – 11 goli, Eintracht
Cisse – 9 goli, Freiburg
Dzeko – 7 goli, Wolfsburg
Ba – 6 goli, Hoffenhaim
Almeida – 6 goli, Werder
Lakic – 6 goli, Kaiserslautern
Grafite – 6 goli, Wolfsburg
Huntelaar – 6 goli, Schalke
Barrios – 6 goli, Borussia D.

czwartek, 4 listopada 2010

Podsumowanie czwartej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów 2 i 3 listopad

Wtorek

Grupa A

Tottenham 3:1 Inter

Wszyscy doskonale pamiętają, co zdarzyło się przed dwoma tygodniami na San Siro, dlatego też tym większe apetyty na doskonałe widowisko były uzasadnione. Mecz na pewno nie zawiódł, bo był ciekawy, ale zawiódł trochę zespół Beniteza, który praktycznie nie miał nic do powodzenia. Piłkarze gospodarzy byli lepsi, szybsi, agresywniejsi i zasłużenie odnieśli zwycięstwo. Bale zagrał znowu wyśmienite spotkanie, ale tym razem gola nie zdobył.

Werder 0:2 Twente

Dla Niemców jak i Holendrów pojedynek na Weser Stadion przed własną publicznością był ostatnią deską ratunku. Jak któraś z ekip chciała się jeszcze realnie liczyć w walce o 1/8 Ligi Mistrzów, musiała wygrać. Bremeńczycy polegli na własne życzenie, bo nie wykorzystali kilku niesamowicie dogodnych sytuacji, a poza tym od 76 minuty grali w 10 po czerwonej kartce dla Fringsa. Twente strzelało między 81 i 84 minutą. Ekipa Schaafa ma teraz niewielkie szanse nawet na miejsce numer 3.

Grupa B

Hapeol 0:0 Schalke

O tym jak fatalnie spisuje się zespół wicemistrza Bundesligi w obecnym sezonie na własnym podwórku, można by pisać wiele, ale w Lidze Mistrzów idzie im naprawdę dobrze. Teraz wybrali się w długą podróż do Tel-Awiwu, gdzie przyszło im zmierzyć się z mistrzem Izraela. 3 punkty przybliżały ich znacznie do awansu. Niestety, ale piłkarze Magatha nie dość, że nie wygrali, to jeszcze zaprezentowali się bardzo słabo.

Benfica 4:3 Lyon

Rywalizacja w Lizbonie była niemal identyczna jak spotkanie sprzed dwóch tygodni między Interem, a Tottenhamem. Gospodarze prowadzili 4:0 i grali wyśmienitą piłką, pięknie 2 bramki zdobył Coentrao, ale w ostatnich 15 minutach do głosy doszli w końcu przyjezdni. Udało im się trzykrotnie pokonać bramkarza Benfici, ale i tak musieli ostatecznie pogodzić się z porażką. Myślę, że kwestia awansu z grupy B może rozstrzygnąć się dopiero w ostatniej kolejce.

Grupa C

Valencia 3:0 Rangers

Ten dwumecz, którego pierwsza część miała miejsce w 3 kolejce w Szkocji, gdzie padł remis 1:1, miał rozstrzygnąć kwestie drugiego miejsca w grupie. Bliżej awansu są Hiszpanie, którzy wygrali zasłużenie, bo po prostu przeważali, mimo że goście dwukrotnie trafiali w słupek. Poza tym Rangersów kilkakrotnie ratował świetnymi interwencjami McGregor.

Bursaspor 0:3 Manchester

Mistrz Turcji miał być wielką niewiadomą tej edycji Champions Leaguge, ale jak na razie jedyną niewiadomą jest kwestia, czy w końcu uda im się strzelić chociaż jedną bramkę. Czwarte spotkanie i czwarta porażka do zero sprawiają, że Bursaspor to najgorsza drużyna fazy grupowej. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, bo już nawet na trzecie miejsce nie ma praktycznie żadnych szans.

Grupa D

Kopenhaga 1:1 Barcelona

Gospodarzy mieli być dostarczycielem punktów, a oni po czterech kolejkach okupują drugą lokatę i tracą tylko punkt do lidera – Barcelony, z którym zremisowali. Oczywiście przyjezdni mieli przewagę w posiadaniu piłki, bo to się nie zmienia, ale nie udało im wygrać. Sytuacja zaskakująca, bo Katalończycy nie mają jeszcze zapewnionego awansu, a przecież grupa nie wydawała się teoretycznie trudna.

Rubin 0:0 Panathinakos

Jakby któraś z tych drużyna umiała strzelać bramki, sytuacja w grupie wyglądałaby zupełnie inaczej. Barcelona i Kopenhaga miałyby problem, bo musieliby się obawiać swoich pozycji. To tylko gdybanie, bo nawet w dwóch bezpośrednich pojedynków ani Rosjanie, ani Grecy nie byli w stanie zdobyć w końcu trzech punktów. Nie sądzę, że mając 2 i 3 punkty po czwartej kolejce, da się awansować dalej.

Środa

Grupa E

Cluj 0:4 Bayern

Bawarczykom do przypieczętowania awansu wystarczył remis. Plaga kontuzji w klubie nadal trwa, dlatego też tylko 4 piłkarzy zasiadło na ławce rezerwowych. Goście zagrali mimo wszystko naprawdę bardzo dobre spotkanie. Dominowali w pierwszej połowie, prowadząc już 2:0, natomiast jedynie pierwsze 25 minut drugiej części było słabe, a Rumunom na przeszkodzie strzelenia gola stawał albo słupek albo świetnie broniący Butt. Kiedy w 70 minucie Mario Gomez strzelił swoją trzecią bramkę, dominacja Niemców powróciła, co owocowało golem na dobicie w 90 minucie autorstwa Mullera.

Basel 2:3 Roma

Rzymianie przystępowali do tego spotkania, jako ostatni zespół w grupie, co było niespodzianką. Piłkarze włoscy po prostu musieli zdobyć trzy punkty i swoje zadanie wykonali. Dzięki temu zwycięstwu wskakują na miejsce drugie, ale w żadnym wypadku nie mogą być pewni awansu. W następnej kolejce pojedynek z Bayernem, więc mimo że Niemcy mają awans zapewniony, łatwo nie będzie na pewno.

Grupa F

Zilina 0:7 Marsylia

Zespół Olimpique wylał całą swoją frustrację związaną z słabym startem w fazie grupowej Ligi Mistrzów. No bo jak inaczej wytłumaczyć pogrom, istną deklasacje rywali? Prowadzili od 63 minuty 7:0, więc zostało im jeszcze prawie pół godziny, aby pobić rekord Liverpoolu z sezonu 2007/2008, kiedy to The Reds pokonali w stosunku 8:0 Besiktas. Ta sztuka się nie udała, ale wynik 7:0 jest najwyższym zwycięstwem w tym sezonie w Champions League i ma ogromne szanse nim pozostać.

Chelsea 4:1 Spartak

The Blues podobnie jak Bayern i jeszcze dwie drużyny, o których będzie mowa niedługo, musieli zdobyć punkt, aby zagwarantować sobie awans. Jak wiadomo Chelsea nigdy nie gra o remis i tak samo było tego wieczora, kiedy w bardzo dobrym stylu rozprawili się z zawodnikami z zimnej Moskwy 4:1. Warto odnotować, że 2 bramki dla Londyńczyków zdobył Ivanovic. W następnej kolejce Rosjanie podejmą Marsylczyków i będzie to najważniejsze spotkanie dla obydwu drużyn.

Grupa G

Milan 2:2 Real

Największy hit 4 kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów bez żadnych wątpliwości rozgrywał się w Mediolanie. Podopieczni Jose Mourinho, który był pewny zwycięstwa, potrzebowali też tylko punktu, aby być w 1/8. Królewscy grali lepiej, mieli więcej dogodnych sytuacji, ale wygrać się nie udało. Dodatkowo, bramkę na wagę remisu zdobył Pedro Leon w ostatniej minucie, natomiast przy trafieniu Inzaghiego na 2:1 był wyraźny spalony. Można także odnotować żenujące zachowanie Ronaldo w pierwszej połowie, kiedy symulował faul.

Auxerre 2:1 Ajax

Pojedynek kopciuszków tej grupy miał sporą wagę, bo Auxerre potrzebowało bezwzględnie wygranej, aby zachować szanse na trzecie miejsce, a Amsterdamczycy potrzebowali także wygranej, ale aby zachować realne szanse na drugie miejsce. Sytuacji dla Ajaxu nie brakowało, ale skutecznego wykończenie owszem. Mimo wszystko nawet porażka nie zabiera gościom nadziei na awans, ale będzie o to bardzo ciężko, gdyż w meczu, który może o tym zaważyć, będą gościć w Mediolanie.

Grupa H

Szachtar 2:1 Arsenal

Kanonierzy jechali do Doniecka z misją zapewnienia sobie awansu, a do tego wystarczający był remis, ale nawet go nie udało się wywieźć z Ukrainy. Arsenal co prawda grał bez m.in. Fabregasa, Van Perskiego czy Vermalena, ale mało kto się spodziewał, że gospodarze będą w stanie zgarnąć 3 punkty. Były klub Mariusza Lewandowskiego ma już 9 punktów, ale kwestia tego, kto awansuje rozstrzygnie się w ostatnich dwóch kolejkach, ponieważ…

Partizan 0:1 Braga

Zespół Sportingu Braga wygrywa po raz drugi. Dzięki temu mają już 6 punktów i o wiele lepszą sytuacje niż po pierwszych dwóch spotkaniach. Pewnym awansu nie może być także Arsenal, który w następnej kolejce zmierzy się z Bragą, która rozkręca się z meczu na mecz.

środa, 3 listopada 2010

Kno - Death Is Silent

Albumów z 2010 roku przesłuchałem już naprawdę sporo i sam się sobie dziwie, że tak wiele bieżących produkcji gościło w moich słuchawkach oraz głośnikach. Żeby w tym czasie ogarniać tyle samo płyt z poprzednich lat – jak u Mac Dre ,,24 hours in a day I need ten more”. Nic się z tym nie zrobi, więc trzeba po prostu ograniczyć słuchanie tej najnowszej muzyki, czasami pewnie kosztem perełek typu ,,Night Train”, ale cóż. Postanowienie szybkie i krótkie jak u VNM’a, dlatego recenzji krążków (wliczając w to epki) z 2010 będzie pojawiać się zdecydowanie mniej niż kiedyś. Myślę, że pojawi się jeszcze maksymalnie 6 może 7. ,,Death Is Silent” jest jedną z nich. Raczej nie ściągałbym tego materiału, gdyby nie fala pozytywnych opinii, która pojawiła się w internecie. Może to trochę dziwne, bo lubię Cunninglynguist, a Kno to dla mnie jeden z najlepszych producentów ostatniej dekady. W każdym razie pobrałem, posłuchałem i napisałem co nieco.

Sam tytuł albumu niesie ze sobą pesymistyczne przesłanie, które idealnie zostaje zaprezentowane i rozwinięte na płycie. Warto zwrócić na niektóre tytuły (tytuły, a nie tematy) kawałków, które nie pozwalają raczej przejść obok siebie obojętnie. Począwszy od wprowadzający nastrój ,,Death Is Silent” przez mocniejszy ,,Loneliness” oraz schyłkowy ,,Graveyard” do wręcz porażającego swoją wymową ,,I Wish I Was Dead”. Warstwa tekstowa oscyluje wokół przygnębiających, ponurych, smutnych i trudnych, ale zarazem będących nieodłącznym elementem naszego życia, tematów – zawody, rozstania, załamania. Kwestia śmierci jest naturalnie głównym motywem na krążku, a chociażby numer ,,Death Is Silent” daje słuchaczom jej opis. Kno przedstawia kostuchę jako niezwyciężoną, a zarazem podziwia ją. Dostrzegam w wersach wartość poetycką, a sporo z nich jest tak umiejętnie złożona, że nie pozwala o sobie zapomnieć. Lirycznie ogólnie jest bardzo dobrze, a klimat, jaki wprowadzają wszystkie linijki nie spotyka się na co dzień. Dodatkowo wielkie uznanie należy się perfekcyjnie wykonanym refrenom.

emotions are a token of the heart’s intent
but streaks on your cheek makes your heart resent
a man made of stone has nothing to say
when he can’t keep the nothing at bay
when my grandfather died, dry eyes no tissue
but damn, I miss you


Teksty tekstami, ale myślę, że prawdziwą siłą albumu jest brzmienie. Pewien ziomek, który też prowadzi bloga, którego lubię czytać, bo prawi do rzeczy i merytorycznie, napisał na temat oprawy muzycznej takie coś ,,Powiem ci tak, jak ta muzyka cię nie ruszy, to już nic cię nie ruszy”. Zgadzam się z tym w stu procentach. Łagodne dźwięki pianina czy gitary jak i wielu innych instrumentów tworzą wręcz przeszywającą atmosferę. Oczywiście dominują bity spokojne, wolne, refleksyjne. Są tak fantastyczne, że bez wahania zdecydowałem się pobrać wersję instrumentalną krążka i na pewno będę nie raz jej słuchał nocami, rozmyślając o życiu, bo jak Słoń czasem sam tonę w morzu złych myśli. Ciężko mi wskazać ulubiony podkład, bo musiałbym wypisać połowę krążka, a to bez sensu. W kwestii flow Kno raczej nigdy nie był mocarzem, ale dla mnie trzyma dobry poziom i nigdy nie miałem zastrzeżeń. Tak samo jest i tutaj. Ten raper ma łagodny głos, który świetnie pasuje do takich trudniejszych, poważniejszych i rozkminkowych tematów. Dlatego od strony wokalnej, mając na uwadze kwestie tematyczną, Kno wypada w samych superlatywach.

Wydawnictwo wręcz piorunująco przypomina mi ,,Never Trust The People” od Little Eskimos Jesus. Oba albumy łączy fakt, że są utrzymane w bardzo poruszającej, depresyjnej, dołującej atmosferze. Różnią się oczywiście innymi elementami, ale to nie temat porównawczy. Kno wydał świetną płytę, udowadniając, że jest wyśmienitym artystą, który jest w stanie wnieść sporo do tej muzyki, która niestety zaśmiecona jest wieloma brudami.. Słuchanie tego LP jako tła do grania na komputerze, gadania z kimś na gg to marnowanie czasu, bo nie da się wyłapać jego kwintesencji, jak nie skupi się w stu procentach. Niestety, ale ,,Death Is Sileni” jakoś nie powaliła mnie tak bardzo jak ,,Never Trust The People”, ale doceniam jej oryginalność, koncept i klasę.

9/10

wtorek, 2 listopada 2010

10 kolejka Bundesligi

Piątek

Bayern podejmował w pierwszym spotkaniu 10 kolejki w Niemczech zespół z Freiburga, który był wyżej w tabeli. Gospodarze zagrali jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie, choć nie wiem, czy to powód do dumy, bo tych naprawdę dobrych było jak na lekarstwo. Bawarczycy wygrali 4:2, co jest pewnego rodzaju przełamaniem, bo po raz pierwszy w tych rozgrywkach udało im się zdobyć więcej niż 3 gole. Dzięki tak okazałej wygranej mistrzowie Niemiec nie są już na ostatnim miejscu pod względem liczby strzelonych bramek w Bundeslidze ale… przedostatnim. Tym razem będący w wybornej dyspozycji strzeleckiej napastnik gości Cisse nie zdołał wpisać się na listę strzelców.

Sobota

Wydawało się, że pokonanie w poprzedniej kolejce St. Pauli, co prawda w dość kontrowersyjnych okolicznościach, okaże się być bodźcem, który pchnie ekipę Kellera do przodu. Jednak tak się nie stało i tym razem gracze Stuttgartu musieli uznać wyższość Wolfsburga, który przed własną publicznością zasłużenie i w dobrym stylu pokonał ich 2:0. VFB cały czas szuka formy, Camoranesi nie mieści się w składzie, natomiast Wilki też nie imponują swoją postawą jak do tej pory.

Werder w ostatnich czterech meczach wygrywał w Bundeslidze trzykrotnie tylko raz remisując, więc wydawało się, że pokonanie w Bremie słabszej Norymbergi nie będzie problematyczne. Mimo problemów kadrowych w obronie (Wesley zmuszony do gry na prawej stronie) wszystko zaczęło się zgodnie z planem od trafienia Almeidy w 5 minucie i gospodarze mogli spokojnie podwyższyć prowadzenie. Mogli, ale stało się inaczej, bo to ostatecznie przyjezdni zwyciężyli 3:2, a gol na 3:1 padł po akcji, w której piłka trafiła po uderzeniu w poprzeczkę, po dobitce w słupek i potem następnej do bramki.

Zarówno bez Van Nistlelrooya jak i Ze Roberto Hamburg pojechał do Kolonii, aby zmierzyć się z ostatnią w tabeli ekipą gospodarzy. Miało to być łatwo, gładko i przyjemnie, ale to jest Bundesliga i tutaj wszystko może się zdarzyć. Przypomniał o sobie najlepszy snajper FC Koln z zeszłego sezonu – Novakovic, który zdobył hattricka, a jego drużyna pokonała HSV 3:2. Miejscowi zdobywają 3 punkty, która pozwalają im opuścić strefę spadkową i nawet znaleźć się na miejsce poza strefą barażową.

Idrissou na pewno nie będzie wspominał wyjazdowego pojedynku z FCK1 dobrze, bo takiego kiksa, jaki popełni dawno nie widziałem. Nie trafił do pustej bramki z sześciu metrów. Może podwójnie żałować, bo mógł grać Borussi Moenchengladbach prowadzenie, gdyż wtedy był jeszcze wynik 0:0. To się brutalnie zemściło, bo Kaiserslautern zdobyło w ostatnich 20 minutach aż 3 gole i pewnie wygrało spotkanie. Bramka na 1:0 autorstwa Tifferta to jedna z najpiękniejszych (jak nie najpiękniejsza) bramek w bieżącym sezonie ligi niemieckiej.

Eintrachtowi idzie jak na razie naprawdę dobrze. Ostatnio nie przegrywają, strzelili sporo bramek, nie stracili zbyt dużo, a teraz dokładają kolejne 3 punkty do puli, ogrywając na nieswoim terenie beniaminka ST. Pauli 3:1. Gospodarze ogólnie też nie mają co narzekać, bo ich pozycja w lidze jest bezpieczna, ale wiadomo, że sezon się rozkręca i wszystko się może zdarzyć. Ja osobiście typuje jednak Sankt Pauli do spadku.

Godzina 18:30 przyniosła hit sobotnich meczów. Schalke, które jest największą niepozytywną niespodzianką, podejmowało na własnym stadionie Bayer Leverkusen. Podobało mi się spotkanie, bo oglądałem tę rywalizację. Niestety, drużyna Magatha nadal pogrążą się w marazmie, bo nie dość, że nie wygrali, to jeszcze ulegli 0:1. Dorzucając do tego fakt, iż Huntelaar dwukrotnie uderzał w aluminium, potęguje tylko gorycz porażki. Nie wiem, ile czasu będzie miał trener Schalke, aby coś zmienić, by sprawić, żeby w końcu jego drużyna zaczęła wygrywać. W każdym razie wicemistrz kraju nie może być po 10 kolejce gorszym tylko od Borussi M.

Niedziela

Natomiast największym hitem tej rundy spotkań w Niemczech był bezwątpienia pojedynek lidera tabeli z wiceliderem, a więc Mainz z Borrusią Dortmund. Rywalizacja stała na wysokim poziomie i nie brakowało jej niczego. Były bramki, dogodne okazje, zmarnowane sytuacje. Jak już mowa o tych ostatnich, to należy wspomnieć, że gospodarze zmarnowali rzut karny w sytuacji, kiedy przegrywali 0:1. To był punkt zwrotny meczu, bo później Barrios podwyższył na 2:0 i Jurgen Klopp z ekipą wskoczyli na pozycję numer jeden.

W pojedynku kończącym rywalizację 10 kolejki najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech Hoffenhaim podejmowało Hannover 96. Wieśniaki urządziły sobie ostre strzelanie i przejechały po gościach jak pług po polu, wygrywając 4:0. Postawa Hoffenhaim w lidze wymaga słów uznania, bo grają ładnie, widowiskowo i są na wysokim miejscu.

Tabela. Oczywiście w przypadku równej liczby punktów decyduje różnica bramek.

l)Borussia D. – 25 punktów
2)Mainz – 24 punkty
3)Hoffenhaim – 18 punktów
4)Bayer – 18 punktów
5)Eintracht – 16 punktów
___________

14)Kaiserslautern – 10 punktów
15)Kolonia – 8 punktów
16)Stuttgart – 7 punktów
17)Schalke – 6 punktów
18)Borussia M. – 6 punktów

Liga Mistrzów, Eliminacje Ligi Mistrzów, Liga Europy, Baraże, Spadek.

Strzelcy:

Gekas – 9 goli, Eintracht
Cisse – 8 goli, Freiburg
Dzeko – 7 goli, Wolfsburg
Ba – 6 goli, Hoffenhaim
Almeida – 6 goli, Werder
Lakic – 6 goli, Kaiserslautern
Grefite – 6 goli, Wolfsburg