sobota, 3 sierpnia 2024

15 najlepszych lirycznie raperów (stan na rok 2007)

Pamiętam, jak właśnie w 2007 roku założyłem taki temat na forum. Każdy wpisywał swoje typy i był to wg mnie jeden z ciekawszych tematów do przeglądania. Kilka miesięcy temu naszło mnie na przypomnienie sobie, jakich raperów wtedy wytypowałem i jakby wyglądała lista na rok obecny. Jak wiadomo moja ogromna zajawka rapem skończyła się w roku 2012, ale od momentu stworzenia listy w 2007 do roku 2012 poznałem trochę nowych raperów i pytanie czy któryś z tych poznanych znalazłby się na liście 15 najlepszych tekściarzy? Czy wszyscy wymienieni na liście sprzed 17 lat utrzymaliby się w niej? Odpowiedzi brzmią kolejno: tak i nie, więc będą zmiany.

Zanim wymienię swoje top 15 lirycznych raperów obecnie poruszę dwie kwestie. Po pierwsze co rozumiem poprzez temat, a po drugie jak wyglądała lista w roku 2007. Tak więc wybierając 15 najlepszych lirycznie raperów brałem pod uwagę takie kryteria jak: technika składania rymów, punchliny, gry słowne storytellingi, słownictwo, koncepty. A teraz lista na rok 2007, która (kolejność przypadkowa) na 95% wyglądała tak:

1)GZA
2)Vakill
3)Common
4)Chino XL
5)Canibus
6)Big Daddy Kane
7)Kool G Rap
8)Rakim
9)Notorious B.I.G.
10)Gift of Gab
11)Big L
12)O.C.
13)Nas
14)Pharoahe Monch
15)MF Doom

Napisałem na 95%, ponieważ nie jestem pewny czy nie umieściłem w niej Ras Kass’a zamiast kogoś. Co do listy na rok obecny, to niektórych raperów byłem pewny na sto procent, że zostaną, natomiast kilku zostało podjętej weryfikacji. To znaczy posłuchałem ich muzyki, aby zobaczyć czy się utrzymają. No i aby było ciekawie już powiem, że weryfikacji nie przeszło 3 raperów.

Co do listy na rok 2024 to umieszczę ją w osobnym wpisie, a mam już ją praktycznie gotową. Tylko pozostaje ją przygotować. Dam do każdego wyboru moje krótkie uzasadnienie.

czwartek, 25 lipca 2024

Dumbfoundead - DFD (2011)

1)Town
2)Killers
3)Cool And Calm
4)Green
5)Run Home
6)Cell Phone featuring Breezy Lovejoy, Wax
7)Brb featuring Adrew Garcia
8)Bitch featuring Breezy Lovejoy
9)Son Of A Gun
10)Studio Apartment
11)No More Sunny Days featuring Breezy Lovejoy
12)Tour Up featuring Wax
13)Are We There Yet

Nie słuchałem zbyt wielu raperów azjatyckiego pochodzenia, a ci których słuchałem nie wyróżniali się niczym szczególnym. W przypadku Dumbfoundead’a sytuacja jest zupełnie inna. Tak naprawdę słuchałem go już w 2007 roku na projekcie Super Barrio Bros, ale nie szukałem (albo pewnie szukałem i nie było w tamtych czasach) zbytnio o nim informacji. Na pewno nie brzmiał jak Azjata, a rapować potrafił i wyróżniał się umiejętnościami. W 2010 roku, pisząc notkę o innowacyjnym rapie, wspomniałem o Super Barrio Bros i raperze, myśląc że jest z Japonii.

Tak naprawdę Dumbfoundead urodził się w Argentynie i jest pochodzenia południowo koreańskiego. Przedstawiona płyta to jego oficjalny solowy debiut. No i udowodnił na nim, że naprawdę potrafi rapować i to bardzo dobrze. W tekstach cechują go ironia, sarkazm, błyskotliwość, inteligencja, dystans, cynizm, a wszystko to połączone z bardzo dobrą techniką składania rymów. Nierzadko rymy podwójne i czasami wielokrotne. Potrafi również popisać się ciekawymi grami słownymi np. w numerze „Cell Phone”:

I'm a lover not a fighter, why my knuckles feel numb?
No pun intended but I really feel dumb
Found dead on my neighbors front lawn throwing up

Spektrum tematów, które porusza jest ogólnie szeroki. Reprezentowanie miasta, kłopotliwa relacja z dziewczyną, barwy opis przeżyć po imprezie na drugi dzień czy ogólne refleksje. Flow ma na wysokim poziomie, potrafi nawinąć spokojnie, a także przyspieszyć. Zachować się raz nieszablonowo z energią, a raz leniwiej, świetnie balansują swoją nawijką na bitach, które w zdecydowanej większości są (jeszcze) naprawdę dobre i fajnie się ich słucha.

Napisałem „jeszcze”, bo jeżeli chodzi o kolejne płyty rapera, to już sprawa wygląda gorzej. Koreaniec zbyt mocno zaczął eksperymentować z brzmieniem oraz swoim sposobem rapowania (na debiucie namiastką jest „Green”), co nie spotyka się z moją aprobatą. Sporo bitów na późniejszych dokonaniach rapera jest męcząca i na dłuższą metę asłuchalna. Mimo wielkich umiejętności lirycznych oraz flow nie siada mi to, dlatego debiut to jego najlepsza płyt, której słucha się dobrze w całości.

piątek, 19 lipca 2024

BonSoul – Spadały gwiazdy

Rozpoczynam nowy cykl wpisów. Będę przedstawiał pokrótce jeden kawałek, który w ostatnim czasie wywarł na mnie duże wrażenie.

Bonson – jeden z najlepszych polskich raperów, a wg mnie po prostu najlepszy. Pionier i niewątpliwie mistrz technicznego podejścia do ulicznego rapu – bo chyba nie przesadzam nazywając go w taki sposób. Kto przed nim łączył uliczny rap, refleksje z podwójnymi rymami na polskiej scenie? Trochę Pezet, ale ogólnie rzecz biorąc Bonson to inny typ rapera, będący głębiej w tematach ulicznych i refleksyjnych, więc jak nie pionier, to na pewno osoba, która wzniosła to na inny poziom – nieosiągalny dla nikogo. Jego technika składania rymów ewoluowała przez całą karierę do takiego stopnia, że swoboda w stosowaniu podwójnych wielokrotnych na niebanalnych słowach przynosi mi skojarzenia z Kool G Rapem.

Byłem pod wrażeniem wielu numerów Bonsona, ale „Spadały gwiazdy” nagrane jako BonSoul mnie zmiażdżył. Samo rozpoczęcie pierwszej zwrotki jest niesamowite, bo dostajemy follow-up do wspomnianego wyżej Pezeta (do wg mnie jego najlepszego kawałka), połączony z follow-upem do HST. Nigdy nie słyszałem, aby jakikolwiek polski raper zrobił podwójny follow-up:

Lat szesnaście, piękna młoda buźka to jest nie z tej bajki
Ja bohater, ale ona nie chce tańczyć

Jednak kwintesencją jest druga zwrotka, gdzie Bonson żegna się z rapem w sposób wymowny, ironiczny i chwytający za serce. Jest świadomy swoich umiejętności, pozycji oraz tego, co dokonał na scenie:

Nie spotkamy się już w Płocku czy na Popkillerach
Puszczę jeszcze parę zwrotek, tak na do widzenia
Ja już nic nie muszę, ja już jestem wolny teraz

Zarazem boli go, że muzyka, którą robi obecnie nie znajdzie zbyt wielu odbiorców, a scena się zmieniła (na gorsze wiadomo, jak się słyszy niektórych wyjców, to… Liber to idealnie ujął w „Olo!”, o czym też miałem kiedyś napisać) i nie potrzebuje już Bonsona:

Nie będę Ci wciskał kitu, że nie boli nieraz
Boli, kurwa, jakby dealer lewy koks Ci sprzedał
Gdy dociera, że bez Ciebie nadal stoi scena

Obecnie słuchacze rapu zupełnie nie doceniają i nie rozumieją muzyki rapera:

Dziś, gdy przez przypadek puścisz se mój głos na pętli
Reszta powie "Kurwa, co za smęty"

A przecież kto inny jak nie Bonson:

(…)dał wersy, aż Ci włosy stały dęba?
(...)Cię ściągnął z pętli, trzymał dłoń, byś nie spadł?
(...)na siebie wziął to wszystko, co przygnębia

Mam nadzieję, że numer jest nagrany pod wpływem emocji i Bonson będzie dalej nagrywał, bo dla mnie jest najlepszy. Kiedyś myślałem, że najlepszym raperem w Polsce będzie VNM, ale zaczęło mu odwalać po drugiej solówce i jego muzyka od tamtego czasu to równia pochyła z małymi przebłyskami. Bons natomiast od lat prezentuje poziom mistrza.

piątek, 31 maja 2024

Natas – Doubelievengod (1995)

1)Doubelievengod
2)NATAS
3)Pop Pop
4)Midnight
5)Itzalright
6)Can I R.I.P.
7)Torture featuring Dice
8)We Almost Lost Detroit
9)Heaven
10)I Don't Cafre
11)Scream
12)Fuck da World
13)Y'all Will Realize
14)The Night Is Mine
15)Sunday School
16)Mad At The World
17)Propalactic Tacticz
18)No Fault Insurance

Jest to trzecia płyta w dorobku nieistniejącego już zespołu z Detroit, w skład którego wchodzą Esham, Mastamind oraz T-N-T. Co do tego ostatniego rapera, to właśnie jego śmierć w wypadku samochodowym w 2014 roku spowodowała przerwanie działalności. Nazwa zespołu to skrót od Nation Ahead of Time And Space, pierwotnie Niggas Ahead of Time And Space, a czytana od tyłu to Satan. Pierwszy i jedyny raz ich płyt miałem okazję słuchać jakoś na przełomie listopada/grudnia 2007, kiedy przeżywałem bardzo dużą zajawkę na gangsta-rap różnego rodzaju. Średnio podeszły mi ich płyty (zresztą samego Eshama uważam za jednego z najbardziej przecenianych raperów), ale wczoraj z uwagi na Boże Ciało postanowiłem na przekór powrócić do „Doubelievengod” uważanej ogólnie za najlepszą płytę od Szatanów.

No i wkręciła mi się mocno, słuchałem jej już kilkukrotnie aż wreszcie postanowiłem coś o niej napisać. Natas zaliczani są do horrorcoru (pierwotnie zwanego acid rapem) i właśnie takie treści można znaleźć na krążku. Bezkompromisowe, brutalne czasami wręcz przeciągnięte do granic możliwości opowieści o zabijaniu, gwałceniu, bezczeszczeniu i kpieniu (jak najbardziej wg mnie trafnym) z religii. Temu wszystkiemu towarzyszą niezłe nawijki całej trójki raperów czasami wręcz psychodeliczne, szczególnie w kawałku „Midnight” będącym solowym popisem lidera grupy Eshama. Jednak zarówno T-N-T, jak i Mastamind potrafią swoim sposobem rapowania wnieść atmosferę grozy, przerażenia i niepokoju. Kilka moich ulubionych fragmentów:

I never ever believed, I've been deceived like Adam and Eve
My thoughts bust to make my mind bleed
In God you trust, but in God I bust caps
To peel caps and fill bloody naps, bitch

And I don't believe in shit I don't see
So don't ask me 'bout G-O-D 'cause my religion is reality

Ah! Fantasies is unreal
I'm burnin' you pigs with black steel
And killin' childrens for your Happy Meals
Like taking candy from a baby
I murdered my old lady with a .380
Because the pussy drove him crazy

Takich mocnych wersów jest oczywiście więcej. Za produkcję odpowiada Esham i spisał się bardzo dobrze. Może nie są to bity, które nadają się do słuchania w samochodzie czy gdzieś w tle, ale stanowią idealne tło pod klimat, w którym płyta jest nagrana. Momentami minimalistyczne, niepokojące, mroczne i przeszywające. Dokładnie takie jak linijki chłopaków. Płyta naprawdę mi siadła i doceniam ją o wiele bardziej niż kiedyś. Czy przypomnę sobie inne dokonania zespołu? Raczej wątpię, próbowałem słuchać ich najnowszej płyty z 2014 roku, ale po kilku kawałkach wyłączyłem, a do innych albumów mnie nie ciągnie. Niemniej kilka numerów z „Doubelievengod” dodałem do swoich ulubonych na playliscie i będę do nich wracał. 

niedziela, 26 maja 2024

Masta Ace – dyskografia 1990 – 2004

W ostatnich dniach przypomniałem sobie dyskografię Masta Ace’a do płyty z 2004 roku, a więc „A Long Hot Summer” no i naszła mnie ochota, aby coś o tym napisać. Rok 2007 to był ostatni raz, kiedy słuchałem całej dyskografii rapera z Brooklynu. Na pewno za najlepszą płytę uważałem krążek z 2001 roku „Disposable Arts”, a co do reszty to już nie jestem pewny jaką dawałem wtedy kolejność. Wiem tylko, że jest jego jeden album, który ogólnie jest bardzo ceniony w środowisku i przez wielu uważany za najlepsze dokonanie Ace’a, a dla mnie zarówno w 2007 roku jak i teraz sytuacja jest wręcz odwrotna. Ale do rzeczy – o to lista albumów Masta Ace’a z lat 1990-2004 w kolejności od najlepszego wg mnie

1)Disposable Arts 2001 – potwierdziło się to, co uważałem 17 lat temu. Ten krążek to najlepsze co wypuścił nowojorczyk w latach, o których mówimy i na 99% jest to najlepsze jego wydawnictwo ever (mówię to, nie słuchając wszystkiego co nagrał do tej pory). Masta Ace’a lirycznie jest w niesamowitej formie, trafne wersy, różnorodność tematów, budząca respekt technika składania rymów. Gdyby Ace na każdej płycie miał takie teksty jak tutaj (albo jakby Disposable Arts byłoby jedynym jego albumem), to śmiało dałbym go w 15 najlepszych lirycznie raperów (o której ostatniej myślałem). Przeszkadza duża ilość skitów, ale rozumiem koncept. Niestety jest to płyta, od której raper definitywnie zgubił flow, ale o tym trochę później.

2)SlaughtaHouse 1993 – co prawda nagrana pod szyldem Masta Ace Incorporated, ale tak naprawdę to Masta grał tu pierwsze skrzypce. Flow, jaki raper zaprezentował na tym wydawnictwie jest niesamowity. Wzniósł się na wyżyny swoich możliwości i bardzo bardzo niedobrze, że potem już zaczął go gubić, bo to co tutaj robił budzi podziw. Warto nadmienić, że sytuacja, w której znalazł się artysta, kiedy nagrywał płytę miała duży wpływ na to, co wyszło. Miał problemy z wytwórniami i był zły na stan rapu, przede wszystkim popularność gangsta-rapu. Dał upust gniewu i agresji nagrywając naprawdę świetny album, gdzie nie brakuje złośliwości i ciętych wersów wycelowanych właśnie w gangsta-rap na brudnych bitach.

3)Take A Look Around 1990 – to niespodzianka myślę, że nie tylko dla innych, ale przede wszystkim dla mnie. Z tego, co pamiętam za czasów liceum dałem ten album na ostatnim miejscu w dyskografii nowojorczyka. Teraz ląduje jednak na podium i o ile między pierwszymi dwoma pozycjami różnica nie jest duża (choć albumy w zupełnie innych stylach), to Take A Look Around trochę odbiega od drugiego miejsca. Niemniej, jest to naprawdę solidna, dopracowana porcja rapu. Mimo nagrania i rapowania trochę w starej stylistyce (ale co tu się dziwić, jak płyta powstawała w latach 1988-1990), nie męczy to, a w niektórych momentach wręcz ręce same składają się klaskania przy mikrofonowych popisach rapera i słucha się tego naprawdę dobrze jako całości.

4)Sittin’ On Chrome 1995 – w roku 2007 chyba dałem tę płytę na miejscu numer dwa hmm? Teraz ląduje na miejscu czwartym. Wg mnie brakuje jej takiego czegoś, że chce się ją brać na raz. Niby nie ma na niej nic, co odrzuca, ale z drugiej strony nie ma też nic, co by przykuwało moją uwagę i pozwalało nie przejść obojętnie. Wspominałem, że na Disposable Arts defityniwnie zgubił flow, a właśnie na Sittin’ On Chrome zaczął go gubić i rapować w łagodniejszy, wolniejszy i gorszy sposób. Co tu więcej by napisać? W zasadzie to tyle.

5)A Long Hot Summer 2004 – to właśnie ta płyta, o której pisałem we wstępie. Dla mnie to najbardziej przeceniona pozycja w karierze Ace’a. Nie mówię, że to słaba płyta. Ba, ona jest naprawdę niezła, ale poważanie jakie ma w środowisku jest wg mnie zupełnie nie współmierne do jej wartości artystycznej, a tym bardziej jeżeli spojrzymy chociażby na SlaughtaHouse czy nawet Take A Look Around. Ile osób uważa, że któreś z tych dwóch wydawnictw to najlepsza płyta rapera (podejrzewam, że bardzo mało), a ile uważa, że krążek z 2004 roku jest nią? (bardzo dużo). Lubię kilka numerów, a nawet bardzo z A Long Hot Summer, fajnie się ich słucha, brzmią dobrze, ale Ace ma w swojej dyskografii o wiele ciekawsze pozycje, która mają więcej do zaoferowania niż ta.

No i tak to właśnie wygląda moim okiem. Może posłucham nowszych albumów Masta Ace’a  (Emc – nic specjalnego i kolaborację z Ed O.G. – całkiem niezła, słuchałem kiedyś) jak np. The Falling Season czy też najnowszą płytę z bieżącego roku z Marco Polo, ale może, to nic pewnego. Jeszcze mam taką rozkminę, co do Masta Ace’a i zagorzałych fanów gangsta-rapu, którzy gardzili wszystkim, co nie jest gangsta, jakich spotykałem na forach w starych czasach, lata 2006-2009. Masta Ace w ich kręgu traktowany był z szacunkiem, co wydaje się paradoksalne, biorąc pod uwagę tematy na SlaughtaHouse. Może oni nie rozumieli, że te podteksty gangsta-rapowe na krążku z 1993 roku były ironiczne? Nie wiem, ale słuchając szczególnie numeru „Boom Bashin’”, gdzie raper jedzie jak nożem po masełku po gangsta raperach, idiota nie miałby chyba już  nawet wątpliwości…

Here comes the boom, with the hip hop bash as I smash and crashHow many gangsta rappers are gonna last?Not one, they got done, I had funDoin' em and screwin' em and booin' em and chewin' emI'm slick and quick, up my sleeve is a trickHey! So what, I use funky drummers, suck my dickI'm still thick, with murderous beats and heavy kickAnd I'm sick of the so-called shots ya gonna lick