Mówiłem w jednej z poprzednich notek, że Bonson jest polskim Kool G Rapem pod względem techniki. Aczkolwiek zapomniałem o kimś, kto jest co najmniej na jego poziomie, a po przypomnieniu sobie części jego twórczości, mogę śmiało stwierdzić, że przewyższa Bonsa pod tym względem.
Jest to nie kto inny jak Przemek z Krakowa, a więc Peerzet. Raper nagrał dość sporo kawałków i w wielu z nich udowadniał swoją klasę pod względem niesamowitej techniki, mocnych punchy oraz trafnych porównań. Przytoczmy chociażby numer "W skrócie" z 2017 roku, gdzie Peerzet zastosował bardzo ciekawy koncept, wplatając w wersy skróty od różnych słów/wyrażeń. Oczywiście mamy także świetną technikę składania rymów połączoną z punchami. Raper idealnie balansuje między skrótami odnoszącymi się do wielu dziedzin, ale mających na celu jedno - wychwalanie jego osoby. Bragga w pięknej, czystej postaci z genialną techniką.
Bonson jest fantastyczny pod względem techniki, ale Przemuś jest poziom wyżej, nieosiągalny dla nikogo w Polsce. Szczególnie wielką klasę techniki pokazywał na różnych mixtapach czy też występach gościnnych. Oczywiście "Hipocentrum" z 2008 roku jest dobrą płytą, ale tam Peerzet nie pokazał jeszcze wszystko co najlepsze. To właśnie wydawane później mixtapy, single, nielegalne wydawnictwa udowadniały jego klasę.
Wydał dwie wg mnie bardzo dobre solowo, legalne płyty, gdzie pokazał się o wiele wszechstronniej tematycznie, nadal utrzymując świetną technikę, ale trochę jakby zatracając pazura, mimo ciekawych eksperymentów z flow na drugim krążku. Jego kariera niestety nie potoczyła się tak jak powinna. To co osiągnął jest totalnie nieproporcjonalne do umiejętności. Po płycie z roku 2014 (drugim solo legalnym) tak naprawdę wydał numer "W skrócie" w 2017 roku oraz w grudniu także w 2017 roku wraz ze swoimi kolegami m.in Kojotem czy Oxonem, wydali album "Snap" jako zespół Hipocentrum. W numerze "Mogłem" Peerzet w swojej zwrotce wyjaśnia dlaczego skończyła się jego przygoda z legalnym rapem, wytwórniami oraz mainstreamem:
Potem zrobił coś na Hot 16 Challange w 2020 roku, następnie w 2021 wrócił jak Pan Przemek z kilkami numerami już bardziej na luzie. Był wtedy już innym człowiekiem w stu procentach żyjącym z czego innego niż rapu, mającym rodzinę i traktującym rap jako zwykłą zajawkę. Jego ostatni występ to świetna zwrotka z kawałka "Bomby" Trinity z 2023 roku, gdzie nawinął:
Kiedyś se tam zjadłem scenę i byłem wtedy naj
Co jest w stu procentach prawdą, bo tak było, ale teraz ma na to wyrąbane. No i idealnie, używając oczywiście mocnego eufemizmu, nawiązał do kondycji "obecnego, nowoczesnego rapu":
Pamiętam, jak właśnie w 2007 roku
założyłem taki temat na forum. Każdy wpisywał swoje typy i był to wg mnie jeden z
ciekawszych tematów do przeglądania. Kilka miesięcy temu naszło mnie na
przypomnienie sobie, jakich raperów wtedy wytypowałem i jakby wyglądała lista
na rok obecny. Jak wiadomo moja ogromna zajawka rapem skończyła się w roku
2012, ale od momentu stworzenia listy w 2007 do roku 2012 poznałem trochę
nowych raperów i pytanie czy któryś z tych poznanych znalazłby się na liście 15
najlepszych tekściarzy? Czy wszyscy wymienieni na liście sprzed 17 lat
utrzymaliby się w niej? Odpowiedzi brzmią kolejno: tak i nie, więc będą zmiany.
Zanim wymienię swoje top 15
lirycznych raperów obecnie poruszę dwie kwestie. Po pierwsze co rozumiem
poprzez temat, a po drugie jak wyglądała lista w roku 2007. Tak więc wybierając
15 najlepszych lirycznie raperów brałem pod uwagę takie kryteria jak: technika
składania rymów, punchliny, gry słowne storytellingi, słownictwo, koncepty. A teraz lista
na rok 2007, która (kolejność przypadkowa) na 95% wyglądała tak:
1)GZA 2)Vakill 3)Common 4)Chino XL 5)Canibus 6)Big Daddy Kane 7)Kool G Rap 8)Rakim 9)Notorious B.I.G. 10)Gift of Gab 11)Big L 12)O.C. 13)Nas 14)Pharoahe Monch 15)MF Doom
Napisałem na 95%, ponieważ nie
jestem pewny czy nie umieściłem w niej Ras Kass’a zamiast kogoś. Co do listy na
rok obecny, to niektórych raperów byłem pewny na sto procent, że zostaną,
natomiast kilku zostało podjętej weryfikacji. To znaczy posłuchałem ich muzyki,
aby zobaczyć czy się utrzymają. No i aby było ciekawie już powiem, że weryfikacji
nie przeszło 3 raperów.
Co do listy na rok 2024 to
umieszczę ją w osobnym wpisie, a mam już ją praktycznie gotową. Tylko pozostaje
ją przygotować. Dam do każdego wyboru moje krótkie uzasadnienie.
Nie słuchałem zbyt wielu raperów
azjatyckiego pochodzenia, a ci których słuchałem nie wyróżniali się niczym
szczególnym. W przypadku Dumbfoundead’a sytuacja jest zupełnie inna. Tak
naprawdę słuchałem go już w 2007 roku na projekcie Super Barrio Bros, ale nie
szukałem (albo pewnie szukałem i nie było w tamtych czasach) zbytnio o nim
informacji. Na pewno nie brzmiał jak Azjata, a rapować potrafił i wyróżniał się
umiejętnościami. W 2010 roku, pisząc notkę o innowacyjnym rapie, wspomniałem o
Super Barrio Bros i raperze, myśląc że jest z Japonii.
Tak naprawdę Dumbfoundead urodził
się w Argentynie i jest pochodzenia południowo koreańskiego. Przedstawiona
płyta to jego oficjalny solowy debiut. No i udowodnił na nim, że naprawdę
potrafi rapować i to bardzo dobrze. W tekstach cechują go ironia, sarkazm,
błyskotliwość, inteligencja, dystans, cynizm, a wszystko to połączone z bardzo
dobrą techniką składania rymów. Nierzadko rymy podwójne i czasami wielokrotne.
Potrafi również popisać się ciekawymi grami słownymi np. w numerze „Cell Phone”:
I'm a lover not a fighter, why my
knuckles feel numb?
No
pun intended but I really feel dumb
Found dead on my neighbors front lawn throwing up
Spektrum tematów, które porusza
jest ogólnie szeroki. Reprezentowanie miasta, kłopotliwa relacja z dziewczyną,
barwy opis przeżyć po imprezie na drugi dzień czy ogólne refleksje. Flow ma na
wysokim poziomie, potrafi nawinąć spokojnie, a także przyspieszyć. Zachować się
raz nieszablonowo z energią, a raz leniwiej, świetnie balansują swoją nawijką
na bitach, które w zdecydowanej większości są (jeszcze) naprawdę dobre i fajnie
się ich słucha.
Napisałem „jeszcze”, bo jeżeli
chodzi o kolejne płyty rapera, to już sprawa wygląda gorzej. Koreaniec zbyt
mocno zaczął eksperymentować z brzmieniem oraz swoim sposobem rapowania (na
debiucie namiastką jest „Green”), co nie spotyka się z moją aprobatą. Sporo
bitów na późniejszych dokonaniach rapera jest męcząca i na dłuższą metę
asłuchalna. Mimo wielkich umiejętności lirycznych oraz flow nie siada mi to,
dlatego debiut to jego najlepsza płyt, której słucha się dobrze w całości.
Rozpoczynam nowy cykl wpisów. Będę przedstawiał
pokrótce jeden kawałek, który w ostatnim czasie wywarł na mnie duże wrażenie.
Bonson – jeden z najlepszych
polskich raperów, a wg mnie po prostu najlepszy. Pionier i niewątpliwie mistrz
technicznego podejścia do ulicznego rapu – bo chyba nie przesadzam nazywając go
w taki sposób. Kto przed nim łączył uliczny rap, refleksje z podwójnymi rymami
na polskiej scenie? Trochę Pezet, ale ogólnie rzecz biorąc Bonson to inny typ
rapera, będący głębiej w tematach ulicznych i refleksyjnych, więc jak nie
pionier, to na pewno osoba, która wzniosła to na inny poziom – nieosiągalny dla
nikogo. Jego technika składania rymów ewoluowała przez całą karierę do takiego
stopnia, że swoboda w stosowaniu podwójnych wielokrotnych na niebanalnych
słowach przynosi mi skojarzenia z Kool G Rapem.
Byłem pod wrażeniem wielu numerów
Bonsona, ale „Spadały gwiazdy” nagrane jako BonSoul mnie zmiażdżył. Samo
rozpoczęcie pierwszej zwrotki jest niesamowite, bo dostajemy follow-up do
wspomnianego wyżej Pezeta (do wg mnie jego najlepszego kawałka), połączony z
follow-upem do HST. Nigdy nie słyszałem, aby jakikolwiek polski raper zrobił
podwójny follow-up:
Lat
szesnaście, piękna młoda buźka to jest nie z tej bajki
Ja bohater, ale ona nie chce tańczyć
Jednak kwintesencją jest druga
zwrotka, gdzie Bonson żegna się z rapem w sposób wymowny, ironiczny i
chwytający za serce. Jest świadomy swoich umiejętności, pozycji oraz tego, co
dokonał na scenie:
Nie spotkamy się już w Płocku czy
na Popkillerach Puszczę jeszcze parę zwrotek, tak na do widzenia Ja już nic nie muszę, ja już jestem wolny teraz
Zarazem boli go, że muzyka, którą
robi obecnie nie znajdzie zbyt wielu odbiorców, a scena się zmieniła (na gorsze
wiadomo, jak się słyszy niektórych wyjców, to… Liber to idealnie ujął w „Olo!”,
o czym też miałem kiedyś napisać) i nie potrzebuje już Bonsona:
Nie będę Ci wciskał kitu, że nie
boli nieraz Boli,
kurwa, jakby dealer lewy koks Ci sprzedał Gdy dociera, że bez Ciebie nadal stoi scena
Obecnie słuchacze rapu zupełnie nie
doceniają i nie rozumieją muzyki rapera:
Dziś, gdy przez przypadek puścisz
se mój głos na pętli Reszta powie "Kurwa, co za smęty"
A przecież kto inny jak nie Bonson:
(…)dał wersy, aż Ci włosy stały
dęba? (...)Cię ściągnął z pętli, trzymał dłoń, byś nie
spadł? (...)na siebie wziął to wszystko, co przygnębia
Mam nadzieję, że numer jest nagrany
pod wpływem emocji i Bonson będzie dalej nagrywał, bo dla mnie jest najlepszy.
Kiedyś myślałem, że najlepszym raperem w Polsce będzie VNM, ale zaczęło mu
odwalać po drugiej solówce i jego muzyka od tamtego czasu to równia pochyła z
małymi przebłyskami. Bons natomiast od lat prezentuje poziom mistrza.
Jest to trzecia płyta w dorobku nieistniejącego
już zespołu z Detroit, w skład którego wchodzą Esham, Mastamind oraz T-N-T. Co
do tego ostatniego rapera, to właśnie jego śmierć w wypadku samochodowym w 2014
roku spowodowała przerwanie działalności. Nazwa zespołu to skrót od Nation
Ahead of Time And Space, pierwotnie Niggas Ahead of Time And
Space, a czytana od tyłu to Satan. Pierwszy i jedyny raz ich płyt miałem okazję
słuchać jakoś na przełomie listopada/grudnia 2007, kiedy przeżywałem bardzo
dużą zajawkę na gangsta-rap różnego rodzaju. Średnio podeszły mi ich płyty
(zresztą samego Eshama uważam za jednego z najbardziej przecenianych raperów),
ale wczoraj z uwagi na Boże Ciało postanowiłem na przekór powrócić do „Doubelievengod”
uważanej ogólnie za najlepszą płytę od Szatanów.
No i wkręciła mi się mocno,
słuchałem jej już kilkukrotnie aż wreszcie postanowiłem coś o niej napisać.
Natas zaliczani są do horrorcoru (pierwotnie zwanego acid rapem) i właśnie
takie treści można znaleźć na krążku. Bezkompromisowe, brutalne czasami wręcz
przeciągnięte do granic możliwości opowieści o zabijaniu, gwałceniu,
bezczeszczeniu i kpieniu (jak najbardziej wg mnie trafnym) z religii. Temu
wszystkiemu towarzyszą niezłe nawijki całej trójki raperów czasami wręcz
psychodeliczne, szczególnie w kawałku „Midnight” będącym solowym popisem lidera
grupy Eshama. Jednak zarówno T-N-T, jak i Mastamind potrafią swoim sposobem
rapowania wnieść atmosferę grozy, przerażenia i niepokoju. Kilka moich
ulubionych fragmentów:
I never ever believed, I've been
deceived like Adam and Eve
My thoughts bust to make my mind bleed
In God you trust, but in God I bust caps
To peel caps and fill bloody naps, bitch
And I don't believe in shit I don't
see
So don't ask me 'bout G-O-D 'cause my religion is
reality
Ah! Fantasies is unreal
I'm burnin' you pigs with black steel
And killin' childrens for your Happy Meals
Like taking candy from a baby
I murdered my old lady with a .380
Because the pussy drove him crazy
Takich mocnych wersów jest
oczywiście więcej. Za produkcję odpowiada Esham i spisał się bardzo dobrze.
Może nie są to bity, które nadają się do słuchania w samochodzie czy gdzieś w
tle, ale stanowią idealne tło pod klimat, w którym płyta jest nagrana.
Momentami minimalistyczne, niepokojące, mroczne i przeszywające. Dokładnie
takie jak linijki chłopaków. Płyta naprawdę mi siadła i doceniam ją o wiele
bardziej niż kiedyś. Czy przypomnę sobie inne dokonania zespołu? Raczej wątpię,
próbowałem słuchać ich najnowszej płyty z 2014 roku, ale po kilku kawałkach
wyłączyłem, a do innych albumów mnie nie ciągnie. Niemniej kilka numerów z „Doubelievengod”
dodałem do swoich ulubonych na playliscie i będę do nich wracał.