czwartek, 31 marca 2011

abide.n. - abide.n.

1)In My Senses
2)Wherever You Go
3)There You Go (Believe)
4)Be The Type To Care


abide.n. To nie jest żart, bo tak właśnie brzmi ksywka rapera, o którego epce mam zamiar napisać parę słów. Przede wszystkim rzuca się w oczy brak dużej litery na początku pseudonimu Kanadyjczyka. Właśnie abide.n pochodzi z Kanady, a konkretnie Kolumbii Brytyjskiej. Umieszczam go pod etykietę związaną z USA, bo nie ma potrzeby tworzyć nowej specjalnie dla rapu z Kanady, którego i tak prawie w ogóle nie słucham. Jak już coś obczaję, to są to płyty polecone przez innych i tak właśnie sytuacja wygląda z tym materiałem. Słuchałem go jakiś miesiąc temu, ale dopiero teraz postanowiłem wgłębić się w niego i o nim wspomnieć na blogu.

Liryka to typowe food for thought, ale podane w bardzo kunsztowny i poruszający sposób. Wspomnę szerzej o dwóch pierwszych kawałkach. ,,In My Senses” opiewa jakąś osobę albo zjawisko, nie mówiąc bezpośrednio o tym. Coś na podobieństwo Eldo w ,,Nie Pytaj O Nią”. Mistrz fristajlu mówił o Polsce, natomiast sądzę, że abide.n ma na myśli Boga. ,,Wherever You Are” jest podobny do pierwszego numeru. Artysta również mówi o jakieś osobie. Na myśl przyszły mi trzy możliwości: matka, dziewczyna i rap. Pierwszą z nich odrzuciłem po czasie, gdyż nie sądzę, aby do matki zwrócił się per ,,soulmate”. Zostają więc (które nie jest pytaniem!) dwie ostatnie opcje. Mówiąc szczerze nie wiem, co do końca Kanadyjczyk miał na myśli, ale może to i lepiej, ponieważ zarówno pierwszy jak i drugi track dają słuchaczom możliwość własnych interpretacji. Ostatnie dwie nuty na epce tematycznie są inne, dlatego też nie ma mowy o powielaniu konwencji.

time to lace up those shoes
everyday you gotta choose not to snooze or lose
but use the tools that God is giving you
and don’t be intimidated like the first job interview

Znalazłem info, że materiał został wyprodukowany przez Nikoh Es i Soulsrest. Mówiąc ściślej, pierwszy to kanadyjski producent, a druga nazwa jest nazwą duetu także pochodzącego z Kanady. Nie wiem, czy obydwaj członkowie Soulsrest zrobili bity dla abide.n., czy był to tylko DJ. Nie wnikam. W każdym razie chłopaki odwalili kawał solidnej roboty. Jak ktoś lubi refleksyjne brzmienie, to będzie w stu procentach usatysfakcjonowany. Muzyka jest idealna do rozmyślania, a mając na uwadze treści poszczególnych kawałków, jest o czym myśleć. Piękna, spokojna, dopracowana – taki jest właśnie warstwa muzyczna na ,,abide.n”. Raper ma bardzo przyjemny głos i miękkie, łagodne, płynne flow. Nie dostarcza technicznych popisów typu zmiana tempa, ale słucha się dobrze. Idealnie wkomponował się w spokojne brzmienie. Bardzo ładnie wyszedł mu śpiewany refren w ,,Wherever You Are” oraz ,,There You Go (Believe)”.

Jest to pierwsza epka, jaką miałem okazję słuchać w 2011 roku i muszę powiedzieć, że było to mocne wejście. abide.n. to na pewno ciekawy raper, który w bieżącym roku ma wydać pełny materiał, który prawdopodobnie będzie jego debiutem scenicznym. Chętnie po niego sięgnę, bo zapowiada się solidnie. Myślę, że ten materiał ma bardzo duże szanse znaleźć się w TOP 3 epek 2011 roku z uwagi nie tylko na to, że jest na wysokim poziomie, ale także, że tych epek przesłucham pewnie niewiele ponad 5. Zastanawiam się nad oceną, ponieważ intryguje mnie ta produkcja, ale z drugiej strony to tylko cztery kawałki. W każdym razie tak równej i mimo że krótkiej epce, muszę dać potężną (oczywiście w odniesieniu do epek) notę.

9/10

środa, 30 marca 2011

Cunninlynguists - Oinerology

1)Predormitum (Prologue)
2)Darkness (Dream On) feat. Anna Wise Of Sonnymoon
3)Phantasmata
4)Hard As They Come (Act I) feat. Freddie Gibas
5)Murder (Act II) feat. Big Krit
6)My Habit (I Haven’t Changed)
7)Get Ignorant
8)Shattered Dreams
9)Stars Shine Brightest (In The Darkest Of Night) feat. Rick Warren
10)So As Not To Wake You (Interlude)
11)Enemies With Benefits feat. Tonedeff
12)Looking Back feat. Anna Wise Of Sonnymoon
13)Dreams feat. Tunji, BJ. The Chicago Kid
14)Hypnopomp (Epilogu) feat. Bianca Spriggs
15)Embers


Miałem ostatnio spory zastój na blogu i było to spowodowane brakiem weny i chęci. Czas nie jest problemem, ponieważ go mam i to nawet sporo. Miałem zamiar nie pisać już, bo po co się zmuszać. Szczególnie, że jakoś wielkiego problemu z faktem braku pisanych notek nie miałem. Jednak przemyślałem sobie to wszystko i doszedłem do pewnego wniosku… Kurwa mać, ponad rok czasu i ponad 200 wpisów ma iść się jebać? Nie ma opcji. Poza tym zamierzam napisać w niedługim czasie wspólny tekst z moim koleżką Makavelim, więc szykujcie się na rozpierdol <śmiech Słonia>. Wracając do spraw obecnych, to uderzam z recenzją najnowszego krążka CunninLynguists o nazwie ,,Oneirology”, który jest ich piątym w dorobku. Lubię ten zespół i wg mnie są najlepszą i najbardziej wartościową ekipą z Dirty South, dlatego też oczekiwałem co najmniej dobrego materiału.

Liryka na albumie ma oczywiście charakter refleksyjny. Kno, Deacon i Natti dostarczyli osobiste, głębokie, przemyślane, czasami wręcz bardzo piękne i poetyckie linijki na temat życia. W pewnych momentach można wyczuć zagubienie i bezradność np. w ,,Darkness (Dream On)”. Bardzo dużo emocji i zaangażowania chłopaki włożyli w teksty, co bardzo ładnie słychać i czuć. Udowodnili, że tracki o miłości można tworzyć w sposób powalający. Idealnie obrazuje to ,,Looking Back”. Jak ktoś lubi innowacyjne tracki konceptowe nie będzie zawiedziony, ponieważ chociażby ,,Hard As They Come (Act I)” robi wrażenie. W każdym razie muszę przyznać, że zajęło mi trochę czasu, aby rozkminić o czym jest każda zwrotka, ale było warto. Zdecydowanie łatwiej było w równie oryginalnym ,,Murder (Act II)”.. Należy zwrócić uwagę na motyw snu, który na ,, Oneirology” jest, jakby nie patrzeć, przewodni. Zresztą sama nazwa płyty odnosi się do nauki zajmującej się badaniem codziennego, ale jakże niesamowitego zjawiska jakim jest sen. Takim zwieńczeniem tego, o czym pisałem jest ostatni numer z krążka ,,Embers”. Przytoczę kilka wersów z niego:

everything ain't what it seems
I wake up to find I'm inside of a dream this side of a dream
see buried deep inside the seams of my screams
are beings and other-worldly things rarely seen
might be psychosis or maybe I chose this
the night approaches every time the eye closes

Tekstowo krążek jest bardzo dobry. Produkcyjnie sytuacja wygląda tak samo. Autorem warstwy muzycznej jest Kno, który od dobrych kilku lat jest w czołówce najlepszych producentów w całym tym rapie. Po solowym dziele artysty sprzed roku - ,,Death Is Silence” - byłem niemal pewny w stu procentach, że najnowsza płyta CunninLynguists będzie co najmniej poprawna muzycznie. Konwencja brzmienia jest zbliżona do tego, co Kno zaprezentował na swojej solówce. Można usłyszeć spokojną, dopracowaną, delikatną, idealną na długie wieczory i noce muzykę. Brzmienie jest przede wszystkim spójne i równe. Nie ma słabych momentów ani średnich momentów, ponieważ wszystko jest na świetnym poziomie. Trzeba po prostu lubić takie bity. Jak się wsłucham w nie, to po części odpływam do świata snów. Właśnie taka muzyka jest na ,,Oneirology” i chciałbym, aby można było dostać instrumentalną wersję albumu. Z trzech członków ekipy najbardziej charakterystyczny jest oczywiście Kno, którego głos zapada w pamięć najgłębiej. Chłopaki dobrze odnajdują się na tych dość wolnych i spokojnych podkładach. Dobrze się słucha jak rapują, ale spośród trzech elementów krążka, a więc tekstów, muzyki i flow, ten ostatni zdecydowanie odbiega od dwóch pierwszych.

Podsumowując, przytoczę jeden cytat, aby określić ,,Oneirology” – dobra płyta na dobrych, kurwa, bitach. Jednakże nie jestem do końca z niej zadowolony. No i mimo że ciężko mi się przyczepić do jakiegokolwiek elementu, to całościowo krążek mi się nie wkręcił. Nie wiem, co jest tego powodem, ponieważ bardzo przypomina on ,,Death Is Silence”, którym się jarałem, jak wyszło. Pewnie do ,,Oneirology” jako całości już nie wrócę i raczej do poszczególnych numerów także, ale sądzę, że jest to wartościowa i przede wszystkim klimatyczny pozycja. Na pewno takie płyty nie sprawiają, że rap się toczy po równi pochyłej.

7/10

poniedziałek, 21 marca 2011

27 kolejka Bundesligi

Piątek

Pojedynek pomiędzy zespołami broniącymi się przed spadkiem, a więc Borussią M’gladbach a Kaiserslautern nie był zbyt porywającym widowiskiem. Lekkim faworytem byli tutaj gospodarze, ale zawiedli na całej linii, ponieważ nie tylko nie wygrali, ale ulegli Czerwonym Diabłom 0:1. FCK1 odnosi drugie zwycięstwo z rzędu, awansując na 13 pozycję, natomiast Borussia nie zwiększa dorobku punktowego i chyba tylko naprawdę nieoczekiwany obrót spraw mógłby uratować ją przed spadkiem.

Sobota

Bayern, który teraz może w stu procentach skupić się na Bundeslidze, pojechał w sobotnie popołudnie do Freiburga, gdzie był zdecydowanym faworytem. Bawarczycy objęli prowadzenie dość szybko po trafieniu Gomeza, a potem na domiar złego dla gospodarzy, Cisse nie wykorzystał rzutu karnego. Pozostała część pierwszej połowy przebiegła pod dyktando Freiburga, a Cisse zrehabilitował się za chybioną jedenastkę golem. Kontuzji w ekipie Van Gaala doznał Arjen Robben i w 30 minucie musiał opuścić plac gry. Drugie 45 minut to przewaga Bayernu, ale przez długi czas nie udało się jej udokumentować trafieniem. Uczynił to dopiero w 88 minucie Ribery i Monachijczycy wywieźli cenne, wymęczone trzy punkty.

Dla Eintrachtu mecz z ST. Pauli był idealną okazją na przełamanie się i zwycięstwo. No i faktycznie tak się stało, ponieważ Frankfurtczycy wygrali 2:1. Co prawda powinni już w pierwszej połowie prowadzić 2:0, ale sędzia nie uznał prawidłowo zdobytego gola, dopatrując się spalonego. Odblokował się także Gekas, strzelając swoją 15 i 16 bramkę w sezonie. Beniaminek z Hamburga ponosi już 5 porażkę z rzędu i jego sytuacja robi się coraz bardziej nieciekawa.

Werder nie ma łatwo w tym sezonie i miał nie mieć łatwo, jadąc do Norymbergii, by zmierzyć się z bardzo dobrze spisującą się rewelacją rundy rewanżowej. Piłkarze Thomasa Schaafa udowodnili, że do drugiej Bundesligi się na pewno nie chcą się wybrać i pokonali swoich rywali 3:1. Mają w tej chwili 4 punkty przewagi nad miejscem barażowym i jeszcze nie mogą czuć się bezpieczni, ale są na dobrej drodze, by w sezonie 2011/2012 grać również w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech.

Po kilku tygodniach przerwy do składu Hannoveru powrócił Ya Konan i pomógł swojemu zespołowi pokonać przed własną publicznością Hoffenheim 2:0, ponieważ zdobył pierwszego gola. Ogólnie gracze Mikro Slomki zagrali bardzo dobre zawody i zasłużenie zdobyli 3 punkty, które pozwalają im pozostać na trzecim miejscu, mając 2 punkty przewagi nad Bayernem. Co do Wieśniaków to są raczej pewni pozostania w lidze chyba że by się wydarzała katastrofa, ale bardziej chcę wspomnieć o postawie kupionego z Liverpoolu Ryana Babela. Holender na razie rozczarowuje na całej linii.

Zarząd HSV po ostatniej deklasacji na 0:6 na Allianz Arena, pożegnał się z Veh’em. Jego miejsce zajął dotychczas drugi trener Hamburga, a więc Michael Oenning i to przyniosło efekty. Gospodarze powtórzyli wyczyn swoich oprawców sprzed tygodnia i strzelili obecnym rywalom - zespołowi FC Koln – sześć bramek. Co prawda stracili dwie, ale był to zdecydowanie najlepszy mecz HSV w rundzie wiosennej. Hamburg ma szanse na pierwszą piątkę na koniec rozgrywek, ale ich największym problemem jest systematyczność wygrywania. Dobre mecze przeplatają z fatalnymi.

Sobotę zamykało spotkanie Borussi Dortmund z Mainz. Faworyt był tylko jeden i gospodarze prowadzili do 8 do 89 minuty, w której to goście wyrównali. Piłkarze Kloppa są jednak sami sobie winni, ponieważ w 19 minucie karnego nie wykorzystał Sahin. Była to już bodajże czwarta jedenastka przestrzelona przez Turka w tym sezonie i nie mam pojęcia, czemu on nadal je egzekwuje. Teraz przerwa na reprezentacyjne spotkanie i dopiero lider Bundesligi będzie mógł się zrehabilitować swoim kibicom za ostatnie słabsze występy 2 kwietnia w Dortmundzie w pojedynku z Hannoverem.

Niedziela

Bayer mierzył się z Schalke i był to największy hit 27 serii spotkań w Niemczech. Goście, już bez Felixa Magatha, nie byli faworytem tego pojedynku, ale nikt nie odbierał im szans urwania punktów rywalom. Aptekarze jednakże szybko rozwiali te nadzieje, prezentując się lepiej w każdym aspekcie gry, wygrywając 2:0 do przerwy jak i cały mecz. Gol Derdiyoka na 1:0 przepięknej urody. Zdecydowanie najładniejsze trafienie tej kolejki. Neuer po raz kolejny pokazał klasę światową i sądzę, że to obecnie najlepszy golkiper globu. Leverkusen umacnia się na pozycji wicelidera i mając na uwadze ostatnie potknięcia Borussi, pojawia się niewielka szansa na mistrza.

Jak była mowa o zwolnieniu Magatha, to wypadałoby powiedzieć o jego dalszych losach, bo nie został na mieliźnie, ponieważ powrócił do Wolfsburga, z którym w sezonie 2008/2009 zdobył mistrza kraju. Tym razem jego cel był o 180 stopni inny, gdyż chodzi o uratowanie Wilków przed spadkiem. Pierwszy mały krok ku temu został wykonany, gdyż WFL pojechał na Mercedez Benz Arena grać z będącym na fali Stuttgartem i pechowo zremisował 1:1, tracąc gola w 94 minucie. Goście byli zespołem lepszym, ale należy wspomnieć, że fantastycznie w bramce VFB spisywał się Ulreich.

Tabela. Oczywiście w przypadku równej liczby punktów decyduje różnica bramek

1)Borussia D. – 62 punkty
2)Bayer – 55 punktów
3)Hannover – 50 punktów
4)Bayern – 48 punktów
5)Mainz – 44 punkty
_______

14)Eintracht – 31 punktów
15)Stuttgart – 29 punktów
16)ST. Pauli – 28 punktów
17)Wolfsburg – 27 punktów
18)Borussia M. – 23 punkty

Liga Mistrzów, Eliminacje Ligi Mistrzów, Liga Europy, Baraże, Spadek

Strzelcy

Gomez – 19 goli, Bayern
Cisse – 18 goli, Freiburg
Gekas – 16 goli, Eintracht
Podolski – 12 goli, Kolonia
Ya Konan – 12 goli, Hannover
Schurrle – 12 goli, Mainz
Barrios – 11 goli, Borussia D.
Lakic – 11 goli, Kaiserslautern
Petric – 11 goli, Hamburg
Raul – 11 goli, Schalke
Novakovic – 11 goli, Kolonia

niedziela, 20 marca 2011

Bugsy Da God - The Terrorist Advocate

1)Army Drills feat. PR Terrorist
2)My Point Of View
3)The Sound Of Gunz feat. PR Terrorist, Shyheim
4)Beautiful Explosives
5)Firestorm Rush
6)Terrorist Advocate
7)Raging Guns
8)Dogs In Heat feat. PR Terrorist, Chapelz
9)Guillotine Friends feat. PR Terrorist, Chapelz
10)Cell Diaries
11)Bloody Medallions feat. Lethafase, PR Terrorist
12)Epiphany Of Love
13)Outlandish feat. Trigga Clip
14)Guns Roses And Caskets feat. PR Terrorist
15)Salute The General (Bonus Track)


Staram się na ogół sprawdzać produkcje, które polecają mi inni, ponieważ najważniejsze jest się dzielić dobrą muzyką oraz nie mam w naturze palenia jana i olewania rekomendacji, chociaż czasami naprawdę ciężko przesłuchać wszystkie polecone płyty. ,,The Terrorist Advocate” jest oczywiście jednym z krążków, który w ostatnim czasie został mi polecony tym razem przez mojego koleżkę z kraju Albionu. Bugsy Da God, artysta o dość buńczucznej ksywie, reprezentuje New Jersey i jest podopiecznym Dom Pacino, który ma także inny pseudonim, a mianowicie PR Terrorist. Jak widać po trackliście oraz samym tytule krążka, członek Killarmy odgrywa dość istotną rolę na albumie. Sam gospodarz prezentowanego materiału debiutuje w tym roku, a jak ważne jest mocne wejście do rapgry, to chyba nie muszę nikomu tłumaczyć.

Koleżka, który mi polecił wydawnictwo, napisał o nim krótko ,,uliczny, klasyczny rap”. Co do warstwy lirycznej oraz (uprzedzając już fakty) muzycznej, podzielam jego pogląd w stu procentach. Bugsy Da God na swoim debiucie porusza wątki związane z ulicą. Przedstawia siebie jako twardego, szanowanego i niebezpiecznego człowieka, z którym nie warto zadzierać, bo może wyrządzić krzywdę. Nie skupia się tylko na sobie i na ulicznym bragga, które oczywiście nie ma żadnego podjazdu do tego, co prezentował Big L (ale to raczej było jasne), ale również występuje w roli narratora. Wspomina o zasadach panujących na ulicach, o zabójstwa, o tym, co się dzieje z kapusiami, o narkotykach czy policjantach. Można usłyszeć także kilka ciekawych porównań. Ogólnie reprezentant New Jersey od nich nie stroni, a ładnie widać to chociażby w ,,Beautiful Exlposives” czy ,,Firestorm Rush”.

Zwróciłbym uwagę na dwa kawałki, które wyróżniają się konceptami na tle pozostałych. Pierwszy to ,,Cell Diaries”, który jest poruszającą, uderzającą, ale zarazem prawdziwą relacją z perspektywy więźnia. Raper opowiada o uczuciach odsiadujących wyrok oraz o więziennym otoczeniu. Numer jest dedykacją dla kolegów Bugsy’ego, którzy są w areszcie. Druga nuta to ,,Epiphany Of Love”. Jest to oczywiście track miłosny, gdzie artysta mówi o swoim związku z dziewczyną, który niestety się rozpadł. Morałem tego kawałka jest to, że nigdy nie doceniamy, tego co posiadamy, dopóki tego nie stracimy. Uniwersalna prawda. Pod względem techniki składania rymów gospodarz ,,The Terrorist Advocate”, mówiąc łagodnie, nie jest mocarzem. W każdym razie od ludzi takich jak on, którzy określają siebie ,,underground villains responsible for killings”, jak nawija na płycie Bugsy, oczekuje się nie pięknie złożonych rymów, ale przede wszystkim ulicznego przekazu, a raper taki dostarcza.

wound so deep that they unable to close with stitches

so many casualties you can’t supply enough coffins
gun shots shatter your face to pieces like puzzles
if your jaw ‘s made of glass, it gets cracked motherfucker

Wspomniałem już wcześniej, że pod względem brzmienia krążek idealnie wpasowuje się w uliczne klimaty i to jest prawda. Mówiąc szczerze, nie mam pojęcia, kto zajął się produkcją, ale wyszła przede wszystkim klimatycznie. Sądzę, że nie jeden album, który wyszedł w latach 90-tych, nie powstydziłby się takich bitów. Muzyka na ogół brudnawa i piwniczna. Można usłyszeć żywsze i mocniejsze podkłady jak ,,Terrorist Advocate” oraz spokojniejsze i stonowane jak ,,Raging Guns” czy ,,The Sound Of Gunz”, które występują w zdecydowanej przewadze. Na początku brzmienie niezbyt mi przypadło do gustu, ale jak się w nie wczułem, to w połączeniu z linijkami serwowanymi przez Bugsy Da Goda i innych, stanowi idealne połączenie i fantastycznie oddaje atmosferę, przenosząc słuchacza w czasie o spokojnie 15 lat. Flow gospodarza materiału nie robi sieczki z mózgu, ale dobrze pasuje do klimatu płyty. Jest raczej powolne i lekko ociężałe. Można odnieść wrażenie, że w niektórych momentach artysta lekko sepleni, ale w żaden sposób nie jest to wadą. Nie zakłóca rozumienia linijek, a podbudowuje klimat.

Słucham albumu teraz po raz piąty i bardzo mi się podoba. Mimo że taki typ rapu nie jest tym, czym obecnie jaram się najbardziej, to miło jest usłyszeć uliczną produkcję na wysokim poziomie, nawiązującą do lat 90-tych Nowego Jorku. Raper dla mnie zaliczył dobre wejście do rapgry. Oczywiście jego debiut nie ma szans zrobić rewolucji, ale zapadł mi w pamięć i na pewno za parę miesięcy nie zapomnę, że ktoś taki jak Bugsy Da God istnieje.

8/10

sobota, 19 marca 2011

HaLo - Heat Writer II

1)Topic Of Conversation
2)Mr. Ben Ready feat. Remo
3)Jammin’ On The One
4)Boom Bap For The Radio
5)White Girl
6)87 Lakers Magic
7)The Real feat. Sean Boog
8)Misunderstand feat. Khrysis
9)Oh Really
10)Cold Chillin’
11)Follow Me feat. GQ
12)2Ways (Not A Damn Hing)
13)The Jungle feat. Rapsody
14)Hearing Aid feat. Thee Tom Hardy
15)NeverMind
16)So Vibrat feat. Sundown, E. Jones
17)Shining (You Are Here)
18)Plan B. feat TP, Skyzoo


Gospodarz przedstawianego materiału to osoba kompletnie mi nieznana. Album jakiś czas temu polecił mi Gawi, a więc wypadałoby obadać go w końcu. Z tego, co zdołałem wyczytać o HaLo, to ,,Heat Writer II” na pewno nie jest jego debiutem scenicznym, MC pochodzi z Północnej Karoliny, a więc kolejny alternatywny artysta z Dirty South oraz że należy do stajni It's A Wonderful World Music Group stworzonej przez 9th Wondera i podlega pod JAMLE (jeden z dwóch, obok The Academy, odłamów wytwórni). Muszę przyznać, że spodziewałem się co najmniej przyzwoitej płyty, ponieważ wielokrotnie takiego typu nołnejmy (bez negatywnego wydźwięku naturalnie) okazywały się być świetnymi raperami. Poza tym tutaj miałem jeszcze gwarancje rekomendatora.

Powiem od razu – tekstowo HaLo rozczarował mnie na całej linii. Nie chodzi mi tutaj w żadnym wypadku o spektrum tematów, które porusza, ponieważ rapuje trochę na temat samego siebie, o życiu rapera, o miłości i oddaniu tej muzyce. Znajdzie się także akcent humorystyczny (,,White Girl”), wersy, w których artysta się przechwala, ale nie jest to żadne mocne, uderzające i budzące respekt bragga. Można usłyszeć również pewne refleksje, luźniejsze wersy, coś o dziewczynach czy pozytywne przesłanie. Ogólnie pod względem tematycznym jest to perfidnie truskulowy materiał. Jednakże siły liryczny ja tutaj nie dostrzegam. Wersy w żaden sposób nie były w stanie mnie pochłonąć ani wywrzeć pozytywnego wrażenia. Muszę powiedzieć, że mnie zanudzały, ale na tę kwestie składają się jeszcze dwa czynniki, o których wspomnę za moment. Raper nawinął ,,you can’t get on my level”, ale nie sądzę, że ktoś by chciał wejść na jego poziom, który jest po prostu mizerny. By nie było, że tylko krytykuję, wspomnę o pozytywnym aspekcie czyli o pierwszej zwrotce z ,,The Real” podanej w bardzo dobry technicznie sposób, będącą najlepszą na płycie.

Przechodząc do warstwy brzmieniowej, nie będzie zaskoczeniem, jak powiem, że to jeden z dwóch czynników, które sprawiają, że nie za ciekawych tekstów słuchało mi się jeszcze bardziej nie za ciekawie. Za brzmienie odpowiedzialni są m.in. 9th Wonder, Ka$h oraz Khrysis. Nie znam się zbytnio na producentach i jakoś nigdy się nimi zbytnio nie interesowałem, dlatego też jedynie pierwsza ksywa jest mi znajoma. Są tylko cztery bity na albumie, które mogę uznać za dobre. Bardzo łagodny, wręcz kojący ,,Boom Bap For The Radio”, dość bujający i na tle innych podkładów bardzo żywy ,,The Jungle”, spokojny ,,So Vibrat” i wyróżniający się ,,Plan B”. Reszta kompletnie nie trafiła w mój gust. Muzyka okazała się być dla mnie nudna i usypiająca. Większość podkładów zlewa się w jedną całość i momentami nie wiedziałem, że jeden się skończył i zaczął kolejny. Pod względem flow HaLo także kuleje. Już nie chodzi mi o fakt, że ma wolną nawijkę, bo są raperzy z niezbyt szybkim flow, a nawet powolnym (jak Sha Stimuli), których mi się bardzo dobrze słuchało. U prezentowanego artysty nie dostrzegam w zasadzie żadnej techniki w pływaniu po bitach.

Mówiąc krótko, rozczarowałem się pod każdym względem tym materiałem. ,,Heat Writer II” nie ma w sobie nic, co by mnie nawet zainteresowało, nie mówiąc o przyciągnięciu na chociaż krótką chwilę. HaLo zapadnie mi w pamięć jako słaby raper na nudnych bitach. W każdym razie nie płaczę z tego powodu i świat się nie kończy, bo przecież to niemożliwe, aby wszystko mi się podobało. Żadnego fragmentu tekstu nie zapodałem, bo zamierzałem rzucić linkiem do kawałka z najlepszą zwrotką na krążku, a więc ,,The Real”, ale tego także nie uczynię, bo nie ma go na youtubie. Zapodam za to numer wyprodukowany przez 9th Wondera z bitem, który jako jeden z nielicznych mi się podoba.

2/10