środa, 26 lutego 2025

Liber - Olo!

O tym chciałem już napisać w marcu 2023, dając krótką notkę, że coś się chyba szykuje. Usłyszałem nutę Libera z 2020 roku, szyderczą, odnoszącą się do kondycji polskiego rapu w 2020. Oczywiście nie do wszystkich raperów, ale do trendów, które się pojawiły, które stały się akceptowane i przyciągały wielu słuchaczy. Bardzo złych trendów, którymi także gardzę i które są kontynuowane do dzisiaj przez szereg disco raperów - Young Leosia, Mata, Bambi, Young Igi itd...

To, co nazywane było hipohopolem w roku 2003, a może raczej to co było nagrane w 2003 roku (także w 2004 i 2005) i zaczęte z impetem być nazywanym hiphopolem od 2004 i jechanym przez różnych raperów w porównaniu do tego, co dzieje się na scenie od kilku lat jest jak podpalenie kosza na śmieci w porównaniu do gwałtu na dziecku. Tamte hiphopolo było jechane przez m.in. Peję, Tedego, Fokusa, Rahima czy O.S.T.R., czemu jak najbardziej wtórowałem, nie będąc tak naprawdę w pełni świadomym sytuacji, nie mając odpowiedniej wiedzy i odniesienia co do rapu zza oceanu, będąc trochę zaślepionym i zajaranym tymi, którzy bronili prawdziwego hip hopu przed hiphopolową zarazą. Zarazą, którą rozsiewali Mezo, Doniu, Liber czy Jeden Osiem L, a nawet Trzeci Wymiar.

Pomijając już fakt, że wg mnie po latach ta krytka i falat hejtu, która spłynęła na wyżej wymienionych wykonawców nie była do końca uzasadniona i szło to wszystko wtedy z prądem i trendem, którego nie można było powstrzymać. Krytykowano, że mieli kilka kawałków o miłości, jakby to było czymś nie wiadomo jakim złym. Jechanie po Mezie za "Aniele" czy Ascetoholix za "Suczki" (utwory z 2003, do czego za chwilę nawiążę) stało się modne i wielka hipokryzja wylewała się z raperów, którzy to robili, bo przecież te numery wyszły w połowie 2003, gdzie np. Peja trzymał się z Mezem i Ascetami i było okej. Potem ruszyła lawina nie do zatrzymania.

Ale zostawmy już tamte czasy, bo można by tu bardzo dużo powiedzieć. Porównajmy do tego, co jest od kilku lat do teraz - to po prostu jakaś masakra. I zadajmy sobie kilka pytań:

1)Gdzie teraz jest O.S.T.R., co w 2004 roku szukał kurew, co ukradły hip hop i chciał je wieszać? "kurwy, co ukradły hip hop odnajdę!"

2)Gdzie jest Peja, co w 2005 roku, szydził ze swojego dobrego ziomka Donia za numer nagrany w 2003 roku, kiedy to się ze sobą bujali? "a ty po co wrzucasz te suki na klipy, skoro żadnych z nich nie wyliżesz cipy? Ja mam dość tej lipy..."

3)Gdzie są Fokus i Rahim, którzy jako Pokahontaz obudzili się po 2 latach, aby pojechać Ascetów za "Suczki", a w 2003 siedzieli cicho? "suczki? morda psie, suczku, naucz się od psa w łóżku kilku kruczków"

4)Gdzie jest Tede, który w 2007 na Kodex 3 punktował Ascetoholix? "i mówili, że raperzy upadną, nawet nimi nie byli, a spadli na dno".

Gdzie oni wszyscy są od kilku lat? Peja, O.S.T.R., Fokus, Rahim siedzą cicho, a Tede sam się po części taki stał i propsuje to gówno - patrz występ gościnny na nowej płycie Bambi w... "Drin za Drinem 2" - bardziej sprofanować i zbezcześcić tego klasyka się nie dało. Przecież to, co się wyprawia od kilku lat na polskiej scenie to jest raczysko zjadające organizm jakim jest polski rap. Liber wyraził dezaprobatę wobec tego już kilka lat temu...

kiedy z wokalistkami kroiłem pop tort, jadłem popcorn

Tak właśnie było. Kiedyś Liber wchodził w kolaboracje z piosenkarkami, był za to ganiony, a przecież niektóre numery były naprawdę niezłe, bo przecież rapował, ale to już był za daleki odlot i zdrada. Jadł popcorn - idealna metafora pokazująca jak Liber miał wyrąbane na krytykę i tylko się temu wszystkiemu przyglądał, jakby oglądał film w kinie.

oni robili swoje, rok w rok, walczyli dzielnie, kiedy robiłem skok w bok

Tu pokazuje jak oni (czyli "prawdziwi raperzy"), cały czas trzymali się konwencji prawdziwego rapu (i nie ma w tym nic złego) i wyśmiewali, atakowali Libera, broniąc hip hopu, kiedy Liber go "zdradzał"

Ale już wracam na dzielnie i mam flow stare jak smok, jestem przeklętą legendą, dawno mnie nie słuchał blok

Świetna gra słów, a poza tym Liber powraca w klasycznym stylu, szanowanym i akceptowanym na blokowiskach. Nadal trafnie uderzając z ironią, co do swojego statusu.

Na scenie tłok ludzi, tabuny ludzi, oni mają autotune w buzi, złoty ząb, a ja mam parę plomb, luzik, i kilka kont dużych i chmarę kontuzji

W mocny sposób neguje użycie syntezatorów dźwięku, które nie mają nic wspólnego z rapem, wyśmiewa kwestie grilli nawiązując do zębów, a chmara kontuzji - to metafora. Ma na myśli, że dostawał tyle ataków od przeciwników za hiphopolo, że nabawił się wielu urazów.

Co tam masz na głośnikach? Nie wiesz, stary lejba. To jest hip hop. Olo, Olo!

Lejba, to drugi pseudonim rapera. Odnosząc się do starego Lejby, ma na myśli hip hop w czystym wydaniu. Dodaje słowo "Olo", które jest imieniem, ale nadal mamy do czynienia z czystą ironią. Liber szydzi i stosuje hiperbole - sugerując, że nawet jego stary styl, to zbrodnia i hiphopolo.

Co tu się dzieje, dokąd poszła muzyka? To chyba ten dzisiejszy hip hop, Olo!

Nie trzeba nic dodawać, rap się skurwił, tak właśnie wygląda dzisiejszy hip hop, a więc dzisiejsze "hiphopolo", które jest na topie, jest wysławiane i nikt po nim otwarcie nie jedzie tak jak jechano w latach 2004-2006.  

Coś tam robiłem do 2 7, o tak! Nawet nie walczyłem z hejtem, o nie.

Faktycznie, Liber próbował jeszcze utrzymywać do roku 2007, że jest związany z rapem, potem oficjalnie stwierdził, że idzie w inną stronę i nie jest do tego stworzony. Brak reakcji na hejt = wers o jedzeniu popcornu z 1 zwrotki.

Rap-kanciapę usunąłem jak mebel 

Mistrzowski wers, odnoszący się do występu z 2003 roku m.in. Ascetoholix w rapowym programie prowadzonym przez wiadomo kogo.

Śpiewałem z tą Grzeszczak, śpiewałem z tą Szroeder. 

Powtórzenie dwukrotne zaimka "tą" nie jest tu bez znaczenia. Ma dodać temu wersu jeszcze mocniejszy wydźwięk, pokazując jaką wielką zbrodnią dla rapu były współprace z tymi wokalistkami... Oczywiście jak Quebo nagrał z Szroeder to już propsy, no bo jakby inaczej?

To było fajne, a rap efa efa (dźwięk skreczy)

Dla Libera taka współpraca była czymś fajnym i przygodą, a rap? Nadal hermetycznie zamknięty na takie rzeczy, co nadal nie jest niczym złym, ale my cały czas poruszamy się w świecie ironii i dezaprobaty wobec tego, co jest teraz i jak jest to postrzegane, a co robił kiedyś m.in. Liber i jak było postrzegane.

Tak wiem, mój rap to cmentarz

Doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego miejsca w szeregu i ten wers nie jest ironią.

Ale to co słyszę dziś, o czym się śpiewa o czym się stęka

Dokładnie tak, bo to jest żałosne stękanie.

Nie mogę już i po nóż sięgam, słyszysz? Chodzę jak Brevik po wyspie

Liber nie może tego znieść i chciałby wymordować osoby robiące gównianą muzykę tak jak Brevik.


To właśnie moja interpretacje niektórych linijek z tego bardzo dobrego, trafnego i przepełnionego sarkazmem kawałka. Liber w sposób mistrzowski wytknął hipokryzję, zmianę spojrzenia na to co, jest dobre, a co złe. Kiedy on i jego podobni "zdradzali" hip hop, wylewano na nich wiadro pomyj i ich muzyka była nie do przyjęcia, natomiast obecne wynalazki i pseudo rap są na topie.

wtorek, 24 grudnia 2024

Big Tone - Tell Me featuring A-Wax, Dee Cisneros & Analise

Będzie kilka słów o tym, co wczoraj usłyszałem i zobaczyłem szukając różnych numerów na youtubie, a mianowicie chodzi o rapera A-Wax'a. Reprezentant Pittsburga, biały gangsta raper z Bay Area, mający szacunek wśród latynosów, który zadebiutował w 2001 roku płytą Savage Timez, którą recenzowałem w lutym 2020 na blogu. Bardzo mocna (w sensie gangsterska) płyta, gdzie A-Wax zaprezentował się z bardzo dobrej strony, na pewno jeżeli chodzi o street cred oraz naleciałości uliczne. Umiejętnościowo? No cóż należy pamiętać, że 99% tych, którzy rapują i są z Bay Area (tych mniej znanych), to bardziej gangsterzy niż raperzy i fajerwerków skillsowych nie można się spodziewać, to mimo to A-Wax na debiucie te umiejętności i tak pokazał. 

No więc patrzę ciekawie zapowiadający się teledysk, bit świetny, śpiew Analise niezły, będzie klimat. No i tak słucham sobie i oglądam pół na pół bacznie, leci zwrotka Big Tone'a, refren śpiewany, jakieś potem podśpiewywanie i niby rap dziwnego typka, no okej niech leci. No i tak czekam, kiedy wjedzie A-Wax swoim charakterystycznym agresywnym stylem (bo tak go zapamiętałem), no i leci ostatnia zwrotka i mówię, musi teraz być A-Wax, ale minęła i  myślę kurde chyba nie było A-Wax'a w ogóle.. Potem słucham jeszcze raz, bardzo uważnie i ten dziwny typek, co sobie podśpiewywał, to własnie jest A-Wax, a raczej słysząc to powiem, że A-Wack... Zachciało się być Drejkiem srejkiem. 

Nie jestem przeciwnikiem próbowania nowych rzeczy w rapie, ale od gangstera z Bay, co zaczynał z grubej mocnej rury (fakt, kolejny płyt nie słuchałem ani kariery nie śledziłem, ale jak teraz sprawdziłem te ostatnie lata , to właśnie stał się miękką fajką), co bujał się z Woodiem, nie można oczekiwać czegoś tak żałosnego. Woodie chyba się w grobie przewracał, słysząc takiego A-Wax'a. Ogólnie numer bardzo dobry, ale...


Brotha Lynch Hung - Season of da Siccness 2: Kevlar (2024)

 Traklista wklejona, ponieważ nie ma sensu pisać:










Brotha Lynch Hung, jeden z najlepszych raperów pod względem flow w rapgrze (moje top 15 na bank i napiszę o tym za jakiś czas), autor chorych tekstów, fotograficznych opisów, mrożących krew w żyłach historii. Ostatnie solo wydał w 2013 rok, a więc rok po tym jak moja zajawka na rap wygasła, a więc nie słuchałem. Poprzednie jeszcze dwa albumy z 2011 i 2010 roku były naprawdę mocne. Teraz zaskoczenie, bo po ponad dekadzie solowej ciszy raper wydaje Season of the Siccness 2. I o ile nie było raczej szans, aby osiągnął poziom jedynki, to jednak jest możliwe oddanie klimatu prequela, jak ktoś zdecyduje się nagrać sequel. Udowodnił to chociażby Cormega ze swoim The Realness II. 

Niestety Lynch zawiódł na całego. Nie oddał klimatu jedynki ani tym bardziej nawet nie zbliżył się do jej poziomu. Co prawda są naprawdę dobrze sklejone wersy, budzące grozę (np w I Can Be A Killa, ILL, czy Bang Bang), ukazujące Lyncha jako bezwzględnego psychopatycznego morderce bez serca (a raczej z twoim sercem wyrżniętym z klatki piersiowej), momentami niezłe flow, to jakoś całościowo brzmi to bez ikry i wyrazu. Czasami odnoszę wrażenie, że Lynch nawija jakby miał 80 lat - co prawda jest Lynchem, ale z zadyszką, bez polotu, nie robiącym dobrego wrażenia. Są też momenty wręcz komiczne, chociażby refren z Smoke i tu można zacytować TDF'a "weźmiesz sobie jakiegoś wyjca, co chuja jest nie artysta".

Byłem pełen nadziei i zajarany jak zobaczyłem ostatnio na youtubie ten album, ale przesłuchanie mnie zawiodło, a dałem 3 próby. 17 numerów, długość płyty 40 minut, kawałki w większości poniżej 3 minut. Reprezentant Sacramento dał ciała. Produkcyjnie także brak pazura, a zapewne bity robił sam Lynch. Nie ma żadnego podkładu, który by hipnotyzował, co nierzadko zdarzało się na poprzednich produkcjach. Słabo to brzmi, a dodatkowo brak C.O.S.'a na featuringu, co byłoby truskawką na torcie... w sumie chyba ten brak jest dobry, bo to byłaby truskawka na zgniłym torcie jakim niewątpliwie jest Season of the Siccness 2.

piątek, 13 grudnia 2024

15 najlepszych lirycznie raperów (stan na rok 2024)

Oto lista 15 wg mnie najlepszych lirycznie raperów, jakich kiedykolwiek słyszałem z krótkim uzasadnieniem w kolejności przypadkowej:

1)K-Rino – punche, koncepty, technika, nieszablonowe pomysły, błyskotliwość, różnorodność tematyczna.

2)GZA - gry słowne, kondensacje znaczeniowe, technika.

3)Vakill - dosadne punchliny, podwójne, podwójne wielokrotne, mocne wersy.

4)Common - błyskotliwe gry słowne, dwuznaczności, podwójne rymy, podwójne odwrotne (u żadnego rapera się z czymś takim nie spotkałem), porównania.

5)Chino XL - niesamowite punche, szeroki zasięg odwołań w bragga, ogromna ekspresja, podwójne.

6)Canibus - słownictwo, ciekawe historie, zadziorność i bitewność.

7)Kool G Rap - historie, najlepsze podwójne wielokrotne w historii, słownictwo. 

8)Rakim - technika, szerokie słownictwo, przenikliwość i błyskotliwość.

9)Gift of Gab - przede wszystkim genialna technika składania rymów oraz koncepty.

10)Biggie - punche, opowieści wręcz fotograficzne, wersy bijące po banii.

11)Big L - mistrz ulicznego braggadacio - rymy, punche potężne.

12)MF Doom - wyborna technika, dużo hiperboli oraz ironii.

13)Nas - Illmatic i wszystko jasne, przenikliwość, technika, dobitność przekazu.

14)Tech N9ne - świetne rymy, podwójne, potrójne, wielokrotnie itd. 

15)Eminem - nie lubię, ale pominięcie go byłoby ignorancją. 


Tak więc miejsce O.C., Big Daddy Kane'a oraz Pharoahe Moncha zajęli K-Rino, Tech N9ne oraz Eminem.


sobota, 12 października 2024

Peerzet

Mówiłem w jednej z poprzednich notek, że Bonson jest polskim Kool G Rapem pod względem techniki. Aczkolwiek zapomniałem o kimś, kto jest co najmniej na jego poziomie, a po przypomnieniu sobie części jego twórczości, mogę śmiało stwierdzić, że przewyższa Bonsa pod tym względem.

Jest to nie kto inny jak Przemek z Krakowa, a więc Peerzet. Raper nagrał dość sporo kawałków i w wielu z nich udowadniał swoją klasę pod względem niesamowitej techniki, mocnych punchy oraz trafnych porównań. Przytoczmy chociażby numer "W skrócie" z 2017 roku, gdzie Peerzet zastosował bardzo ciekawy koncept, wplatając w wersy skróty od różnych słów/wyrażeń. Oczywiście mamy także świetną technikę składania rymów połączoną z punchami. Raper idealnie balansuje między skrótami odnoszącymi się do wielu dziedzin, ale mających na celu jedno - wychwalanie jego osoby. Bragga w pięknej, czystej postaci z genialną techniką. 


Bonson jest fantastyczny pod względem techniki, ale Przemuś jest poziom wyżej, nieosiągalny dla nikogo w Polsce. Szczególnie wielką klasę techniki pokazywał na różnych mixtapach czy też występach gościnnych. Oczywiście "Hipocentrum" z 2008 roku jest dobrą płytą, ale tam Peerzet nie pokazał jeszcze wszystko co najlepsze. To właśnie wydawane później mixtapy, single, nielegalne wydawnictwa udowadniały jego klasę.

Wydał dwie wg mnie bardzo dobre solowo, legalne płyty, gdzie pokazał się o wiele wszechstronniej tematycznie, nadal utrzymując świetną technikę, ale trochę jakby zatracając pazura, mimo ciekawych eksperymentów z flow na drugim krążku. Jego kariera niestety nie potoczyła się tak jak powinna. To co osiągnął jest totalnie nieproporcjonalne do umiejętności. Po płycie z roku 2014 (drugim solo legalnym) tak naprawdę wydał numer "W skrócie" w 2017 roku oraz w grudniu także w 2017 roku wraz ze swoimi kolegami m.in Kojotem czy Oxonem, wydali album "Snap" jako zespół Hipocentrum. W numerze "Mogłem" Peerzet w swojej zwrotce wyjaśnia dlaczego skończyła się jego przygoda z legalnym rapem, wytwórniami oraz mainstreamem:

Mogłem być mamony więźniem, ścigać ją nawet we śnie
Kupić sobie szczęście, na Insta byś napisał "nieźle!"
Jak Ci co jadą po korpo, że tam brata sprzeda brat
A byle się nachapać sami Ci tu wepchną pusty rap
Mogłem pójść tą drogą, mieć markę albo logo
Jak co drugi DJ Bobo dziś liczyć hajs jak robot

Mogłem nie przejmować się tobą, pchać Ci tani syf
Byle zysk zgadzał się, nie istotny skilli sznyt

Potem zrobił coś na Hot 16 Challange w 2020 roku, następnie w 2021 wrócił jak Pan Przemek z kilkami numerami już bardziej na luzie. Był wtedy już innym człowiekiem w stu procentach żyjącym z czego innego niż rapu, mającym rodzinę i traktującym rap jako zwykłą zajawkę. Jego ostatni występ to świetna zwrotka z kawałka "Bomby" Trinity z 2023 roku, gdzie nawinął:

Kiedyś se tam zjadłem scenę i byłem wtedy naj

Co jest w stu procentach prawdą, bo tak było, ale teraz ma na to wyrąbane. No i idealnie, używając oczywiście mocnego eufemizmu, nawiązał do kondycji "obecnego, nowoczesnego rapu":

Nic nie mogę w nim znaleźć jak u żony w torebcę.

W czym się z nim zgadzam do tych obydwu rzeczy :)