niedziela, 15 czerwca 2025

Lords of the Underground - So Legendary (2025)

Lords of the Underground to zespół pochodzący z New Jersey, ale przeze mnie trochę zapomniany. Odkryłem ich w 2007 roku, sprawdziłem całą dyskografię oraz najnowszą jak na tamte czasy płytę z 2007 roku. Ich muzyka bardzo przypadła mi do gustu. Debiut z 1993 roku chyba najlepszy, drugi album wydany rok później także dobry natomiast trzeci krążek z 1999 roku już był w zupełni innej stylistyce szczególnie pod względem brzmienia. Jednakże jest to moja ulubiona od nich pozycja obfituje w numery, które najbardziej wchodziły do głowy i zapadały w pamięć. Album z 2007 raczej średni w porównaniu do poprzednich, ale nadal warty sprawdzenia.

Byłem mega zaskoczony, kiedy na youtubie kilkanaście dni temu pojawił mi się w propozycjach ich numer. Okazuje się, że wydali w kwietniu płytę, a w zasadzie należałoby rzec epkę, bo trwa 27 minut. No i ten materiał to jest po prostu esencja tego, co w rapie najlepsze. Lordsów cechuje ta charakterystyczna, co w latach 90-tych nawijka - raperom zdarza się nie rapować po całych zwrotkach, ale po kilka wersów na przemian. Przynosi to na myśl odsklulową, klasyczną tradycję obecną w latach 80-tych najczęściej w nagraniach Run DMC. 

Na "So Legendary" mamy świetne bity dostarczone przez Snowgoons, bo to w zasadzie wspólny projekt. Podkłady są naprawdę mocne, dopracowane i najlepiej słuchać na słuchawkach lub dobrym głośniku i podkręcić bas. Brzmienie idealnie pasuje do rapujących Mr. Funky oraz DoItAll, a nawijają poprawnie. Żadnych innowacji pod względem flow czy akrobacji nie ma, ale nie tego po tych raperach się oczekuje.

Tekstowo dostajemy to, czego można było się spodziewać po chłopakach. Trochę refleksji, poważniejszych rozważań o problemach, follow-upy do raperów oraz nagrań z przeszłości np. do Rakima z wersem "check out my melody", lekko prześmiewczy do Atmosphere "I don't know Lucy but I know Merry", pomysłowy do zespołu Phonte i Nicolay'a "this is a call for change, I'm taking Foreign Exchange" a także błyskotliwe wersy np. "Asalamalekun Sheik let's get it shaking" (chociaż Bedoes za taki wordplay by pojechał tak jak zrobił to z jednym gościem w tym żałosnym Rhythm & Flow, ojej), bragga i manifestowanie swojej pozycji "I killed your favourite rapper and it ain't even hard" - Właśnie tak, Lordsi dają naprawdę RAP.

To wydawnictwo jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Mamy Grand Pubę i Lordsów. Ciekawe ile jeszcze ekip/raperów w tym roku powróci i pokaże klasę? Oby jak najwięcej

wtorek, 3 czerwca 2025

Rhythm + Flow Polska

Jestem w miarę świeżo po obejrzeniu programu Netflixa Rhythym + Flow Polska. Taki niby rap talent show na wybranie najlepszego "rapera" wśród uczestników i do wygrania 500 tys złotych. Pochłonąłem z żona wszystkie 8 odcinków w weekend ostatni, ale z każdym kolejnym coraz mniej chciało mi się na to patrzeć, moje oczy oraz uszy coraz bardziej krwawiły, a poziom żenady zbliżał się do zenitu. Ale po kolei.

Mamy 3 głównych jurorów. 1)Bedoes - raper, którego jak usłyszałem w 2018 roku to zrobił na mnie piorunujące wrażenie swoją świeżością i charyzmą. Był to rap w Polsce, jakiego wcześniej nie było, ale poszedł w stronę wycia i spierdolił sprawę. 2)Dziarma (hahahaha) - której wcześniej nie znałem i moje życie było piękniejsze. Pomijając już jej wygląd i żenujący sposób zachowania, to babka przyszła z "Mam Talent", posłuchałem jej kilku numerów i to wręcz masakra, totalny no skill. No i last but not least 3)Wojtek Sokół, który jak dobrze wiemy zamienił śródmieście na ekipę z Na Wspólnej i pójdzie wszędzie, aby zarobić - a to przecież Jędker się sprzedał. A więc mamy dwóch wyjców i Wojtusia w jury, więc wiadomo było raczej jakiego typu "raperów" można było się spodziewać.

I najlepsze w tym jest to, że niektórzy uczestnicy naprawdę mieli skille, ale tylko jak rapowali i o tym zaraz. Niestety zdecydowana większość z nich nawijała niestety w "nowoczesny" sposób, a więc podśpiewywania, wycie po prostu, a to nie jest rap. Jedynymi osobami, które naprawdę pokazywały tam rap, to były dziewczyny - Kara oraz Eiden czy jakoś tak (nie pamiętam ksywki i nie chcę mi się szukać). Kara po prostu prosty uliczny rap bez większych umiejętności, ale RAP. Beką jest, ze ta dziewczyn wydała już dwie płyty i nawet była na 7 mixtejpie DJ Decska. A ta druga Exeiden czy coś, to 19 latka z Torunia chyba, no name zupełny, ale rapowała. Plus dodatkowo dwukrotnie wbiła szpitę w nowoczesny rap, nazywając go m.in. Trapopolo czym mega zyskała moją przychylność, bo to niesamowicie trafne określenie.

Nie zakwalifikowały się do pierwszej piątki, a moment, w którym odpadła Kara jest jednym z najbardziej komicznych. Był odcinek i konkurencja, która miała być bitwą fristajlową... z przygotowanym wcześniej tekstami hahaha. No i przeciwniczką Kary była Murzynka (nie pamiętam ksywy i nie chce sobie przypomnieć, więc nazwijmy ją Murzynka). No i ta Murzynka miała naprawdę mocne punche (pewnie ktoś jej napisał, może zrobiła dobrze dla Te-Trisa poprzedniego wieczoru?) i zmasakrowała Karę, jadąc jej po rodzinie. Tak, że ta druga zapomniała przygotowanego wcześniej tekstu i zaczęła naprawdę fristajlować! Fristajlować, czyli jako jedyna zaczęła robić, to co powinni robić wszyscy, a nie ciotowato przygotowywać wcześniej teksty, znając swojego przeciwnika... Nawinęła kilka nie najgorszych, rymujących się linijek, ale odpadła.

Zredifiniowali w tym programie również definicje Cyphera. Zawsze byłem przekonany, że Cypher, to jak stoi 4 gości, fristajluje jeden po drugim, a nie że nagrywa się kawałek w czwórkę ze wspólnym tematem. No, ale skoro rapem teraz jest to wycie, to i cypherem może być to co pokazali. Żenada. I teraz jeszcze powracając do końcówki pierwszego zdania z trzeciego akapitu - tak, niektórzy naprawdę pokazywali klasę pod względem flow, ale tylko jak rapowali. Bo prędzej czy później każdy z nich zaczynał wyć. Inną żenadą jest gościu, którego też nie pamiętam ksywy, ale odpadł jakoś szybko chyba w trzecim odcinku, gdzie skończyły się eliminacje i wybrali uczestnicy mieli rapować przed jury. Gościu wjechał ze stylem, nietypową (normalną!) nawijką, ciekawymi grami słownymi z czymś naprawdę świeżym i co? Bedoes zjechał go od góry do dołu, bo wiadomo że skille nie w modzie.

Co do techniki składania rymów, to uczestnicy nie pokazali nic wielkiego. Fakt, niektórzy używali sporo rymów krzyżowych, ale jakiekolwiek podwójne czy coś więcej? Zapomnij. A beka pod tym względem największa z Baby V (hahaha zapamiętałem ksywkę), bo już sama ksywa sprowadza do podłogi. Ona rapowała przeplatając polski i angielski, chociaż rapowała to może zbyt duże słowo, bo ciągle zapominała tekstu. W jednym swoim wersie po angielsku powołała się właśnie na to, że ma podwójne rymy, nawijając coś w stylu "check out my double rhymes". Rozumiecie? DOUBLE RHYMES hahahaha. Szkoda, że dziewczyna nie ma pojęcia, że zza oceanem nie funkcjonuje pojęcie double rhymes. Tam mówią multis czyli multisyllabic rhymes, ewentualnie internal rhymes. Oczywiście pod tymi pojęciami kryje się to, co my w Polsce nazywamy podwójnymi, podwójnymi wielokrotnymi, potrójnymi itd, ale w rapie w USA nie funkcjonuje pojęcie double rhymes.

Podsumowując, festiwal żenady i agonii. Jak się porówna to z programem podobnej konwencji z 2013 roku ŻYWYRAP to się łza w oku kręci. Miałem wkleić obrazek jurorów, ale postanowiłem, że jednak nie będzie truskawki na torcie. 

środa, 28 maja 2025

Grand Puba - The Origin (2025)


Zupełnie przypadkowo przeczytałem ostatnio na popkillerze, że Grand Puba wydał nową płytę. Mówię sprawdzę oczywiście, bo od zawsze lubiłem tego wykonawcę, mimo że czysto umiejętnościowo jest raczej na średnim poziomie poza przekazem, który zawsze był jego bardzo mocną stroną. Ciekawostką jest dla mnie fakt, że solowo Grand Puba ma niewiele mniej odsłuchań niż Brand Nubian jako zespół. 

Materiał ma 25 minut, więc to jest po prostu epka, ale raper jak zapowiedział w intrze, to pierwsza część łącznie z trzech, więc całkowicie będzie jak pełny long play. No i tutaj mały szok, bo wcześniej nie widziałem tej okładki, którą wkleiłem i nie doczytałem do końca - ale ten 3 epkowy projekt to pożegnanie rapera z tym biznesem. Szkoda, ale trzeba się cieszyć tym co jest teraz, a jest z czego.

Nie sądziłem, że ta produkcja tak mi siądzie, że będę słuchał jej kilkukrotnie i nawet powrócę do całej dyskografii solowej wykonawcy. Treściowo na tym materiale dostajemy to, do czego Puba przyzwyczaił słuchaczy przez całą swoją karierę. Food for thought, w którym obecne są treści afrocentryczne, społeczno-polityczne rozważania oraz luźniejsze tematy dotyczące kobiet. Nic odkrywczego i w zasadzie to samo, co 35 lat temu, ale co z tego? Słucha się tego mi dobrze, a wszystko podane na takich bitach i zarapowane w taki sposób, że śmiało można powiedzieć by, że to album nagrany w latach 90-tych.

No właśnie, bo Grand Puba to stary Grand Puba. Stary, bo ma już 60 lat i stary w swoim sposobie robienia muzyki. Można przytoczyć jego słowa:

listen to this but i don't think you will undestrand, it's Kool Keight and Grand

No właśnie nowoczesny słuchaczu - nie zrozumiesz. Zaskakujący występ Kool Keitha, człowieka legendy alternatywnego rapu dodaje smaczku, tworząc najlepszy numer z materiału. Świetny występ i fantastyczne kolabo. Jak i cała epka świetna, czekam na kolejne części. 

środa, 7 maja 2025

Ice Cube - War & Peace Vol. 1 (The War Disc) (1998)

Ice Cube to raper, który nie dysponował nigdy wybitnym flow, świetną techniką składania rymów ani nigdy nie uważałem go za jednego z najlepszych wykonawców nawet z samego Zachodu. Jednak zawsze go lubiłem i darzyłem szacunkiem. Trzech rzeczy Cubowi nie można odmówić. Pierwsza to wkład w rozwój gangsta rapu, bo z N.W.A. był zdecydowanie najlepszym pod względem umiejętności raperem. Druga to charyzma, którą ma niewątpliwie dużą i pod jej względem w N.W.A. jedynie może ustępował Eazy-E, ale to kwestia dyskusyjna. Trzecia to buńczuczność na mikrofonie.

I na płycie wydanej w 1998 roku, która jest pierwszą częścią podwójnego albumu, pokazuje wyżej wspomniane rzeczy. To w jaki sposób porusza się na bicie, wręcz ujeżdżając go bezkompromisowo i z jakim przytupem akcentuje słowa nie dość, że przyciąga moją uwagę, budzi podziw to niesamowicie buja. Nie mam na myśli, że ma genialne flow, bo jak już wspomniałem na początku - nie ma, ale on gra pierwsze skrzypce na bitach, pokazując że nimi rządzi. 

Ice Cube jest pewnym siebie, twardo stojącym na ziemi, pełnoprawnym i szanowanym człowiekiem z samego środka getta. Raper wykracza poza konwencje zwykłego gangsta rapu na albumie. Mamy uliczne bragga, społeczne obserwacje prosto z getta, szkodliwość pieniądza, kwestie niesprawiedliwości, świetny storytelling w "Once Upon A Time In The Projects 2" czy ciekawy koncept w "Dr. Frankenstein". Oczywiście Cube jak przystało na gościa z getta nie stroni od bezpardonowego często wulgarnego języka.

Tak trochę śmiejąc się, to raper utarł mi ładnie nosa co do techniki składania rymów, którą nazwałem (dość łagodnie), że nigdy nie była świetna. Chodzi o kilka początkowych wersów z "Greed":

We be stackin chips, packin clips, mackin chicks
Laugh at tits, slappin dick, in yo' bitch (bitch!)
Makin hoes, take these clothes, from these sto's
Walkin slow, there go the po', now here we go

Godne podziwu. Ciekawym jest też fakt, że własnie w powyższym numerze w pewnym momencie nawija jak Biggie, a w "Ask About Me", który jest pierwszy na płycie tak jak Tupak. Powodując, że Big and Pac żyją :) Brzmieniowo jest mocno, ostrawo, bujająco, a momentami gładziej. 

Płyta trwa grubo ponad godzinę, ale w żadnym wypadku nie jest zrobiona na siłę, nie ma zapychaczy, niepotrzebnych skitów (tylko jeden) jak u Masta Ace'a (chociaż tam był koncept album, ale nie mniej męczące to było). Bierze się ją od początku do końca i słucha z przyjemnością. Oczywiście są kawałki lepsze oraz gorsze. Do moich faworytów należą "Ghetto Vet", "War And Peace", "Greed", "Ask About Me" oraz "Extradition". 

niedziela, 4 maja 2025

Mistah F.A.B. - Once Upon a Sideshow (2025)

Współczesne Bay Area - te gangsta rapowe jak i nie gangsta rapowe, jakie ono jest? Nie mam pojęcia. Natknąłem się ostatnio na temat na forum ślizgu, gdzie rozmawiali właśnie o tym. I jeden człowiek polecił 3 płyty z tego roku, a wśród nich własnie kolaborację Mista F.A.B. z DJ'em Idea, mówiąc że ta najbardziej mu się podoba. Wykonawcy nigdy nie słuchałem poza jakimś numerem z 2007 roku, ma dużo płyt na koncie, jest z Oakland, a solowo działa od 2002 roku. Pomyślałem, że posłucham, zobaczę, bo osobiście sympatyzuję z Bay od zawsze - zarówno z tą uliczną jak i nie uliczną stroną.

Łącznie materiał trwa około 30 minut i nie wiedziałem czego można się spodziewać. Jednak już po 1 numerze widać w jakiej stylistyce będzie cały album. Mamy rok 2025 i mamy do czynienia z hyphy na poziomie którego absolutnie nie powstydziłbym się Mac Dre czy Kean Da Sneak. Charakterystyczne bity z tzw tłuczeniem, brzmienie imprezowe, trochę na pograniczu crunku, ale zupełnie nim nie będące, bo bym tego nie zniósł. Przyspieszanie, wariactwa na bicie, charakterystyczne akcentowanie, przeciąganie słów - to jest klimat! 

W żadnym wypadku wycie czy stękanie, ale do tego wrócę na koniec jeszcze. Sposób nawijania Mista F.A.B. przynosi skojarzenia z wypadkową Mac Dre, Kean Da Sneaka, Too Shorta i E-40 (szczególnie naleciałości z tego ostatniego są widoczne w "99,999"). Nie jest to w żadnym wypadku kopiowanie, a oddanie hołdu tym raperom jako jednym z głównych reprezentantów i pionierów hyphy. Treściowo jest to czego można się spodziewać, a więc sporo slangu Bay Area, tematy pimpowe, hajsowe, dragowe, chillowe czy representing.

Podsumowując, bardzo ciekawa pozycja, sam jestem zaskoczony, że mi się tak wkręciła. Chociaż zdarzają się niechciane momenty jak np refren z "Mehicle" i kilka innych drobnych spraw, ale jest tu tyle świetnych rzeczy, że wybaczam.