wtorek, 8 marca 2011

Zapowiedź Ligi Mistrzów 8 i 9 marzec

Wtorek

Barcelona – Arsenal

Jest to najbardziej interesujące spotkanie w tym tygodniu jeżeli chodzi o Ligę Mistrzów. Oczy całego piłkarskiego świata będą zwrócone na Camp Nou, gdzie Katalończycy będą musieli odrobić jednobramkową stratę z Londynu, w którym ulegli Arsenalowi 1:2. Zdecydowanym faworytem są oczywiście gospodarze, którzy posiadają lepszych piłkarzy i ostatnio lepiej prezentują się niż Kanonierzy. Co do osłabień kadrowych, to w ekipie hiszpańskiej nie zagra podstawowa para stoperów Pique – Puyol. Jest to duża strata i Guardiola będzie zmuszony na środek defensywy ustawić Abidala i Milito lub Busquetsa. Arsene Wegner także nie będzie mógł skorzystać z usług wszystkich swoich zawodników. Na pewno na murawie nie zobaczymy Walcotta oraz Songa, pomijając wiecznie kontuzjowanego Vermaela. Występ Van Persiego także stoi pod znakiem zapytania, ale Holender poleciał do Barcelony i nie jest wykluczone, że pojawi się nawet w pierwszej jedenastce. Będąc realistą, sądzę, że Anglicy mają za słabą defensywę, aby przeciwstawić się Barcelonie, ale liczę, że stanie się inaczej i… ,,Niech nas pożegnają zraszaczami”. Tyle w temacie.

Szachtar – Roma

Naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić, aby AS Roma dała radę awansować do ćwierćfinału. Nowy opiekun Rzymian – Vincenzo Montella – staje przez prawie niewykonalnym zadaniem. W pierwszym spotkaniu Włosi ulegli na własnym obiekcie 2:3, więc teraz na zimnej Ukrainie będą musieli wygrać dwoma bramkami lub jedną bramką wynikiem większym niż 3:2. Oczywiście Roma posiada w swoim składzie bardzo dobrych zawodników, którzy potrafią grać w piłkę, ale także Szachtar nie jest zespołem amatorów. Co do osłabień to trener Rzymian nie będzie mógł skorzystać z usług Adriano, Meneza i Cassettiego, natomiast opiekun Ukraińców z Kuchera i Fernandinho, ale nie są to poważne straty. Osobiście nie chcę mi się wierzyć, że gospodarze dadzą sobie wyrwać z rąk awans do 1/4 Ligi Mistrzów. To dla nich wielka szansa, ponieważ może to być historyczny awans.

Środa

Schalke – Valencia

W Gelserkinchen rozstrzygnie się rywalizacja pomiędzy Schalka, a Valencia. Tak naprawdę ciężko jest tutaj wskazać faworyta, bo żaden wynik nie powinien zdziwić, gdyż są to mniej więcej wyrównane ekipy, może z leciutkim wskazaniem na Hiszpanów, ale atut własnego boiska dla Niemców to wskazanie niweluje do zera. Na Mestalla padł remis 1:1, a więc rezultat, który w lepszej sytuacji stawia gospodarzy. Dla piłkarzy Magatha sezon w Bundeslidze w zasadzie się skończył, więc czeka ich walka Pucharze Niemiec (już są w finale) oraz właśnie Lidze Mistrzów. Valencia w lidze krajowej nie ma szans na więcej niż miejsce numer 3 i raczej na mniej niż miejsce numer 4. Opiekun Schalke nie będzie mógł skorzystać z usług Huntelaara, ale to nie jest osłabienie, biorąc pod uwagę fatalną dyspozycje Holendra w ostatnich meczach. W ekipie gości nie wystąpi Topal, więc jest to osłabienie środka pola. Z racji mojej piłkarskiej ,,orientacji” idę za Niemcami, ale wszystko się może zdarzyć w ten wieczór na Veltins Arena.

Tottenham – Milan

Ekipa Milanu także stoi przed bardzo trudnym zadaniem. Podobnie jak inny włoska drużyna, a więc Roma, Milaniści muszą wygrać na wyjeździe. Nie musi być to koniecznie zwycięstwo dwoma bramkami, ponieważ na San Siro ulegli 0:1, ale trzeba pokonać Koguty wynikiem od 1:2 w górę, aby cieszyć się z awansu. Jednak klasa piłkarska Tottenhamu jest wyższa niż Szachtaru, więc niekoniecznie prawdziwym będzie twierdzenie, że lider Serie A ma łatwiejsze zadanie. Przechodząc jednak do konkretów, to Massimillano Allegrii będzie musiał poradzić sobie bez Van Bommela, Cassano, Emanuelsona, Pirlo, Gattusso, Ambrosiniego, Inzaghiego i prawdopodobnie Boatenga. Osłabienia spore, ale nawet bez tych piłkarzy kadra Milanu prezentuje się groźnie. Do składu Tottenhamu powraca Bale, co jest bardzo dobrą wiadomością dla kibiców, trenera jak i piłkarzy. Rywalizacja zapowiada się ciekawie i mimo wszystko nie można skreślać Milanu, bo na pewno jest w stanie wywalczyć awans.

poniedziałek, 7 marca 2011

25 kolejka Bundesligi

Piątek

Lider z Dortmundu podejmował na Signal Iduna Park FC Koln. Faworyt mógł być tylko jeden czyli gospodarze i faworyt nie zawiódł, ponieważ zwyciężył 1:0. Wynik co prawda niewielki, ale to Borussia dominowała przez całe spotkanie, stwarzając sobie sytuacje bramkowe, a ekipa gości w zasadzie nie miała nic do powiedzenia. Gdyby nie fantastyczna postawa w bramce Koziołków Rensinga, piłkarze Jurgena Kloppa zapewne wygrywaliby wyżej. Jedyną bramkę dla lidera Bundesligi zdobył Robert Lewandowski. To jego szóste trafienie w obecnym sezonie i mając na uwadze, że będzie prawdopodobnie wystawiany jeszcze przez długi czas w pierwszej jedenastce, bilans strzelecki się pewnie zwiększy.

Sobota

Bayern przeżywa ostatnio ciężkie chwile. Wydawałoby się, że po wygranej z Interem w Mediolanie będzie cały czas dobrze szło. W ostatnich dwóch spotkaniach Bawarczycy ulegli przed własną publicznością kolejno Borussii Dortmund w lidze i Schalke w półfinale Pucharu Niemiec, z którego odpadli. Wyjazd do Hannoveru na pewno nie zaliczał się do serii łatwych, ale większość sądziła, że mistrz kraju przerwie czarną serię. Niestety, ale tak się nie stało, ponieważ goście przegrali trzeci raz z rzędu. Byli słabsi w przekroju całego spotkania i nie można zarzucić, że wygrana Hannoveru 3:1 była dziełem przypadku. Seria trzech porażek z rzędu, biorąc pod uwagę wszystkie fronty nie zdarzyła się Monachijczykom od 11 lat. Sytuacja zaczyna się komplikować, bo do końca sezonu coraz mniej kolejek, a perspektywa zajęcia chociażby trzeciego miejsca się powoli oddala.

W składzie Schalke tym razem zabrakło Huntelaara, ale nie pomogło to graczom Magatha w zdobyciu nawet punktu w Stuttgarcie. Gospodarze pokonali Schalke 1:0 po golu z rzutu karnego w 15 minucie. Od tego momentu przyjezdni grali w osłabieniu, bo właśnie za sprokurowanie jedenastki (poprzez obronę piłki ręką) czerwoną kartkę obejrzał Howedes. To już drugie zwycięstwo z rzędu VFB i bardzo cenne, bo walczą o utrzymanie. Dla Schalke obecny sezon na ligowym podwórku chyba już definitywnie stracony i powinni się skupić na walce w Lidze Mistrzów, która już w środę.

Także niezwykle wartościowe zwycięstwo odnosi inny zespół, którego byt w pierwszej Bundeslidze stoi pod dużym znakiem zapytania, a więc Borussia M’gladbach. Gracze Lucien’a Favre pokonali 2:0 przed własną publicznością Hoffenheim, które w ostatnich pięciu kolejkach, wliczając również obecną, zdobyło tylko 4 punkty. Borussia mimo zdobyciu 3 punktów nadal pozostaje na ostatniej pozycji w tabeli, ale traci tylko 4 oczka do miejsca dającego utrzymanie.

Norymberga to bez wątpienia największa rewelacja rundy wiosennej. Ekipa, która zajmowała miejsce w środku tabeli, będąc raczej bezpieczną pozostania, włącza się do walki o europejskie puchary. Tym razem ofiarą gospodarzy był beniaminek z Hamburga, a więc ST. Pauli. Norymberga zdeklasowała swoich rywali aż 5:0, a 4 gole zdobył Eigler. Mając na uwadze powyższe, gospodarze tracą jedynie 3 punkty do piątego miejsca. Zobaczymy, ile jeszcze potrwa ta doskonała passa Norymbergi. W ostatnich 5 meczach wygrywali czterokrotne i tylko raz remisowali. Imponujące.

Eintracht to natomiast przeciwieństwo Norymbergi czyli największe rozczarowanie rundy rewanżowej. Piłkarze Skibbe jeszcze nie wygrali spotkania i chyba teraz nadeszła najlepsza ku temu okazja, ponieważ w Frankfurcie podejmowali będące w słabej formie Kaiserslautern. Gospodarze przerwali czarną serię trzech porażek z rzędu, ale nie uczcili jej zwycięstwem, ponieważ rywalizacja zakończyła się bezbramkowym remisem. Bliżsi zwycięstwa byli przyjezdni, ale w drugiej połowie Lakic fatalnie skiksował, mając przed sobą pustą bramkę i stojącego w niej obrońcę Eintrachtu.

Wolfsburg po ostatniej wygranej nad Borussią M’gladbach jechał w nienajgorszych nastrojach na Bay Arena, gdzie mimo że nie był faworytem, bo tym był oczywiście Leverkusen, mógł mieć nadzieje na zdobycie punktu. Jednakże Wilki zostały bardzo szybko sprowadzone na ziemię, gdyż po pierwszych 45 minutach Aptekarze prowadzili 3:0. Wynik meczu ostatecznie nie uległ zmianie i Bayer Leverkusen pozostał na pozycji wicelidera, a Wolfsburg ma tylko punkt przewagi nad drugim i trzecim od końca zespołem. KieSling zdobył bramkę na 3:0, tym samym rehabilitując się za samobójcze trafienie sprzed tygodnia w Bremie.

Niedziela

Jak już mowa o Bremie, to Werder wreszcie po sześciu kolejkach bez wygranej zdobywa pełną pulę punktów. Piłkarze Schaafa pokonali na wyjeździe 3:1 Freiburg. Gospodarze, którzy jeszcze parę tygodni temu byli w pucharowej części tabeli lub tuż przy niej, obecnie spadają na 8 miejsce, tracąc 5 oczek do miejsca premiowanego startem w Lidze Europy. Ciężko będzie im się znaleźć tam na koniec rozgrywek, ponieważ mają przed sobą trudny terminarz i m.in. potyczki z Mainz, Bayernem i Borussią Dortmund.

Bardzo ciekawie zapowiadał się mecz w Hamburgu pomiędzy HSV, a Mainz. Gospodarze byli faworytem tej potyczki i potrzebowali zwycięstwa, aby zbliżyć się do pierwszej piątki ligowej. Biorąc pod uwagę sobotnią porażkę Bayernu, apetyty Hamburczyków na wygraną były na pewno jeszcze większe. Jednakże potknięcie Bawarczyków to też była szansa dla FSV, aby ich przeskoczyć w tabeli. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem goście 4:2, mimo dwukrotnego prowadzanie gospodarzy. Trzeba powiedzieć otwarcie, że Hamburg rozczarował, a kibice mają powoli dosyć Armin Veh’a, czego dowodem był mini transparent z napisem ,,Van Gaal Zum Hamburg”, co po sezonie może stać się rzeczywistość, bo Holender po zakończenie rozgrywek żegna się z Bayernem.

Tabela. Oczywiście w przypadku równej liczby punktów decyduje różnica bramek

1)Borussia D. – 61 punktów
2)Bayer – 49 punktów
3)Hannover – 47 punktów
4)Mainz – 43 punkty
5)Bayern – 42 punkty
__________

14)Werder – 28 punktów
15)Wolfsburg – 26 punktów
16)Stuttgart – 25 punktów
17)Kaiserslautern – 25 punktów
18)Borussia M. – 22 punkty

Liga Mistrzów, Eliminacje Ligi Mistrzów, Liga Europy, Baraże, Spadek.

Strzelcy:

Gomez – 18 goli, Bayern
Cisse – 17 goli, Fryburg
Gekas – 14 goli, Eintracht
Schurrle – 12 goli, Mainz
Raul – 11 goli, Schalke
Ya Konan – 11 goli, Hannover
Lakic – 11 goli, Kaiserslautern

sobota, 5 marca 2011

Saigon - The Greatest Story Never Told

1)Station Identification (Intro) feat. Fatman Scoop
2)The Invitation feat. Q-Tip
3)Come On Baby feat. Swizz Beatz, Jay-Z
4)War
5)Bring Me Down Pt 2
6)Enemies
7)Friends
8)The Greatest Story Never Told
9)Clap feat. Faith Evans
10)Preacher
11)It’s Alright feat. Marsha Ambrosius
12)Believe It
13)Give It To Me feat. Raheem Devaugn
14)What The Lovers Do feat. Devin The Dude
15)Better Way feat. Layzie Bone
16)Oh Yeah
17)The Winner Is feat. Bun B
18)Too Long feat. Black Thought


Mamy 2011, a bohater notki w bieżącym roku wkracza w 33 rok swojego życia i dopiero teraz wydaje oficjalny krążek. To relatywnie późno, ponieważ od wielu lat Saigon był uważany za wielką nadzieję Nowego Jorku i sporo osób oczekiwało na moment, w którym w końcu nagra debiut. Artysta wcześniej wydał kilka mikstejpów oraz tzw. street albumów, ale żadnego nie słuchałem i nawet nie byłem zainteresowany. Tak samo nie byłem zainteresowany sprawdzeniem ,,The Greatest Story Never Told”, mimo że polecał mi Gawi. Jednakże ostatecznie zdecydowałem się to zrobić po tym, jak jeden kolega podczas wspólnego picia browarów, pokazał mi 2 kawałki z płyty, które mi się bardzo spodobały.

Przechodząc do warstwy tekstowej, powiem od razu, że jest dobra, a jej największą zaletą jest różnorodność. ,,Come On Baby” to numer w stylistyce bragga, gdzie lepiej wypadł Jay-Z, ale gospodarz płyty także pokazał się z ponad przeciętnej strony. ,,Bring Me Down Part 2” to kawałek, w którym raper manifestuje swoją determinacje w dążeniu do celu, wspomina również o momentach w życiu, w których wszyscy źle Ci życzą i musisz samemu sobie radzić. Jeżeli chodzi o ,,Enemies”, to na początku sądziłem, że jest bardzo pouczającą nutą, której morałem jest to, że w życiu nie można ufać nikomu, bo nawet najbliżsi Tobie ludzie mogą okazać się wrogami. Był to błąd, bo tematyką tracku jest przedstawienie złych strony ulicy. Ciekawy koncept, bo jak się nie wsłucha, to można mylnie zrozumieć przesłanie. W ,,The Greates Story Never Told” Nowojorczyk chce powiedzieć mniej więcej takie coś ,,wreszcie jestem i mam zamiar zrobić to i to, a poza tym otaczająca nas sytuacja nie jest kolorowa, na świecie nie dzieje się za ciekawie”.

Można odnaleźć pozytywny, motywujący i optymistyczny klimat, którym wypełniony w pełni jest ,,Clap”, a także warto nadmienić ,,Believe It”, który mówi, że w życiu nie jest łatwo, ale wiara w siebie może zdziałać cuda. ,,Preacher” na dłuższą metę ja interpretuję jako atak w ludzi, którzy mówią co innego, a robią co innego, a więc hipokrytów, których w Twoim, mój/moja drogi/droga czytelniku/czytelniczko, jak i moim otoczeniu, na pewno nie brakuje. Artysta osobiście poświęcił kilka ,,ciepłych” słów politykom i księżom. Refleksji nad różnymi tematami na albumie nie brakuje. Wystarczy wspomnieć chociażby ,,It’s Alright” (ogólna refleksja) czy ,,Better Way” (osobista refleksja), a to tylko przykłady, ponieważ raper dostarczył sporo własnych przemyśleń na albumie. ,,Give It To Me” to numer na temat dziewczyn, ale bardziej w konwencji hedonistycznej niż uczuciowej. Jak widać, jest tego sporo.

either I hit the street to do some pitching
knowing these dudes is snitching
or die trying to make it as a musician
my living condition is not in the greatest position
and nah, I ain’t bitching, I just gotta make a decision
should I breeze past hop out in a ski mask
rob everything moving and cruise in a G-class

Za warstwę muzyczną w większości odpowiedzialny jest Just Blaze, jednakże swoją cegiełkę dołożyli m.in. Kanye West oraz Buckwild. Co można usłyszeć? Mianowicie ,,Come On Baby”, gdzie bit jest żywy, można powiedzieć, że w trochę południowym stylu, naładowany energią i nie pozwalający zasnąć. Numerem, który daje jeszcze więcej mocy jest ,,Bring Me Down Pt 2”. Szczególnie podczas refrenu czuć siłę wydźwięku podkładu, która niemal przeszywa uszy. Jednak skoro pisałem, że na materiale jest kilka refleksyjnych kawałków, spokojniejsze i wolniejsze bity także musiały się znaleźć. Wyróżniłbym ,,Enemies” z partią pianina i ładnym, świetnie pasującym tutaj basem, dodając do tego ,,Better Way”, który chyba jest najbardziej uderzającym podkładem, wręcz idealnym pod rozkminkowe wersy. Warto zwrócić uwagę także na tytułowy track, który nie zawiera ani bujającego, ani mogącego wyciskać łzy z oczu swoim wydźwiękiem bitu, ale ma coś w sobie. Jest to podkład w średnim tempie, którego po prostu słucha mi się dobrze i czuć w nim solidność. Ciepło i pozytywna energia emanują z ,,Clap”. Produkcja jest tak jak warstwa liryczna - zróżnicowana i dopracowana.

Pod względem flow Saigon spisuje się zdecydowanie powyżej przeciętnej. Odnajduje się zarówno na tych mocniejszych bitach, jak i spokojniejszych. Świetnie pasuje mi szczególnie do refleksyjnych kawałków, gdzie musi podzielić się ze słuchaczami emocjami, a to mu wychodzi. Jego nawijkę cechuje także płynność, ale jestem przekonany, że to taki nieoszlifowany diament i ta płynność może być jeszcze lepsza. Raper jest w stanie zmienić tempo rapowania i przyśpieszyć na jakiś czas, co udowadnia w ,,Come On Baby”. Jeżeli chodzi o sam głos, to nie wiem czemu, ale pasuje mi do brudnego nowojorskiego klimatu lat 90-tych. Jakby ktoś z takim głosem wydał uliczną płytę w latach 90-tych, na bank by mi się podobała. Co oczywiście nie znaczy, że mam do niego jakieś zarzutu, jeżeli chodzi o stylistykę ,,The Greatest Story Never Told”. Dodam jeszcze, że podobają mi się śpiewane/podśpiewywane refreny wykonane m.in. przez Faith Evans, Layzie Bone’a i Devin’a, natomiast Q-Tip jest (co mnie zdziwiło) totalnie asłuchalny.

Absolutnie nie żałuję, że zdecydowałem się sięgnąć po ten materiał. Wiedziałem, że raczej się nie rozczaruje, bo nie śledziłem badawczo kariery (chociaż może to złe słowo, bo prawdziwą karierę, to on może dopiero zrobić) Saigona w całym tym rapie i nie miałem wielkich oczekiwań, co do debiutu. Mogłem tylko się zaskoczyć pozytywnie i tak właśnie było. Cieszę się, że album jest daleki od ulicznych klimatów. Dostałem krążek w takiej stylistyce jaką lubię. Jest to bez wątpienia dobry album z porządną liryką, muzyką oraz flow. Wad nie dostrzegam. Jako że z każdym następnym przesłuchaniem (teraz jest piąte) krążek wchodzi mi coraz lepiej, niewykluczone jest, że podwyższę ocenę w swoim czasie. Może się to zdarzyć nawet jutro.

8,5/10

piątek, 4 marca 2011

Tusz Na Rękach I Voskovy - Get Fejm Or Die Tryin' (2010)

1)Krejzi
2)Jestem Słaby
3)Cudowne Lata 90’te
4)Blask
5)Przystanek Ziemia
6)Wstyd
7)Notorycznie feat. Shaw
8)Nasze Sny feat. Manolis Manoli
9)Przez Ciernie Do Gwiazd feat. Touch Of Cas
10)Chcę Być Wolny
11)Tusz Na Wosku
12)Podróż Do Wnętrza Siebie feat. Manolis Manoli
13)Get Fejm Or Die Tryin’


Tusz Na Rękach I Voskovy. Na pierwszy rzut oka jest to duet oparty na klasycznej zasadzie – raper plus producent jak Gangstarr. Sytuacja w rzeczywistości jest inna. Faktycznie, Tusz Na Rękach to jedna osoba, a konkretnie raper pochodzący z Kielc, natomiast Voskovy to zespół dwóch producentów z Bolesławca. Ekipa (w sensie cała trójka) z nazwy była mi znana od momentu, kiedy zobaczyłem o niej temat na forum Ślizgu, a więc od lipca. Muszę powiedzieć, że większość opinii na forum była pozytywna, ale nie byłem, szczerze mówiąc, w najmniejszym stopniu zainteresowany, aby sprawdzić jakiś numer, a tym bardziej płytę, która później wyszła. Do zapoznania się z materiałem całkiem niedawno zachęcił mnie jeden z czytelników bloga (Gawi) i jestem mu wdzięczny za to, bo krążek bardzo mi się spodobał.

Z początku Tusz Na Rękach nie wydał mi się zbyt interesujący artystą, jeżeli chodzi o teksty. Potrzebowałem trzech przesłuchań, aby zacząć dostrzegać w jego rymach wartość. Jak już jestem przy rymach, to napiszę co nieco na temat ich walorów technicznych. Sądzę, że każdy, kto ceni sobie coś więcej niż pojedyncze i proste rymy, powinien być usatysfakcjonowany. Kuba Witek (tak brzmi prawdziwe imię i nazwiska rapera, o czym zresztą wspomina na albumie) stosuje rymy wewnętrzne, stara się, aby wyrazy, które się rymują, nie były dokładne (o tych dwóch rzeczach można przekonać się już przy pierwszej zwrotce na płycie) i pojawiają się rymy podwójne. Co prawda nie strzela podwójnymi jak z karabinu, ale da się usłyszeć ich kilka i co najważniejsze nie odczułem wrażenia, że są złożone na siłę, a to chyba jest najważniejsze. Tematyka na ,,Get Fejm Or Die Tryin’” jest daleka od ulicy. Przede wszystkim Tusz Na Rękach dostarcza porcje osobistego i przemyślanego rapu. Trzeźwość myślenia rapera idealnie widać w takich trackach jak ,,Jestem Słaby”, który jest przepełniony ironią, czy ,,Przystanek Ziemia” przedstawiający m.in. życiowe cele artysty i wartościowe porady, które może ktoś weźmie sobie na serca. Dla tych, co cenią sobie opowieści o przeszłości (w tym mnie) także coś się znajdzie, a konkretnie np. ,,Cudowne Lata 90’te” czy też szczery, ale niezbyt napawający dumą ,,Wstyd”. Kawałkami, w których czuć miłość do muzyki i głęboką zajawkę tym, co się robi, są np. ,,Blask” i ,,Get Fejm Or Die Tryin’”. To prawie połowa numerów na krążku, które niosą coś ze sobą. O reszcie wspominać nie będę. Dodam tylko, że są równie konkretne jak te sześć wymienionych i w ramach ciekawostki powiem, iż w ,,Chcę Być Wolny” Tusz Na Rękach nawiązuje do beefu Peja kontra Tede.

przecież niedawno wstałem, patrzę dochodzi szesnasta
znów kolejny dzień spędziłem, siedząc przy szesnastkach
nie goliłem się już tydzień pieprzę, że zarastam
ale pasja w nas wzrasta jak noc w światła miasta
znów świt nas zastał, odgrzewana pasta
biorę kilka gryzów resztę połknie ubikacja
ziom, mówi się trudno per aspera ad astra
dziś musi mi wystarczyć śniadanio-kolacja
ale wracam do kartki, bo to już ostatnia szansa
szara rzeczywistość konsekwentnie nas wykańcza
ale może tym razem ziom dostrzeże nas branża
może naszą płytę zachce wydać Asfalt

Warstwa muzyczna na materiale jest wprost fantastyczna. Całkowicie nieznani na polskiej scenie producenci stworzyli brzmienie, które mnie powaliło. Jednakże muszę zaznaczyć, że bity doceniłem dopiero po chyba trzecim przesłuchaniu, bo na początku wydawały się mi być bez polotu i zlewające się ze sobą. Przede wszystkim muzyka na albumie jest równa, wyważona, świeża, spokojna i ciepła. To ostatnie słowo chyba najlepiej oddaje klimat, w jakim utrzymany jest krążek. Może właśnie to zbytnie ciepło emanujące z podkładów okaże się być dla niektórych nie do przyjęcia. W każdym razie ja na pewno się do tej grupy osób nie zaliczam. Ciężko byłoby mi wybrać ulubiony bit. Prawie każdy ma w sobie coś, co mnie fascynuje i przyciąga. Jest tylko jeden mały wyjątek, a konkretnie ,,Krejzi”. Nie jestem w stanie przekonać się do tego pokładu i mnie lekko denerwuje. Dodam jeszcze, że powala mnie ułożenie basów. W każdej nucie brzmią porażająco. Pod względem flow Tusz Na Rękach spisuje się dobrze. Nie jest to na pewno czołówka polska, bo do Mesa czy VNM’a chłopakowi trochę brakuje, ale mi się go dobrze słucha. Ładnie umie odnaleźć się na ciepłych bitach i podzielić się ze słuchaczami swoimi emocjami. Inaczej płynie chociażby w ,,Wstyd” oraz ,,Blask” numerami posiadającymi zgoła odmienną tematykę. Bardzo podoba mi się głos rapera, który jest dla mnie oryginalny i niezwykle charakterystyczny. Co do dykcji to niezwykle jaram się, jak artysta wymawia słowo ,,ziom”, które na płycie pojawia się dość regularnie.

Podsumowując, jestem zachwycony albumem. Słuchałem go już wiele razy i jak słucham teraz czuję taką samą przyjemność jak wcześniej. Co prawda dopiero tak po trzecim podejściu w pełni doceniłem krążek i zacząłem się jarać na dobre. Krążą opinie, że ,,Get Fejm Or Die Tryin’” to ,,Kilka Numerów O Czymś” 2010, że Tusz Na Rękach I Voskovy, to Małpa 2010 i ja się z tym muszę zgodzić. Oczywiście nie chodzi mi o jakieś kopiowanie czy powielenie materiału Małpy. Mam na myśli analogię polegającą na dwóch elementach. Pierwszy z nich to fakt, że są to debiuty, a drugi, że owe debiuty są świetne. Ciężko mi będzie wystawić ocenę. W odniesieniu do projektów, które wyszły rok temu, byłoby 10/10. W obecnej sytuacji muszę ocenić płytę w perspektywie całego polskiego rapu, co nie jest łatwe. Nie dam maksimum na pewno, bo nie wiadomo, czy album przejdzie u mnie dłuższą próbę czasu.

9/10

środa, 2 marca 2011

24 kolejka Bundesligi

Piątek

Borussia M’gladbach skazywana na spadek do drugiej ligi po ostatniej niespodziewanej wygranej nad ekipą Schalke jechała do Wolfsburga, który ostatnio notuje porażkę za porażką, w bojowych nastrojach. Dla piłkarzy gości była to szansa na kolejny ligowe punkty, ale tym razem Wilki zagrały bardzo dobre spotkanie i zasłużenie zwyciężyły 2:1. Należy zaznaczyć, że Littbarski zdecydował się na eksperymentalne ustawienie, desygnując w roli wysuniętego napastnika Mkobiego, a w roli cofniętego Diego. Ten drugi rozegrał fantastyczne zawody, strzelając 2 bramki. Jest to niezwykle cenne zwycięstwo WFL, bo ich potencjał kadrowy to zdecydowanie coś więcej niż dolna część tabeli.

Sobota

HSV wybrał się do Kaiserslautern w roli faworyta. Przyjezdni walczą o miejsce w pierwszej piątce na koniec rozgrywek, natomiast Czerwone Diabły jak na razie o ucieczkę ze strefy barażowej. Hamburg jednakże nie dał rady wywieźć kompletu punktów i musiał zadowolić się remisem 1:1. Ten rezultat oczywiście bardziej satysfakcjonuje beniaminka, aczkolwiek nie sprawia, że opuszcza strefę barażową.

Hoffenhaim i Mainz w ostatnich dwóch kolejkach łącznie zdobyły tylko jeden punkt, który jest zasługą Wieśniaków. Rywalizacja między tymi drużynami mogła w końcu dać którejś z nich pełną pulę. Sądziłem, że gospodarze postawią większy opór gościom i będą w stanie wygrać. Okazało się inaczej, gdyż to FSV zdobyło 3 punkty, pokonując swoich rywali 2:1. Jednak było to zasłużone zwycięstwo gości, które pozwala im nie stracić kontaktu z drużynami walczącymi o trzecie miejsce.

Norymberga to najlepiej spisujący się zespół w lidze w ostatnich 4 kolejkach i utrzymali tą tendencję, ponieważ nie przegrali w Gelserkinchen. Padł remis 1:1, ale to Schalke stworzyło sobie więcej dogodnych sytuacji. Szczególnie w ostatnich minutach meczu, ale bardzo dobrze w bramce gości spisywał się Schafer, który zalicza się do czołówki bramkarzy Bundesligi w tym sezonie. Należy także wspomnieć o poprzeczce dla Norymbergi. Dla graczy Felixa Magatha, którzy co ciekawe mogą poszczycić się najlepszą defensywą w lidze (29 goli straconych), nie licząc Borussi Dortmund, chyba szanse na pierwszą piątkę powoli stają się być mało realnymi marzeniami. W innej sytuacji jest Norymberga, która do piątego miejsca traci zaledwie 4 punkty.

Kolonia ciągle w gazie. Tym razem Koziołki pokonały na własnym obiekcie Freiburg 1:0, a bramkę zdobył Podolski. To już 10 trafienie Niemca w tym sezonie, a dla porównania w poprzednich rozgrywkach, zdobył łącznie jedynie 2 gole. FC Koln stworzyło sobie bardzo dużo sytuacji strzeleckich i aż dziw bierze, że wykorzystali tylko jedną. W każdym razie gol Podolskiego był przecudnej urody. Fantastyczny lob z lewej nogi.

Beniaminek ST. Pauli po trzech zwycięstwach z rzędu teraz ponosi drugą porażkę z rzędu. Do Hamburga przyjechał Hannover, który cały czas ma realne szanse nawet na wicemistrzostwo kraju i nie zawiódł. Co prawda gracze Mirko Slomki wygrali skromnie 1:0, to jednak trzy punkty to trzy punkty.

W ostatnim sobotnim spotkaniu Bayern podejmował Borussie Dortmund. Był to niekwestionowany hit tej kolejki w lidze niemieckiej. Gospodarze mogli być lekko zmęczeni po ostatnim spotkaniu w Lidze mistrzów, w którym pokonali Inter na wyjeździe 1:0, ale i tak stawiani byli w roli faworyta. Był to bardzo ciekawy i żywy mecz, bo już po 18 minutach padły 3 gole. Dwa autorstwa zawodników Kloppa i jeden graczy Van Gaala. Ostatecznie mecz zakończył się zasłużonym zwycięstwem lidera Bundesligi 3:1. Borussia grała bardzo mądrze, kontrolowała spotkania, świetnie radziła sobie z zatrzymywaniem ataków Bayernu. Bastian Schweinsteiger zagrał zdecydowanie najsłabszy mecz w tym sezonie, po prostu nie poznawałem tego zawodnika. Kwestia mistrzostwa Niemiec już jest rozstrzygnięta, bo nie ma żadnych szans, aby Bawarczycy odrobili 16 punktową stratę w 10 kolejek.

Niedziela

Eintracht gra fatalnie i pomału zbliża się do strefy spadkowej. W 24 kolejce przyszło spotkać im się z Stuttgartem, który także nie prezentuje się ciekawie. Wielu sądziło, że dla Frankfurtczyków ten mecz będzie przełomowym i po raz pierwszy w rundzie rewanżowej zwyciężą. Gospodarze przeważali praktycznie przez cały mecz, a od 16 minuty grali w przewadze jednego zawodnika. VFB czasem groźne kontratakowało, ale raczej było wiadomym, że nie będą prowadzić gry, grając w 10. Świetnie w bramce gości spisywał się Urleich. Piłka bywa niesprawiedliwa i przekonali się o tym tamtego popołudnia zawodnicy Eintrachtu, którzy stracili w drugiej połowie 2 bramki. Stuttgart wygrywa, ale nadal przed nim pozostaje dużo do zrobienia, jeżeli chodzi o utrzymanie się.

Werder nadal pozostaje bez zwycięstwa, biorąc pod uwagę ostatnie 6 kolejek, ale tym razem kibice mogą być dumni ze swoich zawodników, ponieważ mimo że przegrywali w Bremie już 0:2 z Leverkusen, zdołali doprowadzić do remisu. Przycisnęli w końcówce spotkania czego konsekwencją były 2 bramki. KieSling, który rozpoczął ten mecz na ławce rezerwowych, nie będzie go miło wspominał, ponieważ to on strzelił pierwszego gola dla Werderu, niefortunnie interweniując we własnym polu karnym. Podział punktów nie zmienia zbytnio sytuacji żadnej ze stron.

Tabela. Oczywiście w przypadku równej liczby punktów decyduje różnica bramek

1)Borussia D. – 58 punktów
2)Bayer – 46 punktów
3)Hannover – 44 punkty
4)Bayern – 42 punkty
5)Mainz – 40 punktów
__________

14)Wolfsburg – 26 punktów
15)Werder – 25 punktów
16)Kaiserslautern – 24 punkty
17)Stuttgart – 22 punkty
18)Borussia M. – 19 punktów

Liga Mistrzów, Eliminacje Ligi Mistrzów, Liga Europy, Baraże, Spadek.

Strzelcy

Gomez – 18 goli, Bayern
Cisse – 16 goli, Freiburg
Gekas – 14 goli, Eintracht
Ya Konan – 11 goli, Hannover
Lakic – 11 goli, Kaiserslautern
Raul – 11 goli, Schalke
Barrios – 11 goli, Borussia D.